Nad Bożym Słowem. Niedziela Palmowa - Męki Pańskiej

"Warto zatrzymać się nad postawą ludzi, którzy witają Jezusa na uliczkach Jerozolimy. Ktoś powiedział ostatnio, że byli to ludzie okrutni, bo jednego dnia wołali: „Hosanna”, a za kilka dni: „Ukrzyżuj Go!”. Nie chcę dokonywać oceny tych ludzi, tylko zauważyć, że są oni dokładnie tacy sami jak my. Albo może inaczej - my jesteśmy tacy sami jak oni".

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

 

Niedziela Palmowa, którą przeżywamy, choć bardziej poprawnie byłoby powiedzieć Niedziela Męki Pańskiej, to początek świętowania Paschy, czyli tego wydarzenia, które stanowi centrum życia chrześcijańskiego.

Chrystus, jak widzimy dzisiaj z opisów ewangelicznych, wypełnia zapowiedź proroków i zmierza do Jerozolimy, aby dokonać naszego odkupienia. Myślę, że warto trochę zatrzymać się nad postawą ludzi, którzy witają Jezusa na uliczkach Jerozolimy. Ktoś powiedział ostatnio, że byli to ludzie okrutni, bo jednego dnia wołali: „Hosanna”, a za kilka dni: „Ukrzyżuj Go!”.

Nie chcę dokonywać oceny tych ludzi, tylko zauważyć, że są oni dokładnie tacy sami jak my. Albo może inaczej - my jesteśmy tacy sami jak oni. Niby słuchamy Ewangelii, może i nawet jest w naszym życiu modlitwa, czasem zaangażowanie w życie wspólnoty, i zobaczmy jak niedaleka jest potem droga do tego, żeby zupełnie zaniedbać swoje życie religijne. Ile to razy już słyszałem słowa: „kiedyś, to ja byłem/byłam bardzo religijny /religijna”. Pytam co się stało, że przeszedłeś ze „strony Hosanna”, do „Ukrzyżuj”. Czasem słyszę enigmatyczną odpowiedź: „a jakoś tak wyszło”. Właśnie, co się stało? Dlatego potrzebujemy razem z Chrystusem wejść do Jerozolimy, pójść z Nim razem do Wieczernika, Ogrodu Oliwnego, na Golgotę, zejść do Jego grobu. Wszystko to po to, aby otrzymać nowe życie, by dokonała się Pascha, czyli przejście. To dlatego Kościół w liturgii czyta nam dzisiaj Mękę Pańską, by powiedzieć: „idziesz z Jezusem do Jerozolimy? Dobrze, ale pamiętaj co Cię czeka”. Pomyślmy, co w czasie tego pochodu do Jerozolimy działo się w sercach uczniów, którzy widzieli radość ludzi witających Chrystusa. Może uczniowie myśleli sobie: „opłaciło się, dobrze, że poszliśmy za Nim. Może i nam będą się teraz tak kłaniać ze względu na Niego”.

Przyjrzyjmy się przywołanemu wcześniej opisowi Męki Pańskiej. Już w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus mówi uczniom, o tym, że zostanie zdradzony, i kiedy On dokonuje największego cudu świata, dając Siebie pod postacią chleba i wina jako pokarm, oni… zastanawiają się, który z nich jest większy. Równie nieciekawie wypada deklaracja Piotra: „Panie z Tobą jestem gotów iść nawet do więzienia i na śmierć”, na którą Chrystus odpowiada „Powiadam ci, Piotrze, nim zapieje dziś kogut, ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz”.  W kolejnych scenach uczniowie również nie prezentują się najlepiej - w Ogrodzie Oliwnym śpią, a gdy przychodzą żołnierze, aby pojmać Jezusa uciekają, Piotr, zgodnie z zapowiedzią Jezusa, zapiera się Go.

Przywołuję te wszystkie wydarzenia, abyśmy mogli w nich zobaczyć samych siebie. Takimi jesteśmy ludźmi. Dlatego tak, jak Izraelowi potrzeba było Paschy, by wyjść z niewoli Egiptu, tak nam potrzeba również Paschy, by wyjść z niewoli naszych grzechów i upadków. Aby prawdziwie odczuć, że można być wolnym.

To dlatego właśnie w tych dniach ustawiają się długie kolejki do konfesjonałów, aby zrywać kajdany, które zły duch na nas pozakładał. Nie byłoby dobrym, a właściwie to byłoby całkowicie bez sensu, gdybyśmy całe świętowanie Paschy ograniczyli do kolorowych kurczaków, zajączków i poświęcenia pokarmów. To nie są święta kurczaka czy zajączka, to są święta Zmartwychwstania Chrystusa! I jeśli będziemy je właśnie w takim kluczu przeżywać, to doświadczenie Paschy, stanie się także naszym udziałem.

Tak naprawdę nie jest najważniejsze czy ten czas będziemy przeżywali tutaj, czy w Polsce. Ważnym jest, żeby to był czas naszego osobistego spotkania z Chrystusem.

Chciałbym przywołać fragment homilii Papieża Franciszka z Niedzieli Palmowej 2014 roku. Papież pytał wtedy: „Dobrze nam zrobi, jeśli zadamy sobie tylko jedno pytanie: kim jestem? Kim jestem ja w obliczu mojego Pana? Kim jestem w obliczu Jezusa, który w świątecznej atmosferze wjeżdża do Jerozolimy? Czy potrafię wyrazić moją radość, chwalić Go? Czy odnoszę się do Niego z dystansem? Kim jestem w obliczu Jezusa, który cierpi?

Usłyszeliśmy wiele imion, wiele imion. Grupy zwierzchników, niektórych kapłanów, niektórych faryzeuszów, niektórych nauczycieli prawa, którzy postanowili Go zabić. Czekali na okazję, aby Go pojmać. Czy jestem jak jeden z nich?

Usłyszeliśmy także inne imię: Judasz. 30 srebrników. Czy jestem jak Judasz? Usłyszeliśmy inne imiona: uczniów, którzy nic nie rozumieli, którzy zasnęli, podczas gdy Pan cierpiał. Czy moje życie jest uśpione? Czy też jestem jak uczniowie, którzy nie mogli zrozumieć, co to znaczy zdradzić Jezusa? Czy jak inny uczeń, który chciał wszystko rozwiązać za pomocą miecza: czy jestem jak oni? Czy jestem jak Judasz, który udaje, że kocha, i całuje Nauczyciela, aby Go wydać, zdradzając Go? Czy jestem zdrajcą? Czy jestem jak owi zwierzchnicy, którzy w pośpiechu zbierają sąd i szukają fałszywych świadków: czy jestem jak oni? A kiedy tak postępuję, jeśli tak czynię czy sądzę, że w ten sposób zbawiam lud?

Czy jestem jak Piłat? Czy kiedy widzę, że sytuacja jest trudna, umywam ręce i nie potrafię wziąć na siebie odpowiedzialności, i pozwalam skazywać - lub sam skazuję - osoby?

Czy jestem jak ten tłum, który nie wiedział dokładnie, czy jest na zgromadzeniu religijnym, w sądzie czy w cyrku, i wybrał Barabasza? Im było wszystko jedno: zabawniejsze było upokorzenie Jezusa.

Czy jestem jak żołnierze, którzy bili Pana, pluli na Niego, obrażali Go, bawiło ich upokarzanie Pana?

Czy jestem jak Cyrenejczyk, który wracał z pracy zmęczony, ale okazał dobrą wolę i pomógł Panu nieść krzyż?

Czy jestem jak ci, którzy przechodzili przed krzyżem i szydzili z Jezusa: «Był taki odważny! Niech zstąpi z krzyża, a uwierzymy w Niego!». Szydzić z Jezusa...

Czy jestem jak te odważne kobiety i jak Matka Jezusa, które były tam, cierpiały w milczeniu?

Czy jestem jak Józef, ukryty uczeń, który zabrał ciało Jezusa z miłością, aby je pochować?

Czy jestem jak dwie Marie, które stały przed grobem płacząc, modląc się?

Czy jestem jak owi zwierzchnicy, którzy następnego dnia udali się do Piłata, mówiąc: «Spójrz, on powiedział, że zmartwychwstanie. Oby nie było kolejnego oszustwa!», i powstrzymują życie, zapieczętowują grób, aby bronić doktryny, aby nie doszło do głosu życie?

Gdzie jest moje serce? Do której z tych osób jestem podobny? Niech to pytanie nam towarzyszy przez cały tydzień|".

 Niech rzeczywiście te pytania nam towarzyszą w tym czasie Wielkiego Tygodnia. Niech staną się zaproszeniem do pójścia po śladach Jezusa.