Żeberka czy karp?

Tekst: Marta Tomczyk-Maryon

 

„Mój mąż, który jest Norwegiem lubi słuchać kolęd śpiewanych przez zespół Mazowsze i Śląsk. Uważa, że wprowadzają prawdziwie świąteczny nastrój”.

 

Boże Narodzenie to ważny okres w roku liturgicznym, który dla polskich katolików ma znaczenie. Religijny wymiar splata się bowiem z tradycją narodową i rodzinną, którą wyrażamy poprzez polskie zwyczaje. Katolicy mieszkający w Polsce spędzają Święta… po polsku. Przy wigilijnym stole dzielą się opłatkiem, śpiewają kolędy, o północy idą na pasterkę. Jednak, gdyby zapytać jak świętują rodacy mieszkający na obczyźnie, odpowiedź nie będzie już taka oczywista. Zamieszkanie w obcym kraju oznacza poznanie i, w mniejszym lub większym stopniu, zanurzenie się w obcej kulturze. Czy Polacy mieszkający w Norwegii kultywują polskie zwyczaje? Czy śpiewają polskie kolędy? Czy na ich wigilijnych stołach gości barszcz z uszkami czy też pieczone żeberka?

 

Problem ten jest szczególnie interesujący w polsko-norweskich rodzinach, w których jedno z małżonków jest Polakiem a drugie Norwegiem, lub gdzie jedno z dorosłych dzieci poślubiło Norwega/ Norweżkę. Postanowiłam porozmawiać z osobami, które mają takie rodziny. Chciałam się dowiedzieć czy małżeństwo wiązało się dla nich z zaadoptowaniem norweskiej kultury.  Wypowiedzi odrobinę mnie zaskoczyły; okazało się, bowiem, że… polskie żony potrafią zaszczepić w swoich norweskich rodzinach piękne polskie tradycje.

Pinnekjøtt - jedno z ulubionych świątecznych dań w Norwegii.

 

Katarzyna Kozak-Opssal: „My mamy taką małą tradycję, że 23 grudnia robimy sobie mini polską Wigilię. Dzielimy się opłatkiem, który moja mama przysyła nam z Polski. Jemy parę tradycyjnych potraw i każdy może otworzyć jeden z prezentów. Zwykle są to prezenty od rodziny w Polsce. Mój mąż, który jest Norwegiem bardzo lubi słuchać kolęd śpiewanych przez zespół Mazowsze i Śląsk. Uważa, że wprowadzają prawdziwie świąteczny nastrój. Wigilię spędzamy już według tradycji norweskich, a więc z żeberkami, kiełbasą i norweskimi ciasteczkami na deser. Czasem tęsknię za polskimi świętami, ale lubię norweską Wigilię, jest spokojniejsza. Mniej gruntownych porządków, mniej stania w kuchni i biegania z kolejnymi potrawami. Prezenty otwieramy godzinami. W moim norweskim domu mogę też poszaleć ze świątecznymi ozdobami: duża, prawdziwa choinka, świecące gwiazdy w oknach, światełka, świece. Mąż mnie uszczęśliwia nowymi mikołajami i skrzatami co roku. Kolejną korzyścią norweskich świąt jest większa szansa na białe święta!”.

 

Beata Iwanek - Wasążnik: „Jesteśmy polską rodziną mieszkającą w Norwegii od lat. Nasze dzieci się tu urodziły i dorosły; jedno z nich założyło już swoją rodzinę i ta nowa rodzina jest norwesko-polska. Zawsze obchodziliśmy Święta, a w szczególności wieczór wigilijny po polsku, tak jak to się robiło w naszych domach w Polsce. Oczywiście dzieci przynosiły z przedszkola i szkoły kultywowane tu tradycje np. pieczenia skandynawskich pierniczków pepperkake czy lusekatter - ciasteczek na dzień świętej Łucji. Na spotkaniach rodziców piliśmy gløgg z migdałami, który nam bardzo smakował i zaczęliśmy go przyrządzać w domu, a z czasem na wigilijnym stole, obok kompotu z suszu i makowca zaczęłam stawiać też rømmegrøtt, czyli krem z ryżu ze śmietaną i jednym migdałem w środku. Tradycję szukania tego migdała znaliśmy z mężem z obowiązkowej dla dzieci w Polsce lektury szwedzkiej książki Dzieci z Bullerbyn, Astrid Lindgren. To był taki mały ukłon w stronę społeczeństwa, którego na co dzień jesteśmy częścią, ale przecież w dni świąteczne zwracamy się bardziej ku naszej rodzimej tradycji. W zeszłym roku gościła u nas na Wigilii córka z norweskim mężem, i ta wieczerza była już złożona z dwóch tradycji, pół na pół. Był opłatek i barszcz z uszkami, a na drugie danie pieczeń żeberkowa z czerwoną kapustą. Kolędy śpiewaliśmy po polsku i po norwesku, a nawet w kilku innych językach”.

 

Jolanta Anna Stang: „Wyemigrowałam do w Norwegii prawie trzydzieści lat temu. Na początku spędzaliśmy święta po norwesku, w Asker, gdzie mieszkam. Moja norweska teściowa znała nasze polskie tradycje i dlatego co roku oprócz tradycyjnych potraw norweskich była dla mnie ryba pod różnymi postaciami. Nie był to wprawdzie karp, ale zawsze coś. Moja mamusia co roku przysyłała nam z Polski opłatek, więc i tego zwyczaju nauczyłam moją norweską rodzinę. Jedyną rzeczą, która najbardziej odbiegała od polskich świąt była… niezliczona masa prezentów i śpiewanie kolęd podczas chodzenia wokół choinki. Dziesięć lat temu straciłam moją siostrę, która zmarła na raka, zostawiając jedną córkę. Od tamtej pory co roku jeździmy do Polski. Spędzamy Święta raczej po polsku, z pierogami, czerwonym barszczem, z pasztecikami, karpiem i innymi polskimi przysmakami. Mój norweski mąż uwielbia polską kuchnię i stał się mistrzem w robieniu pierogów. Oczywiście nie może też zabraknąć ribbe. W Wigilię co roku zanim zasiądziemy do stołu jeździmy na cmentarz do siostry i taty. Po powrocie do domu, dzielimy się opłatkiem i zaczynamy ucztę. Są też kolędy, prezenty i miła rodzinna atmosfera. A o północy wszyscy idziemy na pasterkę”.