Zanim obrazy z katedry św. Olafa zajaśniały swoją świetnością… Wywiad z Dorotą Leszczyńską - Danek

Uśmiech zadowolenia Doroty Leszczyńskiej - Danek po wykonaniu renowacji starych obrazów z katedry św. Olafa. Zdjęcie: DLD

 

Chrystus z aniołami to moja duma. Znaczenie tego obrazu jest ogromne. Jest on także niezwykle piękny i cieszę się, że mogłam coś zrobić, aby dopełnić jego piękno.

 

Tekst i zdjęcia: Marta Tomczyk-Maryon

 

W poprzednim artykule pisałam o trzech obrazach z katedry św. Olafa. Opisywałam same dzieła i przedstawiałam ich historię.

 

Artykuł na temat tajemnic starych obrazów znajdziesz tutaj

 

Aby Madonna Sykstyńska i Chrystus - Dobry Pasterz z katedry św. Olafa mogły na nowo zachwycać widzów, trzeba było sporo czasu i wysiłku. Praca nad nimi trwała ponad dwa lata i obfitowała w różne niespodzianki.

Dziś przyszedł czas na rozmowę z konserwatorką dzieł sztuki Dorotą Leszczyńską-Danek, która odnowiła obrazy.

 

 – Wiemy już, że katedra św. Olafa posiada trzy stare malowidła. Które z nich odnowiłaś?

–  Obraz, który wisi po prawej stronie jest kopią Madonny Sykstyńskiej Rafaela. Kopia, którą restaurowałam, pochodzi z roku 1860 i została podarowana Kościołowi w Norwegii przez szwedzką księżniczkę. Natomiast po lewej stronie wisi obraz przedstawiający Chrystusa - Dobrego Pasterza w szatach biskupich z pastorałem biskupim, w koronie cierniowej i z otwartym sercem. Chrystus stąpa po chmurach otoczony dwoma barankami. Na ramionach niesie jeszcze jednego baranka. Pierwotnie nad Chrystusem znajdowały się anioły, jednak ta część obrazu została odcięta, a w miejscach pozostałości po nogach aniołów namalowano chmury w takim samym stylu, jak obraz. Niestety niewiele wiadomo na temat historii tego obrazu.

 

 

 Kopia Madonny Sykstyńskiej po renowacji

 

– Ile czasu zajęła konserwacja obrazów?

– Mniej więcej 2 lata.

 

– Wydaje się, że to dość długo… Niektórzy mogą sądzić, że konserwacja obrazów jest prostym zadaniem, że wystarczy obraz odczyścić i coś tam domalować, jeśli jest taka potrzeba. Jak naprawdę wygląda praca konserwatora? Jak przebiegała konserwacja obrazów z katedry św. Olafa?

– Pierwsza faza była bardzo trudna technicznie, ponieważ wiązała się ze znalezieniem odpowiednio dużego atelier do pracy. Musiałam również zbudować specjalną podłogę, bo obrazy musiały leżeć na gładkiej, płaskiej powierzchni. Te przygotowania techniczne trwały kilka miesięcy. Obraz przedstawiający Chrystusa był zwinięty w rulon i bardzo zniszczony pod wpływem wilgoci; na płótnie utworzyły się pęcherze. Po rozprostowaniu obraz wracał do kształtu, w jakim był przechowywany. Proces rozprostowania zajął trochę czasu. Stare obrazy mają to do siebie, że wracają do swojej pamięci sprzed lat, jeżeli nie są odpowiednio obciążone.

 

– Przypuszczam, że później następuje proces czyszczenia obrazu. Jak on przebiega?

– Obraz trzeba czyścić bardzo ostrożnie. Robi się to patyczkiem z watą na końcu. Najważniejsze i najtrudniejsze jest wybranie odpowiednich chemikaliów - odczynników do czyszczenia. Nie mogą one być za słabe, ani za mocne. Wprowadza się je w odpowiednim czasie, robi się przerwy. Trzeba uważać, aby nie zniszczyć powłoki malarskiej. Czyszczenie trwa do momentu, aż zejdzie stary werniks i brud, natomiast absolutnie nie wolno naruszać powłoki malarskiej. Oczywiście obraz czyści się zarówno z przodu, jak i z tyłu. 

 

Obraz w czasie prac konserwatorskich. Na zdjęciu widoczna granica

między częścią odczyszczoną, a tą na której znajduje się jeszcze stary werniks.

 

Starzy mistrzowie uważali, że płótno trzeba zabezpieczyć również od tyłu i było to słuszne, jednak dla mnie, gdy pracowałam nad obrazem Madonny wynikła z tego powodu pewna trudność. Jeżeli ktoś oglądał Madonnę wcześniej, to widział w narożnikach obrazu ślad, który przypominał ślad po ramach. W rzeczywistości ich tam nie było - były one oddalone od obrazu o kilka centymetrów. Natomiast puste miejsca między ramami ktoś pomalował pędzlem jakąś substancją. I te miejsca, gdzie były ramy zostały jakby puste, niepomalowane. Trzeba było to usunąć. Nie udało się tego zrobić chemikaliami w taki sposób, aby nie naruszyć struktury obrazu, więc pracowałam około trzech miesięcy, usuwając tę niechcianą powłokę skalpelem raz przy razie.

 

 Wieszanie ogromnych obrazów na ścianach  było przedsięwzięciem wymagajacym zaangażowania kilku osób. 5 listopada 2018, katedra św. Olafa w Oslo

 

– Benedyktyńska praca - jeśli uświadomimy sobie wielkość obrazu, o którym mówimy -  ok. 265 x 196 cm, co daje powierzchnię… 51 940 cm kw, czyli ponad 5 m kw!

–  Tak, to żmudna praca. Na obrazie było również trochę wosku, który trzeba było usunąć z jednej, jak i z drugiej strony. Czyszczenie obrazu z Chrystusem było trochę łatwiejsze. Ogromną trudność sprawiały jednak rozmiary tych płócien; musiałam prosić ludzi postronnych do ich obracania. Proces konserwacji jest powolny, gdyż wszystkie nagłe działania na obrazie mogą być dla niego szokiem i może on zareagować w inny sposób niż tego pragniemy.

 

 Obraz Chrystusa - Dobrego Pasterza przed renowacją. Widoczne ślady zniszczeń na płótnie

 

– Co robiłaś po odczyszczeniu obrazów?

– Następny etap to impregnacja obustronna. Obrazy cały czas musiały być na naciągu i pod obciążeniem. Gdyby zostały pozostawione same sobie, mogłyby się zrolować. Potem zajęłam się ich dublażem.

 

–  Co to takiego?

– Jest to naniesienie starego płótna na nowe płótno o odpowiednio dobranej strukturze - ma to na celu wzmocnienie starego płótna. Ja wybrałam poliestrowe, ponieważ uważałam, że takie płótno jest bardziej wytrzymałe i lepiej nadające się do wilgotnego i chłodnego norweskiego klimatu. Takie płótno wytrzyma również napięcie nabicia na krosna. Z dublażem nie było większych problemów, natomiast jest to długi proces klejenia płócien, przez podgrzewanie i chłodzenie wprowadzonego między nimi kleju, po czym uzupełnia się ubytki gruntu. Następnie zagruntowałam nową część, przygotowując ją do malowania.

Po nabiciu obrazu na krosno izoluje się go retuszerskim werniksem i dalej robi retusze. Retusz polega na tym, że dobiera się kolory do kolorów lokalnych. Oczywiście przed retuszem, jeśli jest taka potrzeba, trzeba zrobić kity, czyli uzupełnić brakujące fragmenty warstwy malarskiej. Nie można malować po oryginale, jest to nieetyczne. Później, gdy zrobi się retusze, kładzie się werniks końcowy.

 

– Powiedziałaś, że obraz przedstawiający Chrystusa był odcięty w górnej części - ktoś pozbawił go fragmentu przedstawiającego anioły. Nawiasem mówiąc ciekawe, dlaczego to zrobił? Jak wygląda w takim przypadku - gdy brakuje fragmentu płótna - renowacja obrazu?

– Moim zadaniem była potrzebna rekonstrukcja tej brakującej części. Posiadałam czarno-białe zdjęcia starego obrazu - jeszcze z aniołami, ale były one bardzo niewyraźnie. Widziałam tylko, że są tam cztery anioły, jednak szczegóły były niewidoczne. Zrobiłam kwerendę po muzeach, starając się znaleźć lepsze zdjęcia lub więcej informacji o obrazie, jednak nie udało mi się niczego więcej dowiedzieć. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak samej namalować anioły. Muszę powiedzieć, że na początku było to trudne, praca mi nie szła. Jednak później coś się przełamało, modliłam się…. i anioły zaczęły same wychodzić. Dużą trudnością było połączenie starego płótna z nowym, domalowanym. Musiałam poszukać odpowiedniego materiału o podobnej strukturze i połączyć ze starym niteczkami. Potem płótno zagruntowałam i zaczęłam malować.

 

 

Zdjecie archiwalne pokazuje pierwotny wygląd obrazu, sprzed pozbawienia go górnej części

 

 

–  Czy malując twarze aniołów wzorowałaś się na innych dziełach malarskich? A może ktoś ci pozował?

– Powstały z wyobraźni. Ważne dla mnie było, aby wyrażały emocje i przesłanie. Wszystkie cztery uwielbiają Chrystusa, ale każdy z nich ma swoją ściśle określoną rolę.

  

– Co najbardziej zaskoczyło cię w tej pracy? Jakie były największe wyzwania?

– Za każdym razem, gdy oczyszczam obraz, jest to ogromna radość. Czyszcząc go, widzisz, jak się zmienia. Znając oryginał Rafaela, wiedziałam, że na obrazie wokół Madonny są dziesiątki główek dzieci. Jednak na obrazie, który dostałam, nie było tego widać. Czyściłam go chyba z siedem razy i kiedy pojawiły się te główki, poczułam wielką radość. Co do Chrystusa, to na pewno wyzwaniem była wielkość obrazu. Pierwszy raz w życiu robiłam coś tak dużego, to było bardzo odpowiedzialne zadanie. Gdy człowiek zaczyna robić takie rzeczy, to nabiera pokory. Ale starałam się wszystko robić perfekcyjnie - tak, żebym sama mogła powiedzieć, że zrobiłam to najlepiej jak mogłam i potrafiłam. Każdy z tych procesów, bardzo wiele mnie nauczył.

  Obecny wygląd obrazu po renowacji 

 

– Pracujesz obecnie nad trzecim obrazem, który ma się znaleźć w kościele św. Jana w Oslo. Co to za obraz?

– Niektórzy myśleli, że jest to Wniebowstąpienie Pana Jezusa, ale to kopia Przemienienia Pańskiego Rafaela. Obraz jest bardzo piękny i pochodzi z tego samego okresu, co Madonna. Wiele wskazuje na to, że został on namalowany przez tę samą osobę, co Madonna. Niestety, wisząc w kościele, obraz był zagięty, ale na szczęście nie obcięty. Przez to, po restauracji, będzie on szerszy niż wtedy, gdy wisiał w katedrze św. Olafa. Na obrazie jest bardzo nieprzyjemna warstwa werniksu na wierzchu. Próby zdjęcia go trwały około półtora miesiąca - schodzi on bardzo ciężko i robi się gumowaty. Jednak znalazłam już sposób na pozbycie się go. Wymaga to po prostu cierpliwości - siedzisz i robisz.

Mam nadzieję, że ten materiał jest na tyle silny, że nie trzeba będzie robić tak dużego dublażu. Ale na pewno będę musiała zrobić pasy, które wzmocnią płótno w miejscach, gdzie znajdują się ślady po zagięciu i około 400 dziurach po gwoździach. Będzie to podobnie jak przy Madonnie, gdzie cerowałam i wkładałam łatki po około 250 śladach po gwoździach.

 

 

 

– Który z tych trzech obrazów, nad którymi pracowałaś i pracujesz jest najbliższy twojemu sercu?

–  Chrystus z aniołami to moja duma. Znaczenie tego obrazu jest ogromne. Jest on także niezwykle piękny i cieszę się, że mogłam coś zrobić, aby dopełnić piękno tego obrazu. Poza tym bardzo lubię anioły. Ale muszę również powiedzieć, że zawsze bardzo lubiłam ten obraz z Madonną. To jest „mój” obraz - towarzyszy mi w jakiś sposób od dziecka. Czuję się zaszczycona, że mogłam odnawiać te dzieła. Muszę też dodać, że ta praca konserwatorska nie była dla mnie „zwykłym” zleceniem. Te obrazy zainicjowały proces dobrych zmian w moim życiu.

 

Dorota Wanda Leszczyńska-Danek jest konserwatorem dzieł sztuki. Studia magisterskie w tym zakresie ukończyła na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i w Narodowej Akademii Sztuki w Sofii. Studiowała również w Oslo na OsloMet, gdzie kształciła się w kierunku zarządzania kulturą. Dorota zajmuje się od wielu lat projektami artystycznymi, współpracując z różnymi galeriami i instytucjami kultury. Prowadzi również własne projekty malarskie; jej prace były wystawiane w Norwegii, Danii, Bułgarii i w Polsce. Zamiłowanie do sztuki odziedziczyła po dziadku, Bolesławie Zieniu, który był artystą malarzem i muzykiem. Jako konserwator dzieł sztuki Dorota restaurowała m.in.: kasetony sufitowe w kościele w Lubawie i ołtarz polichromowany w kościele św. Andrzeja w Olkuszu, freski i ikonostas w Rylskim Monastyrze w Bułgarii, a w Norwegii - stavkirke w Hedalen.

W Norwegii, gdzie mieszka od ponad dwudziestu lat, prowadzi własną firmę konserwatorską DLD Art Restaurering.