Razem w obronie cywilizacji życia. Wywiad z Katarzyną Jachimowicz

 

„To jest integracja środowiska lekarskiego na śmierć i życie. Nie ma tu dyskusji politycznych. Jako lekarze stajemy razem. Docieramy do głębi człowieczeństwa i istoty cierpienia”.

 

Tekst: Marta Tomczyk-Maryon Zdjęcia: Tove Ingjerd Grønlund/Inter Medicos

 

Na początku marca br. odbyło się w Oslo doroczne spotkanie Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Lekarzy. Omawiano na nim ważne zagadnienia bioetyczne i etyczne, takie jak eutanazja, aborcja, stosunek do cierpienia pacjenta. Jednym z głównych punktów programu była dyskusja na temat sprawy polskiej lekarki Katarzyny Jachimowicz, która wygrała w norweskim Sądzie Najwyższym proces o zwolnienie z pracy z powodu powołania się na klauzulę sumienia.

 

– Co to jest Inspiratio?

– W Norwegii od lat 30. XX wieku istnieje organizacja Chrześcijańskie Stowarzyszenie Lekarzy - Norges Kristelige Legeforening. Ispiratio to ich doroczne spotkanie, które odbywa się w Oslo. Sama organizacja zrzesza ponad 1000 lekarzy, a na tym zjeździe pojawia się ich około 200.

 

– To duży procent.

– Tak, to robi wrażenie.

 

– Jakie kwestie są poruszane na Inspiratio?

– Przede wszystkim tematy bioetyczne, a także wszelkie inne kwestie etyczne i moralne, które dotyczą pracy lekarzy. Podczas Inspiratio środowisko medyczne spotyka się i wspólnie zastanawia, jak wykonywać swoją pracę, tak, aby było to w zgodzie z zasadami chrześcijańskimi. Dotyczy to różnych aspektów, na przykład - jak mam się zmienić, aby być lepszym lekarzem, człowiekiem i chrześcijaninem. Tym samym jest to czas na osobistą refleksję, modlitwę, czytanie Biblii, jest to również pogłębienie wiary. Równie istotne są dyskusje na różne tematy, które są ważne dla lekarzy, po to, żeby mieli pewne „ramy” do wykonywania swojej pracy. Pojawiają się wszystkie bioetyczne tematy, które są w danej chwili aktualne, a więc np. dyskusja o eutanazji. Jest to również próba skonsolidowania środowiska i wypracowania wspólnego frontu. To również możliwość spotkania się -  takiego ludzkiego, zawiązanie relacji, znajomości na różnych płaszczyznach.

 

– Inspiratio odbyło się już po raz dziewiąty. Czy myślisz, że dzięki niemu udało się w Norwegii stworzyć i skonsolidować środowisko chrześcijańskich lekarzy?

– Tak. To środowisko jest zauważalne, zapraszane do debatowania i wypowiadania się w wielu kwestiach. I należy to uznać za sukces.

 

– Ile razy brałaś udział w Inspiratio i w jaki sposób znalazłaś się tam za pierwszym razem?

– Byłam tam po raz czwarty. Pierwszy raz, gdy zaczęła się moja sprawa, co było zresztą moją motywacją, aby tam pojechać. Nie znałam nikogo, oprócz samego Magnara Kleivena. Kiedy weszłam do hotelu, gdzie odbywała się konferencja zobaczyłam ludzi, których nigdy wcześniej nie widziałam. Przedstawiam się: „nazywam się Katarzyna, kiedyś pracowałam jako lekarz rodzinny…”. Na co usłyszałam: „A to ty jesteś Katarzyna!”, i tak raz po raz, a przy dziesiątym razie, pomyślałam „O, matko!” (śmiech).

 

– Okazało się, że jesteś sławna…

– Nie chodziło mi o sławę, ale o to, że jestem w dobrym miejscu, poczułam się jak u siebie. Byłam wśród osób, które znały temat i uważały, że jest on ważny. Na tym pierwszym zjeździe przedstawiłam razem z Magnarem Kleivenem i Signe Nome Thorvaldsen z zarządu swoje pomysły dotyczące kwestii klauzuli sumienia, mówiłam o tym, że jest możliwość dochodzenia swoich praw sądownie. Po prezentacji tego tematu dostałam owacje na stojąco.

Gdy jechałam na to pierwsze Inspiratio miałam duże wątpliwości czy istnieją lekarze, którym na tym zależy, ale po takiej reakcji nie miałam wątpliwości, że tak jest.

 

– Lekarze tworzący NKL są protestantami. Jakie to miało znaczenie, jak się z tym czułaś?

– Aspekt ekumeniczny jest bardzo ważny. Pochodzę z Białegostoku, gdzie żyją zgodnie przedstawiciele różnych religii, więc ekumenizm mam niejako „we krwi”.  Dlatego przy świadomości różnic między nami a protestantami, czuję, że w ważnych dziedzinach istnieje między nami jedność. Myślę, że świat będzie widział chrześcijan, dopóki będą stawali jako jedno.

 

– Czy coś cię zaskoczyło podczas tego pierwszego Inspiratio?

– Doświadczenie młodych ludzi, świeżo upieczonych lekarzy, którzy mówili do mnie: „Słuchaj, to, co robisz, to jest coś ważnego. My byśmy też tak chcieli”. Miałam takie poczucie, że jestem w luce pokoleniowej, gdzieś między tymi starymi, którzy schodzą już ze sceny, a tymi młodymi, co wchodzą. I to ma sens, bo to co robię daje młodym przykład. Oczywiście nie wiem, co oni z tym zrobią. Ale sądzę, że czasami dobra legenda działa lepiej niż „jakaś taka” prawda.

Jeszcze jedno, gdy pracowałam w Polsce nie należałam do żadnej organizacji lekarskiej. Tutaj zaskoczyło mnie zaangażowanie ludzi. Wielu norweskich lekarzy wyjeżdża na misje lekarskie, pomaga w szpitalach, w bardzo skomplikowanych operacjach, zakładana przychodnię np. w Afryce. I to jest forma działania, która jest nieznana w Polsce.

 

 

– Przejdźmy do tegorocznego Inspiratio. Ważnym punktem programu była dyskusja nad twoją sprawą. Jak to wyglądało?

– Dla mnie to było bardziej odpoczynkowe, bo miało to charakter informacyjny, „co się działo i dlaczego”. Opowiedziałam swoją osobistą historię, wyjaśniając, dlaczego taki wybór podjęłam. Mój adwokat opowiadał o kwestiach prawnych, np. wyjaśniał znaczenie wyroku sądu. Magnar Kleiven reprezentował stowarzyszenie, które zbierało pieniądze na proces. Morten Magelssen mówił z poziomu etycznego, ale i polityczno-socjalnego. Zastanawiał się, co się będzie dalej działo, bo przecież przepis się nie zmienił. Dyskusja wokół wyroku była taka, że on nie ma znaczenia na szerszym forum, że ma znaczenie tylko dla mnie, ponieważ mogę wrócić do pracy. Natomiast nowi lekarze, którzy będą się powoływać na klauzulę sumienia pracy nie dostaną. Dyskryminujący aspekt obecnego prawa jest bardzo widoczny. Były głosy z sali, pytania „co dalej?”.

 

– Czy odezwali się jacyś norwescy lekarze, którzy mieli kłopoty z powodu powołania się na klauzulę sumienia?

– Tak, były opowieści lekarzy, których spotkało coś podobnego. Była np. lekarka z północy Norwegii, która była mobingowana z tego powodu, że swego czasu wypowiedziała się na temat aborcji. Ostatecznie musiała zmienić pracę. Ten przypadek miał miejsce kilka lat temu. Wszyscy mamy takie przekonanie, że coś jest nie tak z naszym miejscem w norweskim społeczeństwie. Czujemy się dyskryminowani. Wiele osób zostało zniszczonych przez to, że powołały się na klauzulę sumienia. 

 

– Tak więc nie jest to problem marginalny, jakby się mogło komuś wydawać… Bo widzisz, niektórzy uważają, że w Norwegii ten problem nie istnieje. Że jest tylko jedna „dziwna” Katarzyna Jachimowicz, która walczy o klauzulę sumienia. Natomiast reszta lekarzy bez problemu zakłada spiralki i wypisuje skierowania na aborcję…

– Pozwolę sobie mieć inne zdanie. Ale rzeczywiście jest coś na rzeczy, bo kiedy zaczęła się ta sprawa, było 16 lekarzy, którzy w medycynie rodzinnej mieli jakąś - w różnej formie - klauzulę sumienia. I jeśli to tak mało osób i jest to takie „marginalne”, to powiedz mi, dlaczego to stanowiło problem? Jakie to stwarzało zagrożenie dla pacjentów? W jaki sposób było to tak groźne, że 8 marca kilka tysięcy ludzi wyszło na ulicę? Czy w jakiś sposób dla tej garstki ludzi, może trochę innych, dziwnych nie można było zrobić wyjątku?

Jeśli to taki margines, tak nieistotna sprawa, to dlaczego nie wolno nam było pracować? Ale z drugiej strony moja sprawa zrobiła tak duży odzew, że byłam w stanie zebrać pieniądze na rozprawę. Jeśli to nie jest takie ważne, to jakim sposobem zebrałam aż tyle? Jakim sposobem zebrałam 120 tysięcy podpisów za pomocą CitizenGo w całej Europie? Jakim sposobem interesowała się tym prasa w wielu krajach, np. w Hiszpani, Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie? Skąd się wziął ten aplauz podczas pierwszego Isnpiratio? Dlaczego wszystkie osoby, które były na sali wstały?

 

– Właśnie… zostawmy to bez rozstrzygnięcia, jestem pewna, że nasi czytelnicy sami potrafią znaleźć odpowiedzi na te pytania.

Aborcja, genetyka, eugenika, rodzicielstwo zastępcze - to tematy, które pojawiają się nie tylko w prasie katolickiej, ale również w codziennych gazetach. O tym się mówi i rozmawia także prywatnie. W jaki sposób te zagadnienia są omawiane na Inspiratio? I które z tych tematów są w tym momencie najważniejsze?

– Obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci, we wszystkich aspektach, od aborcji do eutanazji. W tym mieści się problem sortowania społeczeństwa, wybieranie zdrowych - chorych, obrona dzieci z zespołem Downa oraz respekt dla pacjenta. Inspiratio to środowisko lekarskie, ludzie, którzy niejedno widzieli, dlatego prowadzone w czasie zjazdu dyskusje nie mają charakteru demagogicznego. Tu nie ma wyraźnego podziału na czarne - białe. Na przykład, gdy rozmawiamy o eutanazji, to mamy przed oczami konkretnych pacjentów, którzy mieli terminalne choroby i mówili, że eutanazja byłaby dla nich pewnym rozwiązaniem. Spotykasz się z cierpieniem i musisz to wziąć. Musisz to z pacjentem przepracować. Na ostatnim Inspiratio dyskutowaliśmy też o swojej własnej słabości, o tym, jak my lekarze, przeżywamy własną słabość. Takie dyskusje sprawiają, że jesteśmy bardziej wrażliwi, że nie oceniamy pacjentów, ale rozmawiamy z nimi i próbujemy znaleźć jakieś światełko w tunelu.

 

– To, co mówisz pokazuje, że dyskusje o eutanazji i aborcji można wyrwać z polityki i demagogii. To dowód na to, że nie musimy dzielić się na przeciwników i zwolenników jakiejś opcji, że nie musimy toczyć agresywnych dyskusji. Zamiast tego można po prostu rozmawiać i słuchać się nawzajem.

– Ujęłaś to właściwie, to jest integracja środowiska lekarskiego na śmierć i życie. Nie ma tu dyskusji politycznych. Jako lekarze stajemy razem. Docieramy do głębi człowieczeństwa i istoty cierpienia.

Tu jest więcej odcieni szarości. Na przykład rozmawiałam z lekarzami chrześcijańskimi, którzy wypisują skierowania na aborcję. Uważają, że jest to słuszne, ponieważ daje im okazję do rozmowy z pacjentką, która ma możliwość refleksji, a czasem może i zrezygnowania z tej decyzji. Ja bym tak nie potrafiła, ale rozumiem ich punkt widzenia. Rozmawiamy i szanujemy siebie, rozmawiamy i zastanawiamy się jak jest lepiej. I choć jest wiele odcieni szarości, to wiemy co jest dobre, a co złe. Wiemy, że zabijanie człowieka jest złem. Tylko jak to spotkać, żeby zadziałało? Bo jak zrobisz coś za agresywnie - odcinasz się od rzeczywistości i to przestaje działać. A z drugiej strony, jeśli podejdziesz za bardzo liberalnie, odcinasz się od tej Bożej rzeczywistości, wchodzisz na taki kompromis, który jest pozornym dobrem. Jak przekazać prawdę o wartości życia, tak, żeby inni mogli to przyjąć i przetworzyć na swoje własne wybory? Jak nazywać grzech grzechem, ale nadal kochać grzesznika? Dla mnie tego typu dyskusje mają twarz konkretnych pacjentów z bardzo trudnymi przeżyciami i wyborami.

 

– Czy uważasz, że w środowisku protestanckim skupionym wokół Inspiratio, przydaliby się również lekarze katoliccy?

– Zdecydowanie tak. Nauka katolicka jest bardziej ustrukturyzowana, mamy pewne dokumenty, które są przemyślane i przepracowane. I muszę powiedzieć, że sporo ludzi z tego środowiska bierze te dokumenty do ręki i czyta. Ze zdziwieniem odkryłam, że cytują św. Jana od Krzyża, katolicką naukę społeczną. Nawet jeśli nie konwertują potem na katolicyzm, to są zainteresowani nauką katolicką. Raz jedna osoba mi powiedziała, że zazdrości katolikom, ponieważ mają to „tak dobrze poukładane”.

 

– To dobra zachęta dla lekarzy - katolików w Norwegii, aby zainteresowali się Inspiratio i tym środowiskiem…

– Tym bardziej, że nie ma w Norwegii katolickiego środowiska medycznego. I kiedy na przykład trzeba zabrać głos w jakiejś sprawie, nie ma osób, które mogłyby to zrobić. To nie znaczy, że musimy robić jakieś wielkie rzeczy, ale warto być głosem w dyskusji. Dlaczego nie ma żadnych katolickich lekarzy? Dlaczego jestem jedyna? To dziwne, że mając tak dobre podstawy i drogowskazy, nic z tym w Norwegii nie robimy i nie dołączamy się do tych, którzy chcą coś zrobić.  Moje motto brzmi: „My siebie nawzajem potrzebujemy”. To muszą być dwa światy, które się przenikają.

 

 

Informacje o Inspiratio znajdziesz tu 

O sprawie Katarzyny Jachimowicz przeczytasz tu