Nad Bożym Słowem. III Niedziela Wielkanocna

"Dlaczego specjalista od połowu wraca z pustą siecią? Bo działał sam. Chciał na własną rękę, po swojemu. Tak samo jak czasem każdy z nas".

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)
 

„Boże, Ty przywróciłeś młodość ducha swoim wiernym, zachowaj ich w radości i spraw, aby ciesząc się z odzyskanej godności przybranych dzieci Bożych z ufnością oczekiwali chwalebnego dnia zmartwychwstania”. Przywołuję słowa kolekty z dzisiejszej niedzieli, bo one opisują cały klimat czasu wielkanocnego, w który wraz z Niedzielą Zmartwychwstania weszliśmy. Zwróćmy uwagę, że to nie my coś uzyskaliśmy, wypracowaliśmy, ale to Bóg przywrócił nam młodość ducha, radość, godność i wszystko to uczynił po to, abyśmy nie z lękiem, ale z ufnością oczekiwali na dzień Zmartwychwstania, czyli nasze osobiste spotkanie w Domu Ojca.

Dobrze wiemy, kiedy tracimy młodość ducha. Dzieje się tak, kiedy wchodzimy w dialog ze złem, kiedy zaczynamy słuchać jego podszeptów, które wyraził na początku: „będziecie jak Bóg”. Czy nie jest dzisiaj tak, że człowiek chce zająć miejsce Boga? Że chce o wszystkim decydować sam? Mówi o tym dzisiejsze pierwsze czytanie, które ukazuje intrygi, zakaz mówienia prawdy, a wszystko po to, żeby zapomnieć o Zmartwychwstaniu i wymazać Chrystusa z życia, z historii, byle był spokój. Czy nie do takiej  konkluzji można dojść czytając pierwsze zdanie z tego czytania?

Piękna i bardzo odważna jest tu postawa Piotra, który mówi jasno: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr, a także apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego wy straciliście, zawiesiwszy na drzewie”. Niestety musimy przyznać, że czasem brakuje nam dzisiaj takiej odwagi. Widzimy to w różnych sytuacjach, i w tych naszych osobistych, ale także w życiu rodzinnym czy społecznym, kiedy słuchanie Boga schodzi na drugi, a niekiedy na jeszcze dalszy plan.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje jaki jest efekt tego, że człowiek bardziej słucha siebie, albo innych ludzi. Uczniowie są razem, ale nie wszyscy, tylko siedmiu. Pewnie rozmawiali o tym, co się działo i nagle Piotr mówi: „idę łowić ryby”. Ktoś powie: „co w tym niezwykłego?”.  A jednak poprzez to proste stwierdzenie Piotr chce powiedzieć: „wracam do swoich zajęć, do swojego zawodu, do tego wszystkiego co było kiedyś”. Nawet pociąga pozostałych za sobą, ale tej nocy: „nic nie złowili”. Dlaczego specjalista od połowu wraca z pustą siecią? Bo działał sam. Chciał na własną rękę, po swojemu. Tak samo jak czasem każdy z nas. A przecież: „trzeba bardziej Boga słuchać niż ludzi”. Chyba w tym tkwi sekret naszej siły. To nie my wtedy działamy, ale moc Boża działa przez nas.

Zwróćmy uwagę co się dzieje dalej. Uczniowie spożywają z Jezusem posiłek. Ciekawe jest to, że opis działania Jezusa jest tutaj taki sam jak w scenach rozmnożenia chleba: „A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę”. Chyba chodzi tutaj o coś więcej niż tylko zwykły pokarm. W opisach rozmnożenia chleba mamy powiedziane, że: „jedli wszyscy do syta…”. A co jest pokarmem dla nas? Pokarmem, który może nas nasycić, Eucharystią? To przecież w czasie każdej Mszy Świętej słyszymy słowa: „bierzcie i jedzcie…”.  A zatem, Jezus mówi nam dzisiaj chodźcie i nakarmcie swoje życie moją obecnością. Czy skorzystamy z tego zaproszenia? Czy może ciągle wolimy być głodni lub karmić się byle czym?

Jest jeszcze jedna kwestia, którą warto zauważyć. Na początku tego fragmentu Ewangelii widzimy Piotra jako rybaka, a teraz Jezus stawia mu pytanie o Miłość i mówi: jesteś pasterzem. Zmiana zawodu? Przekwalifikowanie? Zapewne nie. Kiedy Piotr już nasycił się Jezusem, kiedy zrozumiał, że w Nim jest jego cała siła, moc i sens życia staje się pasterzem, a więc tym, który będzie teraz zdolny dawać Tę Miłość drugiemu człowiekowi. Ktoś powiedział kiedyś: „karmię Was tym, czym sam żyję”. Wymowne prawda? Może warto pomyśleć czym żyjemy? Będziemy wtedy wiedzieć czym karmimy.

Rozpoczęliśmy piękny miesiąc maj. W naszej polskiej tradycji miesiąc Maryjny, a z drugiej strony czas, kiedy dzieci po raz pierwszy spotykają się z Chrystusem w Komunii Świętej. Może to właśnie okazja, żeby uświadomić sobie na nowo, że każdy z nas potrzebuje tego pokarmu, który daje prawdziwe życie.

Papież Benedykt XVI w czasie jednego ze spotkań z dziećmi został kiedyś zapytany: „drogi Papieżu jak wspominasz dzień Twojej I Komunii?”.  Papież powiedział wówczas: „Była to piękna marcowa niedziela 1936 r., a więc 69 lat temu. Tego dnia świeciło słońce, kościół był piękny, grała muzyka, było wiele pięknych rzeczy, które pamiętam. Było nas blisko trzydzieścioro chłopców i dziewcząt z naszej małej wioski, w której mieszkało nie więcej niż 500 osób. Ale wśród tych wszystkich radosnych i pięknych wspomnień najważniejsza jest jedna myśl - i to samo powiedział wasz przedstawiciel - zrozumiałem, że Jezus przyszedł do mojego serca, odwiedził właśnie mnie. A z Jezusem sam Bóg jest ze mną. I że jest to dar miłości, który rzeczywiście wart jest więcej niż wszystko inne, co może dać mi życie; i dlatego napełniła mnie naprawdę wielka radość, bo Jezus przyszedł do mnie. I zrozumiałem, że teraz rozpoczyna się nowy etap w moim życiu, miałem 9 lat, wiedziałem, że w tym momencie ważne jest, bym dochował wierności temu spotkaniu, tej komunii. Na ile potrafiłem, obiecałem Panu: «Chciałbym być z Tobą zawsze», i modliłem się: «Ale przede wszystkim to Ty bądź ze mną». I tak potoczyło się moje życie. Dzięki Bogu, Pan zawsze trzymał mnie za rękę, prowadził mnie również w trudnych sytuacjach. I w ten sposób ta radość I komunii stała się początkiem wspólnej wędrówki. Mam nadzieję, że również dla was wszystkich I komunia, którą przyjęliście w tym Roku Eucharystii, będzie początkiem przyjaźni z Jezusem na całe życie. Będzie początkiem wspólnej wędrówki, bo kiedy idziemy z Jezusem, idziemy dobrą drogą, i życie staje się dobre”.

 

Kiedy idziemy z Jezusem, idziemy dobrą drogą. Niech Maryja wyprasza, dla każdego z nas, tę dobrą drogę do Zmartwychwstania.