Dzieci imigrantów w norweskiej szkole. Wyniki badań

 

Właśnie ukazał się raport, w którym podsumowano wyniki w nauce uczniów szkół średnich pochodzących z mniejszości narodowych. Badanie przeprowadzone w 250 norweskich szkołach średnich (videregående skoler) na grupie 68 000 uczniów pokazuje nie tylko różnice w ocenach, ale także to, czy uczniowie czują się dobrze w szkole. Wyniki polskich uczniów nie są najlepsze. Zaskakiwać może również to, że najwyższych ocen w szkole nie osiągają, jakby można tego oczekiwać, Norwedzy.

 

Tekst: Marta Tomczyk-Maryon

 

Badania przeprowadzono w latach w latach 2015-2017 i objęto nimi 40 procent młodzieży uczącej się w norweskich szkołach średnich. Za dzieci pochodzące z grup mniejszości narodowych uznano te, których oboje rodziców urodziło się w innym kraju niż Norwegia. W grupie uczniów reprezentujących dzieci z mniejszości narodowych znalazły się zarówno te, które się urodziły w Norwegii, jak i te, które emigrowały do tego kraju.

 

Zaskakujące wyniki?

Niektóre wyniki badań mogą zaskakiwać i skłaniać do zadania pytań o przyczyny różnic. Dlaczego młodzież z Wietnamu uzyskuje najlepsze wyniki, a z Tajlandii tak słabe? Wiele wątpliwości pojawia się również przy wynikach polskich uczniów.

Opracowany przez naukowców z instytutu Nova (Norsk institutt for forskning om oppvekst, velferd og aldring) raport liczy 129 stron i jest bardzo szczegółowy. Warto spojrzeć na kilka kluczowych wyników badań.

 

 

Średnia ocen

Najwyższe oceny uzyskała młodzież pochodząca Wietnamu. Ich średnia to 4.05. Tuż za nimi znajdują się Norwedzy ze średnią 4.0. Kolejne wysokie miejsca zajmują dzieci pochodzące z: Niemiec, Bośni i Hercegowiny, krajów nordyckich, Rosji, Indii i Iranu. Uczniowie z Polski ze średnią ocen 3.66 znaleźli się na 15. miejscu między Filipińczykami i Turkami. Na ostatnim 21. miejscu plasują się Tajlandczycy ze średnią 3.18. jak widać różnica między najlepszymi i najsłabszymi wynosi cały stopień.

 

Czas poświęcany na odrabianie lekcji

Na pierwszym miejscu znaleźli się uczniowie ze Sri Lanki, którzy poświęcają codziennie 101 minut na naukę w domu. Na drugim miejscu się Marokańczycy z 90 minutami. Polscy uczniowie poświęcają tylko 55 minut. Mniej czasu wykorzystują na naukę tylko uczniowie z krajów nordyckich i Norwegii, która znalazła się na ostatnim miejscu.

 

Liczba uczniów deklarujących chęć pójścia na studia wyższe

To badanie pokazuje w dużej mierze ambicje uczniów. Na pierwszym miejscu znalazła się Sri Lanka (89 procent). Potem uczniowie z Iranu (85 procent) i Indii (83 procent). Niewiele gorsze wyniki wykazali również Pakistańczycy (81 procent) i Wietnamczycy (80 procent). Uczniowie z Norwegii znaleźli się na 18. miejscu, natomiast młodzież z polskimi korzeniami dopiero na miejscu 20. Badanie pokazuje, że 67 procent polskich dzieci deklaruje chęć pójścia na studia. Niższe wyniki wykazali tylko uczniowie z Erytrei i Tajlandii.

 

Czy dobre wyniki w szkole wpływają na podniesienie statusu?

W tym badaniu polscy uczniowie znaleźli się na ostatnim miejscu (44 procent).  Słabą wiarę w zależność między nauką a statusem wykazują również uczniowie norwescy i litewscy. Najwyższe wyniki mieli uczniowie z Erytrei (75 procent), Afganistanu (73 procent) i Somalii (70 procent).

 

 

W badaniach udowodniono ścisłą zależność między zapleczem społeczno-ekonomicznym uczniów a wynikami w nauce. Zaskoczeniem nie jest, że na dobre wyniki dzieci wpływają: wykształcenie rodziców, liczba książek w domu, własny pokój, komputer i dostęp do internetu.

 

Interesujące jest również spojrzenie na oceny pod kątem wieku, a nie narodowości. Badanie to pokazuje, że najwyższe oceny uzyskują dzieci urodzone w Norwegii. Na drugim miejscu znajdują się dzieci, które emigrowały w wieku do 5 lat. Najsłabsze oceny mają te, które przybyły do Norwegii po 12 roku życia. Byłoby to potwierdzenie tego, że „im później tym gorzej” i że starsze dzieci mają pewne trudności z adaptacją w nowym kraju.

 

Nie jest zaskoczeniem, że długość zamieszkania w Norwegii wpływa korzystnie na wyniki w szkole. Najlepsze rezultaty osiągają uczniowie urodzeni w Norwegii.

 

W badaniach pytano również o, to  czy uczniowie czują się bezpiecznie i dobrze w szkole. Poziom zadowolenia był niższy wśród uczniów z mniejszości narodowych niż wśród Norwegów.

 

W podsumowaniu badań, gdzie scharakteryzowano każdą grupę narodową z osobna, na temat dzieci z Polski możemy m.in. przeczytać: „Zdecydowana większość młodzieży polskiego pochodzenia urodziła się w Polsce. Tylko sześć procent urodziło się w Norwegii (…) Mają oni gorszy dostęp do zasobów społeczno-ekonomicznych niż dzieci tubylcze oraz nieco lepsze niż większość dzieci z grup mniejszościowych”. Zwrócono również uwagę, że większość polskiej młodzieży podejmuje kształcenie zawodowe.

 

 

 

Rozmowa z Ewą Bivand

Zadałam parę pytań Ewie Bivand, która od ponad 30 lat pracuje w norweskiej szkole średniej (videregående skole) jako nauczyciel języka angielskiego, historii i filozofii. Jej uczniowie coraz częściej są nie tylko Norwegami, ale pochodzą z różnych krajów, również z Polski.

 

– Właśnie ukazał się raport podsumowujący wyniki w nauce uczniów norweskich szkół średnich. Porównano w nim rezultaty uczniów norweskich i innych narodowości. I muszę przyznać, że jestem zaskoczona, bo polscy uczniowie wypadli słabo. Czy ciebie też to zaskoczyło? Jak myślisz, jakie są tego przyczyny?

– Ja nie widzę tego w tak ciemnych barwach. Należy chyba zacząć od tego, że na skali ocen od 1 – 6 gdzie 6 jest najwyższą oceną, wszyscy uczniowie, i norwescy i ci pochodzący z innych krajów, mają średnią między 3 a 4, co jest zgodne z oczekiwaniami. Natomiast rzeczywiście w porównaniu z innymi nacjami polskie nastolatki nie znajdują się w czołówce, choć różnice nie są duże. Powiedzmy od razu - najlepszą średnią mają Wietnamczycy – 4.05, przed Norwegami (4.0), a Polacy (3.66) plasują się między dziećmi z korzeniami w Pakistanie (3.67) i Iraku (3.5). Lepsze wyniki niż polskie dzieci mają  nie tyko te pochodzący z krajów nordyckich, ale także Bośniacy, Tamilowie, Rosjanie czy Litwini.

– Czy mnie to zaskoczyło? W raporcie uwzględniono różnice: między dziećmi, które urodziły się w Norwegii, a tymi które przyjechały do Norwegii w różnym wieku - przed rozpoczęciem szkoły podstawowej, w wieku 6 -12 lat i starszymi. Nie trudno się domyślić, że polscy rodzice to głównie imigranci zarobkowi ostatnich 15 lat, a więc jest dużo polskich dzieci, które przyjechały do Norwegii już w wieku szkolnym - tak samo jak dzieci uchodźców z Somalii czy Afganistanu. W związku z tym poziom znajomości języka norweskiego wśród polskich dzieci często nie może być porównywalny z tubylcami, ale także z dziećmi tamilskimi czy wietnamskimi, które są w Norwegii już trzecim pokoleniem. Dlatego też, jeśli coś mnie zaskoczyło, to, to że dzieci z Somalii czy Afganistanu mają niewiele gorsze wyniki niż dzieci polskie zważywszy, że ich języki ojczyste tak bardzo różnią się od języków  z terenu Europy, a więc napotykają na większe trudności w nauce norweskiego niż Europejczycy.

 

– Zaskoczyło mnie również, że dzieci z Litwy, które można porównać z polskimi pod względem długości pobytu i statusu ekonomicznego, mają stosunkowo lepsze oceny. Czy masz odpowiedź na pytanie skąd wynika ta różnica?

– Tak, to istotnie ciekawe. Niewątpliwie podobna jest długość pobytu w Norwegii. Status ekonomiczny zapewne też podobny, ale to już nieco trudniej określić. Większość polskich i litewskich imigrantów zarobkowych pracuje w zawodach nie wymagających wyższego wykształcenia, ale ile jest wśród nich  osób, które pracują poniżej kwalifikacji, tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że status ekonomiczny i wykształcenie rodziców to sprawa kluczowa, jeśli chodzi o stosunek do dalszej nauki i wybór zawodu.

– Badanie statusu ekonomicznego wśród młodzieży przy użyciu anonimowej ankiety jest niezwykle trudne, zwykle nie pyta się wprost, ale ocenia status według np. dostępności do różnych dóbr materialnych, jak i dóbr kultury. A samo posiadanie komputera nie świadczy jeszcze, że się go używa do celów edukacyjnych. Gry komputerowe i oglądanie filmów to nie to samo, co umiejętność czytania dłuższych tekstów, do tego w obcym języku, czy krytycznego korzystania ze źródeł, co jest podstawowym wymogiem w szkole średniej. Status ekonomiczny i wykształcenie rodziców to nie wszystko.

 

– W badaniu zdecydowanie najlepiej wypadli Wietnamczycy. Jak sądzisz dlaczego?

– No, właśnie. Wietnamczycy, wcale nie mają wysokiego statusu ekonomicznego. Jeśli porównamy dane dotyczące ambicji dotyczących studiów wyższych i czasu poświęcanego na odrabianie lekcji, to zauważymy, że dzieci mające rodziców pochodzących ogólnie mówiąc z Azji, mają o wiele większe ambicje  zdobycia wyższego wykształcenia niż dzieci imigrantów z Europy. Dzieci z Azji przewyższają również samych Norwegów, którzy plasują się w tej statystyce na samym dole. Polacy i Litwini nie różnią się zbytnio od tubylców i poświęcają na odrabianie lekcji dwa razy mniej czasu niż Tamilowie czy Pakistańczycy. A przecież zważywszy, że znajomość języka norweskiego jest dla wielu wyzwaniem większym niż dla urodzonych tu Tamilów, to może powinni. Tyle, że brak aspiracji nie działa motywująco, aby poświęcać więcej czasu na szkołę.

 

– Rzeczywiście. Zwróciłam uwagę, że pod względem ilości czasu poświęcanego na odrabianie lekcji polskie dzieci są na trzecim miejscu od końca, za nimi są już tylko kraje nordyckie i Norwegia. Nie sądzisz, czy słabe odrabianie lekcji może wynikać z niedopilnowania przez rodziców? Czy szkoła norweska wymaga większej aktywności ze strony rodziców niż szkoła w Polsce?

– Tak. To istotne. Norweska szkoła, zwłaszcza podstawowa, wymaga współudziału rodziców, nawet jeśli nie mają czasu ani ochoty, ani nie znają języka. Nie wiem, czy wymaga więcej niż szkoła w Polsce, bo znam tylko szkołę do której sama chodziłam 50 lat temu, ale myślę, że wymagania tutaj są trochę inne. Dziecko dostaje plan odrabiania lekcji, często na cały tydzień i rodzice muszą go znać i dopilnować odrabiania lekcji. Pamiętajmy, że w szkole podstawowej nie ma stopni, można  więc się znaleźć w gimnazjum  (ungdomskole) z bardzo słabą znajomością podstawowych przedmiotów, jak norweski czy matematyka. I tu zaczynają się przysłowiowe schody, gdyż dostanie się do szkoły średniej uwarunkowane jest stopniami z gimnazjum. W szkole średniej (videregående) uczeń musi w dużym stopniu sam być odpowiedzialny za własne postępy w nauce. Pilnować planu, zadań z każdego przedmiotu, planu klasówek i testów i koordynować to z innymi zajęciami np. sportowymi, czy też czasem spędzanym z przyjaciółmi czy przed komputerem.  Wielu uczniów świetnie sobie z tym radzi i potrafi pracować w sposób zdyscyplinowany i efektywny, ale wielu tego nie potrafi. I tu, mimo że nauczyciele oczywiście pomagają i przypominają, rola rodziców jest niezastąpiona. AIe nie chodzi o to by kontrolować, egzekwować czy karać, ale o to by interesować się tym, co się w szkole dzieje, czego się nasze dzieci uczą. W matematyce i języku obcym konieczne są systematyczne ćwiczenia, czyli odrabianie lekcji.  W historii czy nauce o społeczeństwie warto porozmawiać i podyskutować. Sami możemy się czegoś nauczyć razem z dziećmi, np. o funkcjonowaniu norweskiego społeczeństwa. A może nie ze wszystkim, co jest w podręcznikach możemy się zgodzić?  Szczególnie w przypadku tematów z historii, religii i etyki. Rozmowa w domu może motywować do aktywnego uczestnictwa w lekcji, lepszej znajomości tematu a w konsekwencji do lepszego wyniku - stopnia.

 

– Zasmuciło mnie nasze ostatnie miejsce w badaniu zależności między dobrymi wynikami w szkole a statusem. Wygląda na to, że polskie dzieci uważają, że nie warto się uczyć, i że wyniki w nauce nie ma żadnego przełożenia na życia. Czy myślisz, że w polskich domach wieje pesymizmem? A może wynika to z naszej niskiej samooceny? Czy nie mamy ambicji i nie potrafimy ich przekazać naszym dzieciom?

– Niekoniecznie. Trudność zdobycia edukacji w kraju pochodzenia nadaje jej wartość i status. Według raportu wśród polskiej młodzieży bycie dobrym uczniem ma wśród grupy rówieśniczej status niższy nawet niż w grupie norweskiej i litewskiej (43% Polaków odpowiada pozytywnie, 44% Norwegów i Litwinów). We wszystkich innych grupach jest on wyższy, a najwyższy, ponad 70 % wśród Erytrejczyków, Afgańczyków czy Somalijczyków. W Norwegii czy w Polsce dostęp do edukacji jest łatwy, (w Norwegii dochodzi do tego tzw. janteloven  -  nie wybijaj się, nie chwal się), no i wartości jakie się w życiu liczą.  Długie studia, w Norwegii związane z zaciągnięciem długu na studia w lånekassen, w Polsce pewnie też pożyczka czy wysiłek rodziców, mogą odstraszać, a poza tym zarobić można więcej i bez dyplomu, jeśli pieniądze są najważniejsze. Myślę jednak, że nie należy zapominać, że dobry rzemieślnik, fachowiec w swoim zawodzie to wielki atut i doprawdy nie wszyscy muszą kończyć studia. Dziś mamy w wielu krajach Europy wielu sfrustrowanych i bezrobotnych magistrów.

– Natomiast jeśli młoda osoba wybiera szkołę średnią przygotowująca do wyższych studiów (studieforberedende program), a to jest ponad 60% uczniów gimnazjów, to istotnie trzeba się zastanowić jak to pogodzić z obojętnym czy negatywnym stosunkiem do osiągania dobrych wyników. Pewne wzorce wynosi się jednak z domu. To jak rodzice ustosunkowują się do nauki, jaką ona ma wartość, jak rodzice odnoszą się do szkoły w rozmowach z dziećmi. Poza tym to zupełnie zrozumiałe, że osiągnięcia w sporcie, czy innej poza szkolnej dziedzinie mają dla nastolatków większe znaczenie. Dzieci pochodzące z krajów uboższych widzą w edukacji możliwość poprawy pozycji społeczno-ekonomicznej lub możliwość pomocy swoim bliskim. Jest też większa presja rodziców i środowiska, więc stąd i wyższy status bycia dobrym uczniem i więcej czasu jaki się poświęca na lekcje.

– Dodałabym jeszcze, że rodzice, którzy przyjechali do Norwegii sami będąc dziećmi, znają norweską szkołę lepiej i wiedzą, jak osiągnąć lepsze rezultaty. Szkoła sobotnia w niektórych przypadkach nie ogranicza się do nauki języka ojczystego i kultury, ale także prowadzi pomoc w języku norweskim np. z matematyki.

 

– Czy w raporcie było coś, co cię zaskoczyło?

– Raport potwierdza to, co jako nauczyciel wiem z obserwacji i doświadczenia. Tak więc nie mogę powiedzieć, że mnie coś szczególnie zaskoczyło. Trochę dało do myślenia o przyczynach, troszkę zaniepokoiło, ale nie dotyczy to tylko polskich uczniów. Chodzi o poczucie zadowolenia z sytuacji szkolnej (trivsel). Co prawda znakomita większość uczniów jest zadowolona i lubi szkołę, ale jednak  dzieci o korzeniach spoza Norwegii są nieco mniej zadowolone. Zwłaszcza te, które przyjechały do Norwegii mając ponad 12 lat. To oczywiście zrozumiałe, w wieku dojrzewania trudniej odnaleźć się w obcym kraju i nauczyć języka, ale te różnice zdają się do pewnego stopnia korelować ze statusem ekonomicznym rodziców. Czyli od tego „na co nas stać” poza szkołą i co się wśród uczniów liczy. Modne ubranie, nowy telefon komórkowy, zagraniczne wakacje? Wiem, że sytuacja ekonomiczna statystycznego Polaka jest o wiele lepsza niż statystycznego Somalijczyka. A jako nauczyciel wolałabym, żeby liczyła się wiedza, zdolność do krytycznego myślenia i odważnego stawiania pytań.

 

 

Cały raport można przeczytać tutaj