Nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie. Wywiad z liderem EDK w Oslo

 

Czy Bóg jest ekstremalny? Pan Bóg jest ekstremalny, bo kocha mnie bezwarunkowo, mimo że codziennie moje grzechy przybijają go do krzyża! To jak to inaczej nazwać? Dla mnie to jest EKSTREMALNOŚĆ, którą trudno pojąć. 

 

Tekst: Marta Tomczyk-Maryon Zdjęcia: EDK Oslo

 

Ideę Ekstremalnej Drogi Krzyżowej stworzył dziesięć lat temu ks. Jacek WIOSNA Stryczek wraz ze wspólnotą Męska Strona Rzeczywistości i Stowarzyszeniem WIOSNA. Pierwsza Ekstremalna Droga Krzyżowa odbyła się na trasie z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. Obecnie w Polsce i w 24  innych krajach jest wytyczonych 718 tras. Liczba uczestników jest szacowana na około 100 000.

Idea EDK przyjęła się również w Norwegii, gdzie powstały dwie trasy, w Oslo i w Bergen. W EDK biorą tu udział nie tylko Polacy, z roku na rok coraz liczniej uczestniczą w niej Norwedzy i przedstawiciele innych narodowości.

 

Czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa?

To nowy i ekstremalny, jak wskazuje nazwa, sposób na przeżycie Drogi Krzyżowej.  Uczestnicy wyruszają samotnie, bez przewodnika wytyczonymi trasami. Podczas pieszej, nocnej wędrówki, którą odbywają w ciszy, rozważają Misterium Drogi Krzyżowej.  Trasy są bardzo trudne, do przejścia jest około 40 km w zimowych warunkach, a więc po śniegu i lodzie. Podczas tej wędrówki każdy odpowiada sam za siebie. EDK jest wyzwaniem, w którym pokonuje się własną słabość. Ale, jak potwierdza wielu uczestników, jest to również głębokie przeżycie, które może zmienić życie i przybliżyć do Boga.

Więcej na ten temat można przeczytać na głównej stronie EDK 

 

Rozmowa ze Sławomirem Piotrem Walczakiem, liderem EDK w Oslo.

 

– Jak to się stało, że zostałeś liderem EDK w Oslo?

– Trzy lata temu na spotkaniu grupy Odnowy w Duchu przy katedrze św. Olava, Maciek były lider zapytał, czy słyszałem o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Podszedł do mnie dlatego, że biegam maratony. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o idei EDK i o propozycji przeniesienia jej do Skandynawii. Propozycja stworzenia EDK w Norwegii była dla mnie dużym wyróżnieniem. Inicjatywa wyszła pod koniec roku 2015 a w 2016 udało się pierwszy raz zorganizować EDK w Oslo.

 

– Czy jesteś jedynym liderem w Oslo?

– W tym roku jest dwóch liderów, ja i Adam Leszczynski, który przejmuje EDK Oslo. Ja za 4 miesiące wracam do Polski, jednak ponieważ widzę, że jest to dzieło Boże, nie chcę tego zostawiać. Dlatego oddaję je w dobre ręce.

 

– Czym się różni EDK od pielgrzymki i tradycyjnej Drogi Krzyżowej?

– Pielgrzymki, w których brałem udział były zawsze zabezpieczone medycznie i technicznie, więc miałem ten komfort, że w pobliżu jest pomoc. Jest to też czas gdzie można poznać wspaniałych ludzi, z którymi śpiewałem, modliłem się, rozmawiałem. Dla mnie pielgrzymka to czas radości i spotkanie Pana Boga w drugim człowieku. EDK nie ma żadnego zaplecza każdy z uczestników musi zadbać o wszystko we własnym zakresie. Mamy też zasady: zawsze rozpoczynamy Mszą św., idziemy w nocy, w milczeniu, najlepiej samotnie 40 km i kontemplujemy rozważania, które zostały przygotowane na dany rok. Od tradycyjnej Drogi Krzyżowej EDK różni się tym, że odczuwamy jeszcze fizycznie namiastkę tego, co doświadczył Jezus Chrystus.

 

– Czy szlaki EDK są trudne?

– Są! przeważnie mają powyżej 40 km albo więcej. Trasa w Oslo jest to bardzo wymagająca: ma 42 km i 1000 m podejść.  A ostatnie 10 km to szlak turystyczny, który prowadzi nas na górę  Tryvann, i o tej porze roku przeważnie pokryty jest śniegiem i lodem.

 

– Dlaczego akurat 40 km?

– Jako biegacz, biorący udział w maratonach, mogę powiedzieć, że 20 km bez wielkiego problemu jest w stanie przejść każdy człowiek, który nie ma problemów zdrowotnych. Natomiast od 27-28 km przychodzi kryzys, zmęczenie. Tutaj wchodzimy na siłę woli, decyzję „ja chcę iść dalej”.

 

– Wtedy musimy pokonać samych siebie…

– Tak, te ostatnie 25 procent trasy jest zawsze najtrudniejsze. To zmaganie ze swoimi słabościami.

 

– Kiedy odbyło się EDK w Oslo?

– 16 marca o godz. 19.15 w katedrze św. Olava w Oslo została odprawiona Msza w języku polskim za uczestników, którzy tego dnia wyruszyli.  Ale na tę drogę możemy również wyruszyć w innym terminie.  

 

– Ile osób wzięło udział w poprzednich i obecnej edycji EDK w Oslo?

– W pierwszym roku myślałem, że jak przyjdzie 10 osób, to będzie sukces… przyszło 50. Byłem w bardzo dużym szoku tak dużym zainteresowaniem i frekwencją. W zeszłym roku było już około 60 osób i co było miłym zaskoczeniem, pojawiły się osoby innych narodowości. Bo nie promowaliśmy idei EDK poza wspólnotę Polską. Ponad połowę stanowili Polacy, a reszta uczestników to ludzie z innych narodowości: m.in. Norwedzy i Wietnamczycy.

W tamtym roku były jednak pewne problemy komunikacyjne. Wyciągnęliśmy z tego jednak wnioski i w tym roku mamy już infolinię w języku polskim, norweskim i angielskim. Poza tym Adam Laszczynski (drugi lider EDK Oslo) przetłumaczył wszystkie informacje dotyczące trasy w Oslo na język norweski i angielski, żeby każdy z uczestników miał świadomość na co się decyduje i jakie są zasady EDK, wszystkie materiały każdy z uczestników może sobie samodzielnie pobrać ze strony https://www.edk.org.pl/trasa-edk/815 . Na stronie https://www.edk.org.pl/trasy.html są również informacje ogólne o idei EDK w trzech językach: polskim, angielskim i hiszpańskim.

W tegorocznej edycji wzięło udział 50 osób i podobnie jak w ubiegłych latach byli to nie tylko Polacy, ale również osoby innych narodowości, Norwedzy i Ukrainka. Warunki pogodowe były ekstremalnie trudne, bo oprócz śniegu i lodu mieliśmy mróz około 20 stopni.

 

– Jaki jest wiek uczestników?

– Przedział wiekowy od 20 do 60 lat. Najliczniej jest reprezentowana grupa w wieku 30-40 lat.

  

– Gdzie jest wytyczona trasa?

– EDK zawsze zaczyna się Mszą św. w katedrze św. Olava. Stamtąd wyruszamy w kierunku Frogner - Lysaker - Stabekk - Sandvika - Bekkestua - Ullern - Røa – Fossum. Ostatnim punktem jest wejście na Tryvann.

 

– Czy trasa jest stała, czy też każdego roku jest wytyczana na nowo?

– Trasa w Oslo została wytyczona trzy lata temu i nie zmienia się. Ale np. w Polsce są takie miejsca, gdzie jest dużo uczestników. I wtedy, aby uniknąć ewentualnego tłoku na drodze z jednego miejsca wychodzi kilka tras.  Ideą duchowości EDK jest to, aby człowiek został w takiej samotni, w milczeniu i żeby mógł pobyć sam ze sobą, skonfrontować serce z rozumem, ale też mieć bliższą relację z Panem Bogiem. Gdy się idzie samemu przychodzą pewne myśli, wtedy można zajrzeć na głębsze pokłady, przemyśleć pewne rzeczy, porozmawiać z Panem Bogiem.

 

– EDK ma wiele wspólnego z ekstremalnymi, wysiłkowymi sportami. Ale z drugiej strony chodzi tu przecież o coś ważniejszego. Zastanawiam się, czy zmęczenie, walka z własną słabością jest sposobem, na to, aby się poczuć jak podczas prawdziwej Drogi Krzyżowej, aby być blisko cierpienia Chrystusa?

– Myślę, że to jest bardzo indywidualne. Ja przeszedłem tę drogę bez zmęczenia fizycznego. Dla mnie Ekstremalną Drogą Krzyżową było wytyczenie tej trasy. Gdy ją przygotowywałem, musiałem ją przejść sześć lub siedem razy, z czego raz tak pobłądziłem, że zrobiłem prawie sześćdziesiąt kilometrów. I to wtedy mi pokazało, że nie zawrócę, że pójdę. Zrozumiałe, że to jest bardziej moje zniechęcenie psychiczne. Pamiętam, że kiedy dostałem propozycję wytyczenia drogi, pomyślałem: „co to za problem?”. „Fajnie, łatwo ją wytyczę i przejdę parę razy”. Liczyłem, że nie zajmie mi to więcej niż dwa tygodnie. Ostatecznie poświęciłem na to dwa miesiące.  Wtedy też pierwszy raz w życiu wziąłem odpowiedzialność za innych, nie zrobiłem tego byle jak. Kiedy wytyczyłem szlak, byłem z siebie zadowolony, bo wiedziałem, że zrobiłem to najlepiej jak potrafiłem.

Poza tym przełożyłem sobie później tę trasę na moje życie, w którym jest i trochę zakrętów, czasem jest prosto i monotonnie, a czasami pod górę i z górki. Ostatni odcinek to jest taka wspinaczka. Trudna, ale tam są najpiękniejsze widoki. To wejście na sam szczyt, z nagrodą już na samej górze.

 

– Czytałam i oglądałam relacje uczestników poprzednich edycji EDK. Uderzyła mnie duża ilość wypowiedzi świadczących o tym, że EDK dużo zmieniła w ich życiu.

– Jest na pewno dużo przemian. Rozmawiałem z osobami, które mówiły, że było im to potrzebne, że dużo zobaczyły podczas tej drogi. Jednak po EDK spotykam tylko część osób, które dzielą się swoimi doświadczeniami. Sporo jest osób anonimowych. Ale myślę, że EDK może być takim momentem, który pozwala coś zobaczyć. Ale wchodząc na takie pokłady zmęczenia, kiedy nam się już nie chce, kiedy nie mamy siły, to możemy krzyknąć do Pana Boga: Pomóż!

 

– A czy są osoby, które rezygnują, które nie dają rady?

– Tak. I to jest mądrość. Kiedy mamy kontuzję, trzeba odpuścić, nie iść na siłę. Trzeba sobie powiedzieć „ok, dzisiaj nie dam rady, ale tu wrócę”. Nauczyłem się tego na zawodach, kiedy kilka razy musiałem odpuścić. Oczywiście były emocje, złość, bo już tak niewiele zostało, ale mądrością było odpuścić.

 

– Trudno uwolnić się od kolejnej analogii z życiem. Wielką mądrością jest wiedzieć, kiedy w życiu należy „odpuścić”. I że na pewne rzeczy trzeba czekać, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas.

– Kiedy przyjechałem do Oslo trzy lata temu, nauczyłem się cierpliwości. Całe życie byłem niecierpliwy, podejmowałem pochopne decyzje, dużo w moim życiu zepsułem. Pan Bóg mnie wysłał do Oslo i tu nauczyłem się robić małe kroki, ale te małe kroki posuwają mnie do przodu. Widzę jak przez te trzy lata się zmieniłem i widzę jak jeszcze dużo jest do naprawienia. Ale cierpliwość i zrozumienie, że wszystko ma swój czas są bardzo ważne.

 

– Wszyscy uczymy się cierpliwości, jednak myślę, że na emigracji jest to cecha szczególnie pożądana. Musimy czekać na wiele rzeczy: na dobrą pracę, na opanowanie języka…

– Ale z perspektyw czasu patrząc, rozumiem teraz, że gdybym dostał daną rzecz wcześniej, to nie był to na to czas. Widzę mądrość Pana Boga, że teraz jestem gotowy coś przyjąć. Rozumiem, że jeśli czegoś nie dostaję, to albo nie jest to czas, albo to nie prowadzi mnie to do miejsca, gdzie mam być. Ale to nie znaczy, że czasem nie przychodzi zniecierpliwienie. Mamy taki pakiet emocji, nad którym ciężko jest zapanować. Ale tak, emigracja pokazała mi bardzo wiele. Pozwoliła mi spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Zawsze chciałem naprawić wszystko na raz i szybko, tutaj zrozumiałem, że tak się nie da, więc zacząłem naprawiać po kolej. I okazało się, że przez te trzy lata wykonałem sporo dobrej pracy.

 

– Czy powstanie i coraz większa popularność EDK mówi coś o zmianie pobożności katolików? Czy potrzebujemy nowych „ekstremalnych” form religijności?

– EDK jest impulsem, który może nas przybliżyć do Pana Boga i zmienić coś w naszym życiu. Choć dla mnie osobiście takim impulsem była pielgrzymka w 2013 roku. Wtedy to zacząłem sobie powoli uświadamiać, że pełnią jest Msza św. i sakramenty. Wcześniej Msze były dla mnie nudne, niewiele z tego rozumiałem, chodziłem z przyzwyczajenia, Ale żeby dojść do tego, że największy cud jest na wyciągniecie ręki musiałem do tego dojść różnymi drogami duchowymi. Pan Bóg jest nieogarnięty w swojej mądrości.

 

– Na głównej stronie EDK znajduje się cytat: „Nie warto żyć normalnie, trzeba żyć ekstremalnie”. Zastanawiam się czy Bóg jest ekstremalny?

– W moim życiu są dwa etapy Ekstremalności - bez Pana Boga i z Panem Bogiem

Moje życie przez bardzo wiele lat było pozorem szczęścia, niby wszystko ok,  ale zawsze była jakaś pustka, gdy nie było w nim Boga. Panu Bóg mnie ubogaca wewnętrznie daje mi też wolność, wolność od materializmu i wielu nałogów, ale też przywraca godność dziecka bożego. Pierwszy raz poczułem prawdziwą wolność, gdy szedłem ulicą Oslo i miałem w kieszeni tylko różaniec. Nie miałem ani jednej korony. Poczułem wtedy, czym jest wolność, że to ogołocenie od posiadania rzeczy zbędnych i nie pożądania ich. Uczę się, aby mieć tyle, ile potrzebuję na dany moment. Robię teraz rzeczy, które kiedyś by mi w ogóle nie przyszły do głowy: jestem katechetą i ministrantem. Z Panem Bogiem jesteśmy w stanie zrobić takie rzeczy, których kiedyś nie byłbym w stanie. On daje moc, pomaga rozwinąć nasze talenty i dzielić się nimi z innymi ludźmi. Przestałem się bać. Uczę się też przyjmować porażki i wyciągać z nich lekcje.

Czy Bóg jest ekstremalny? Pan Bóg jest ekstremalny, bo kocha mnie bezwarunkowo, mimo że codziennie moje grzechy przybijają go do krzyża! To jak to inaczej nazwać? Dla mnie to jest EKSTREMALNOŚĆ, którą trudno pojąć. Ale chcę go w tej Ekstremalności codziennie naśladować, choć często mi to nie wychodzi!

 

  

 

 

W tegorocznej edycji EDK wziął udział ksiądz Pål Bratbak, wikariusz biskupi ds. duszpasterskich. Zapytałam go o jego wrażenia i przemyślenia na temat EDK.

„Kiedy wróciłem w sobotę rano, tak bardzo bolały mnie nogi i stopy, że ledwie wszedłem po schodach do mojego mieszkania. Powiedziałem sobie: «Nigdy więcej!». Ale teraz nie jestem już tego taki pewien. Może w przyszłym roku znowu wezmę udział? To było trudne, ale wspaniałe doświadczenie, które osadziło się w moim ciele na kilka sposobów. Ból minął i zastąpiło go głębokie szczęście i wdzięczność. Wędrowanie przez całą noc w milczeniu, było przypomnieniem jak dobre i konieczne jest przynależenie do Kościoła. Wędrówka jest obrazem naszego życia i naszej wędrówki do Boga. Kiedy szedłem sam, myślałem, że nigdy nie dojdę do celu. Chodzenie z innymi daje siłę. Ostatnie mile szedłem cały czas na końcu, i było to jednocześnie motywujące i demotywujące: widzieć tych, którzy szli pierwsi, i tych, którzy zwalniali, aby iść z tymi, którzy potrzebowali pomocy; dzieliliśmy się jedzeniem i tą wodą, która nie zamarzła. Bez wspólnoty poddałbym się. A kiedy poczułem się całkiem rozbity, przed wejściem na ostatnie wzgórze, odważyłem się zapytać mężczyznę obsługującego wyciąg, czy moglibyśmy wyjechać gratisowo na szczyt. I dostaliśmy to! On okazał nam miłosierdzie i było to tak, jakby anioły zaprowadziły nas do ostatniego etapu. To było wielkie przeżycie. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim, którzy je zorganizowali. Bardzo dziękuję!!!