Dlaczego poszedłem… Spotkanie po EDK w Oslo

MOTYWACJE: "Pracuję jako pielęgniarka. Idąc widziałam moich pacjentów, starych, chorych, którzy nie mogą wstać, chodzą o kulach, cierpią. Podczas tej nocy byłam w stanie poczuć, to, co oni czują" powiedziała Kasia. Zdjęcie: Marta Tomczyk-Maryon.

 

W Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, która odbyła się w Oslo w nocy z 16 na 17 marca wzięło udział około 50 osób. Dlaczego szli w milczeniu przez całą noc ponad czterdzieści kilometrów w trzaskającym mrozie? Jaka motywacje kierowały ludźmi, którzy podjęli w tym roku wyzwanie EDK?

 

Tekst: Marta Tomczyk - Maryon

 

Czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa?

To nowy i ekstremalny, jak wskazuje nazwa, sposób na przeżycie Drogi Krzyżowej.  Uczestnicy wyruszają samotnie, bez przewodnika wytyczonymi trasami. Podczas pieszej, nocnej wędrówki, którą odbywają w ciszy, rozważają Misterium Drogi Krzyżowej.  Trasy są bardzo trudne, do przejścia jest około 40 km w zimowych warunkach, a więc po śniegu i lodzie. Podczas tej wędrówki każdy odpowiada sam za siebie. EDK jest wyzwaniem, w którym pokonuje się własną słabość. Ale, jak potwierdza wielu uczestników, jest to również głębokie przeżycie, które może zmienić życie i przybliżyć do Boga.

Więcej na ten temat można przeczytać na głównej stronie EDK 

 

 

O idei EDK pisaliśmy obszernie we wcześniejszych artykułach, rozmawialiśmy również z jednym z liderów EDK w Oslo Sławomirem Piotrem Walczakiem. Wszystkie artykuły możecie przeczytać tutaj:

Artykuł o EDK po polsku 

Wywiad z liderem EDK w Oslo

Artykuł o EDK po norwesku

 

Spotkanie

12 kwietnia odbyło się w Oslo spotkanie podsumowujące EDK.

W sali parafialnej przy katedrze św. Olava, zjawiło się kilku uczestników tegorocznej edycji. Oprócz liderów, Adama i Sławomira, były to trzy osoby.

 

Ciekawiło mnie, jacy ludzie podjęli wyzwanie EDK. Całonocna wędrówka po bardzo wymagającej trasie w około dwudziestostopniowym mrozie, po śniegu i lodzie nie wydawała się zadaniem dla „zwykłych” ludzi. 

–  Zamarzło mi jedzenie – mówi Dorota – wzięłam czekoladę, ale okazała się, że jest tak twarda, że nie dało się jej ugryźć.

–  Mnie zamarzła woda – śmieje się Adam.

– Musimy się na tym uczyć i wyciągnąć wnioski na przyszły rok – mówi Sławek.

Siadamy przed ekranem, aby obejrzeć półgodzinny film z wyprawy: żadnych atrakcyjnych ujęć montażowych, rytmicznej muzyki. Tylko grupa idących ludzi. Niektórzy z prostymi krzyżami przytroczonymi do plecaków. Skrzypienie śniegu i odgłosy marszu. Film drogi, albo raczej antyreklama. Film nie zachęca, nie pokazuje EDK jako czegoś „fajnego”. Prezentuje raczej coś innego: wysiłek, ciszę i absolutną prostotę. Po prostu się idzie. Idzie się dla drogi. Idzie się dla Boga…

Po obejrzeniu filmu uczestnicy rozmawiają o tym, co poprawić w przyszłym roku. Proponują lepszą promocję i dostępność informacji w języku angielskim, chcą popracować nad kontaktem z parafiami. Dyskusja jest żywa. Dorzucam swoje trzy grosze, ale tak naprawdę przez cały czas chcę im zadać jedno pytanie, które mnie nurtuje: Dlaczego poszedłeś?

 

Dlaczego poszedleś?

 

– Chciałem się zmierzyć ze swoimi słabościami. Zobaczyć, czy dojdę do swojej granicy - odpowiada Adam.

– Doszedłeś? – pytam.

– Nie.

 

Dorota jest szczera i mówi bez ogródek:

– To moje trzecie EDK. Poszłam dla ambicji.

 

Motywacje Kasi są inne.

– Pierwszy raz wzięłam udział w EDK w tamtym roku, w Warszawie. Teraz był drugi raz. Chciałam iść z Panem Jezusem w wytrwałości i cierpieniu. To była namiastka tego, co Jezus przeżył.  Pracuję jako pielęgniarka. Idąc widziałam moich pacjentów, starych, chorych, którzy nie mogą wstać, chodzą o kulach, cierpią. Podczas tej nocy byłam w stanie poczuć, to, co oni czują – opowiada.

– Czy zamierzasz wziąć udział w EDK w przyszłym roku?

– Tak, bardzo bym chciała – przyznaje Kasia.

 

 

 

 

RADOŚĆ: Kasia i Dorota rankiem po przejściu EDK. Zdjęcie: Kasia  Szulc.

 

Teresa jest Portugalką, to drobna i filigranowa dziewczyna. Zastanawiam się jak sobie poradziła na tej trudnej trasie.

- Poszłam, ponieważ mój mąż bardzo chciał pójść. Traktowaliśmy to jako ofiarę i wzięłam w tym udział całym sercem. Jednak fizycznie czułam się źle, wszystko mnie bolało. Prawdę mówiąc nie myślałam, że dam radę, nigdy nie szlam tak daleko. Ale daliśmy radę i jestem z tego bardzo dumna. I polecam EDK wszystkim. Rozmawiałam z przyjaciółmi, którzy też wzięli udział i wszyscy mówili, że to było dla nich doświadczenie bycia ze sobą samym, w ciszy. Była to także możliwość spotkania Chrystusa. I spotkaliśmy Go. EDK była częścią naszego Wielkiego Postu. I to był nasz najlepszy Wielki Post!

 

 

EDK 2018: Zdjęcie: Kasia  Szulc.

 

 

Ile ludzi tyle motywacji do udziału w EDK. Każdy z nas ma swoją własną drogę. Ale bywa i tak, że spotykamy się wszyscy na jednej drodze. Ci, którzy mają odwagę wybierają tę ekstremalną.