Nad Bożym Słowem. III Niedziela Wielkiego Postu

„Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?”.  Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”.

 

 

 
Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

„Boże, źródło wszelkiego miłosierdzia i dobroci, Ty nam wskazałeś jako lekarstwo na grzechy post, modlitwę i jałmużnę…”. Przywołane słowa, to fragment modlitwy przewodniej, czyli kolekty trzeciej już niedzieli czasu Wielkiego Postu.

Zauważmy, że w słowach tej modlitwy mamy jasno pokazane, że tym, który wskazał i dał nam lekarstwo na nasz grzech jest sam Bóg. Zatrzymajmy się nad słowem „lekarstwo”. Wiemy, że jest to pewien środek, który jest podawany bezpośrednio do naszego organizmu, aby osiągnąć właściwy efekt terapeutyczny. Dobrze też wiemy, że niejednokrotnie przyjmowanie jakiegoś leku nie jest dla nas przyjemne, bo sam lek jest gorzki, albo przyjmujemy go np. w postaci zastrzyków, co bywa dla bolesne. Jednak rozumiemy, że jeśli nie weźmiemy danego leku, to nie będziemy zdrowi. Pojmujemy również, że jeśli jesteśmy chorzy to nie wystarczy raz wziąć leku. Potrzeba nam w tym systematyki - np. przyjmowania leku o określonej godzinie. Robimy to wszystko po to, aby nasze ciało stało się zdrowe. A co z naszą duszą?

Dzisiaj w trzecią niedzielę Wielkiego Postu, Kościół przypomina, że dla naszej duszy również jest lekarstwo. Kościół to trzyskładnikowe lekarstwo zaczerpnął z Biblii i nieustannie przypomina żebyśmy nie zapomnieli go aplikować do naszego życia.

Może nam się wydawać, że mówienie dzisiaj o lekarstwie zupełnie nie przystaje do Słowa, które słyszymy w czasie liturgii. W pierwszym czytaniu mamy opis powołania Mojżesza i zapowiedź wyzwolenia Izraela z niewoli egipskiej. W drugim czytaniu słyszymy: „Stało się zaś to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, abyśmy nie byli skłonni do złego, tak jak oni zła pragnęli. Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali - i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady. A wszystko to przydarzało się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas, których dosięga kres czasów. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”. W Ewangelii słyszymy natomiast o pewnych wydarzeniach, w których ludzie doszukują się kary Bożej, a Jezus odnosząc się do tego, co się stało mówi: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”.  

Bóg nie chce naszej śmierci, nie chce naszej niewoli, dlatego daje nam właśnie wspomniane lekarstwo, abyśmy mogli uzdrowić nasze dusze i ciała. Mówię o duszy ciele, bo często jest tak, że choroba naszej duszy odciska swoje piętno także na naszym ciele.

Kościół mówi, że każdy grzech popełniony przez człowieka ma zawsze wymiar społeczny. Zobaczmy, czy tak właśnie nie jest? Upadam w grzech, może jestem na samego siebie zły, że znów nie wytrwałem w łasce, ale ta moja złość zaczyna oddziaływać na drugiego. Może kogoś źle potraktuję, albo na kogoś nakrzyczę bez większego powodu. W ten sposób mój upadek staje się także zranieniem dla innych.

Dlatego też spróbujmy sięgnąć po to przypomniane nam dzisiaj lekarstwo. Najpierw post. Oczywiście nie chodzi tylko o ograniczenie ilości pokarmu, nie chodzi tylko o niezjedzenie kawałka mięsa w piątek. Post to rezygnacja z czegoś. Może całe godziny spędzasz na grach, przed telewizorem itd. Podjąć post to zrezygnować z tego na rzecz dobra, które w tym czasie mogę uczynić. Niestety dzisiaj często ludzie podejmują dziwny post; a mianowicie rezygnują z Boga, ale też rezygnują z drugiego człowieka. Od Boga i drugiego człowieka nie ma postu! Może więc warto spróbować przyjrzeć się naszemu życiu i podjąć prawdziwy post.

Warto w tym kontekście wspomnieć również o tym szczególnym poście, który niestety często bywa zapominany. Myślę, o poście eucharystycznym, czyli o naszym przygotowaniu do przyjęcia Komunii Świętej. Czas Wielkiego Postu to doskonała okazja, żeby ten wymiar naszego życia religijnego odnowić.

Drugim lekarstwem jest modlitwa. Oczywiście nie mówimy tylko o wyklepaniu formułek, tak żeby się nazywało, że się pomodliłem. Niestety z naszą modlitwą może być czasem jak mówi sam Jezus: „ten lud czci mnie wargami, ale sercem jest daleko ode Mnie”. A zatem nie tylko o słowa chodzi, ale przede wszystkim o nasze serce, które ma się spotkać z Ojcem. Nie mówię, że formuły modlitwy są nieważne. Mają one swoją wagę i znaczenie np. takie żebyśmy wiedzieli, że w modlitwie dokonuje się moje spotkanie z Bogiem moim Ojcem.

Trzecim lekiem jest jałmużna. Często to słowo kojarzy nam się z jakimś datkiem, który rzucamy biednym, albo dajemy na jakieś cele charytatywne. Mówimy wtedy „daję jałmużnę”. Ktoś zauważył kiedyś, że taka pomoc to nie jałmużna tylko zwyczajne dawanie pieniędzy. Jałmużna to podzielenie się z drugim tym, co posiadam. Jałmużna jest czymś więcej - to to, z czego sam zrezygnowałem. Papież Franciszek wskazał kiedyś, że przy okazywaniu pomocy, o wiele ważniejsze od samych pieniędzy jest spojrzenie w oczy tego człowieka, któremu udzielam pomocy. Niech zatem nasza jałmużna będzie szczera. Podzielmy się tym, co posiadamy.

Ewangelia tej niedzieli kończy się opisem: „Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?”.  Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”.

Chrystus idąc na krzyż nie chce nas wyciąć jak ewangelicznej figi. On wziął na siebie nasze grzechy, On nas oczyścił, abyśmy wydali dobry owoc. Nie przegrajmy zatem tego czasu, ale weźmy z ufnością lekarstwo postu, modlitwy i jałmużny, by doświadczyć Bożej mocy uzdrowienia.