Obchodzić, czcić i świętować - niełatwe to zadanie

 
Tekst: Ewa Siarkiewicz-Bivand      

                                                                          

Jesienią tego roku, w październiku, przeżywaliśmy w Norwegii peregrynację relikwii Św. Teresy z Lisieux i jej rodziców. Zaś w listopadzie przypada 100-lecie zakończenia pierwszej wojny światowej  - 11 listopada 1918, nie bez powodu nazywanej Wielką Wojną - The Great War, La grande guerre. Uroczystości związane z zakończeniem tej wojny są już w toku w wielu krajach. Te dwa wydarzenia na pierwszy rzut oka nie maję ze sobą wiele wspólnego, ale warto im się przyjrzeć.

Mała Tereska od Dzieciątka Jezus zmarła w 1897 roku a jej „mała droga do świętości” znana była wśród mieszkańców wielu krajów już przed I wojną Światową. W trakcie wojny nazywana była „Aniołem z okopów”. Wzruszające są listy żołnierzy z Zachodniego frontu, z okopów właśnie, którzy proszą Świętą Tereskę o modlitwę wstawienniczą. „Siostro Tereso,  pokorny polny  kwiatuszku, Ty dałaś mi odwagę i sprawiłaś, że zobaczyłem, że Jezus kocha ludzi pokornych w szczególny sposób.(... ) Ona daje mi siłę i odwagę, razem z nią  mam nadzieję i czekam (...), to ona dopełniła mojego nawrócenia. Kiedy będę miał honor iść do walki, chcę aby siostra Teresa - od dziś mój Anioł Stróż - była ze mną”.

W Norwegii, która próbowała w tamtych czasach zachować neutralność i nie była bezpośrednio zaangażowana w I wojnę światową o Armistice, o dacie zawieszenia broni 11.11.1918,  nie pamięta się zbyt często. W innych krajach Europy, we Francji, Belgii czy Wielkiej Brytanii program obchodów tej rocznicy rozłożony został na cały rok i przybiera różne formy. Składanie wieńców na grobach, wykłady, wystawy, parady i koncerty. Niedziela 11 listopada w Wielkiej Brytanii rokrocznie obchodzona jako Remembrance Sunday (niedziela pamięci),  to dzień w którym będziemy „pamiętać i czcić tych którzy oddali swe życie, aby zapewnić i obronić naszą wolność”.

Koniec wojny to szczęśliwy moment, który trzeba pamiętać i cenić. Równie ważne i potrzebne jest oddanie hołdu tym, którzy umożliwili nam życie w pokoju. Czynimy to mając jednocześnie nadzieję, że w przyszłości nie będzie potrzeby abyśmy i my,  jak mówi norweski hymn narodowy „Ja, vi elsker”, stanęli do walki o pokój  („også vi, når det blir krevet, for dets fred slår leir”).  Po stu latach słusznym jest oddanie honoru tym wszystkim, którzy musieli złożyć swe życie za wolność ojczyzny, albo też zginęli w służbie jednego z imperiów, którym ta wojna przyniosła kres. W cesarstwie Austro-Węgierskim, Rosyjskim czy Pruskim wielu żołnierzy musiało walczyć wbrew swej woli, często bojąc się możliwości spotkania swych braci po drugiej stronie frontu.

Szczególnie Polacy, wcieleni do armii tych trzech imperiów, doświadczali tego losu. A jednocześnie walczyli o niepodległość Polski, o odrodzenie państwa, które zostało usunięte z mapy Europy na końcu XVIII wieku. Traktat wersalski z 1918 roku potwierdził istnienie Polski jako niepodległego państwa, tak jak i innych państw - Litwy, Łotwy, Estonii czy Czechosłowacji. A jednak tylko Polska postanowiła ustanowić 11 Listopada swym Świętem Narodowym, Świętem Niepodlegości. Tak więc w tym roku  Świętując 11 Listopada  obchodzimy także 100-lecie odzyskania niepodległości.

Nowa niepodległa Polska wydawała się cudem, toteż z pełnym entuzjazmem przystąpiono do organizacji administracji państwowej, stanowienia prawa i obrony kraju. W Polsce międzywojennej nie brakowało spraw trudnych i niezbyt chwalebnych, jak na przykład konflikty wewnętrzne z mniejszościami narodowymi i religijnymi, czy nierówności społeczne. Jednocześnie jednak wiele wysiłku wymagała praca nad zjednoczeniem trzech części kraju, które przez ponad sto lat były integralną częścią trzech różnych państw. Państw  w których obowiązywały różne języki,  różne prawa, odmienne systemy w szkolnictwie, służbie wojskowej a nawet różnej szerokości torów kolejowych.  Zjednoczenie kraju wymagało ogromnego wysiłku i mądrości.

Wraz ze zmianami granic w Europie również Kościół Katolicki musiał dokonać reorganizaji na tych terenach. W trudnych latach 1918- 1921 nuncjuszem papieskim w Polsce był Achilles Ratti, przyszły ojciec święty Pius XI. Dobrze poznał trudną sytuację katolików i problemy związane ze zmianą granic. W Polsce ustanowiono dwie nowe metropolie, krakowską i wileńską, wszystkie diecezje z wyjątkiem archidiecezji lwowskiej otrzymały nowe granice, powstały też cztery nowe diecezje (katowicka, częstochowska, pińska i łomżyńska) oraz diecezja na terenie Wolnego Miasta Gdańska podległa bezpośrednio Watykanowi. Proces ten trwał wiele lat i zakończony został Konkordatem w 1925 roku. Była to umowa, która zapewniła Kościołowi silną pozycję w szkolnictwie,  w tym ingerecji w angażowanie nauczycieli religii rzymsko-katolickiej, a także pewnie przywileje ekonomiczne, m.in ulgi podatkowe. Poza licznymi zadaniami pastoralnymi wielu księży zajmowło się również działalnością polityczną, czemu władze kościelne ani nie chciały, ani nie potrafiły się przeciwstawić. Przykładowo w Sejmie Ustawodawczym zasiadało 33 księży - posłów reprezentujących różne ugrupowania polityczne.

To zaangażowanie Kościoła w tamtych czasach jest zrozumiałe zważywszy historię i tradycję. W dawnej Polsce Prymas Kościoła Katolickiego funkcjonował jako głowa państwa w okresach interregnum – do czasu kiedy po śmierci monarchy nowy król został wybrany w wolnej elekcji. Po rozbiorach Kościół był instytucją jednoczącą polskich katolików  i w sensie religijnym i narodowym. Ten narodowy aspekt  był dyskusyjny już w wieku XIX i jest on dyskusyjny i dziś. W tym roku na Wielkanoc przewodniczący Episkopatu Polski arcybiskup  Stanisław Gądecki, powiedział m.in.: „W tej walce o odzyskanie niepodległości ludzie Kościoła byli nieraz do tego stopnia owładnięci miłością do ojczyzny, że czasami tracili zmysł proporcji” (...). Cytując św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, arcybiskupa Warszawy w XIX w. dodał: „Nie powiem, aby ci księża nie mieli wiary lub kapłańskiej gorliwości, wielu z nich owszem przykładnymi było kapłanami, ale ową Bożą rozczynę okwaszał zawsze ziemski pierwiastek opartego na nienawiści patriotyzmu, który nie pozwalał im nigdy wznieść się na wyżyny prawdziwie chrześcijańskiej miłości”.  Nie jest dziełem przypadku, że Przewodniczący Episkopatu wybrał właśnie ten cytat w roku poprzedzającym obchodzenie 100 - lecia niepodległości.  

 

 

 

Święta narodowe i rocznice  można czcić na różny sposób, czy to paradą wojskową, czy pochodem obywateli z dziećmi czy też festynem ludowym i Mszą Świętą w intencji Ojczyzny. W dniu święta narodowego ważne jest by ludzie - naród - byli razem. Święto Narodowe powinno być wspólnym dniem radości, nawet jeśli nie wszyscy są zadowoleni. Niestety w ostatnich latach nie można tego powiedzieć o obchodach Dnia Niepodległości w Polsce. Są one bowiem wykorzystywane, aby demonstrować podziały i źle rozumiany patriotyzm raczej niż radość i wdzięczność za istnienie niepodległego państwa.

Ten kto mieszka na obczyźnie, jako gość w obcym kraju, powinien przemyśleć swój patriotyzm. Powinien umieć dzielić to uczucie między tym, co leży głęboko na dnie duszy, a tym co można pokochać w kraju zamieszkania. W ten sposób świętowanie  polskiej i norweskiej Konstytucji (3-go i 17-go maja) to dwie strony tego samego medalu,  zaś 11 listopada  ograniczy się do pamięci o zakończonej  strasznej wojne i modlitwie za poległych, raczej niż do dęcia w fanfary na cześć zwycięstwa.

 

                                                                        Bergen,  Maj  2018