Nad Bożym Słowem. IV Niedziela Wielkanocna (2019)

 

 

"Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki". 

 
Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

Przed tygodniem słyszeliśmy w czytanym fragmencie Dziejów Apostolskich, że arcykapłani wydali zakaz przemawiania w imię Jezusa, że cały czas robią wszystko, aby prawda o Zmartwychwstałym została przemilczana. Słyszeliśmy też jasną odpowiedź Piotra: trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Wracam do treści z poprzedniej niedzieli ponieważ jeśli będziemy uważnie słuchać Słowa Bożego, to łatwo zauważymy, że to jest kontynuacja tamtych wydarzeń.

Słyszymy dzisiaj o wydarzeniach z życia, a raczej posługi, Pawła i Barnaby. Obaj wędrują poprzez różne miejsca, przychodzą do Synagog i dzielą się swoim doświadczeniem Jezusa. Jest to tak silne i przekonujące, że jak słyszymy: w następny szabat zebrało się niemal całe miasto, aby słuchać słowa Bożego.  Wyobraźmy sobie jaka musiała być moc ich przepowiadania, a z drugiej strony jak wielki był głód słuchania Słowa Bożego. Przecież nie dysponowali oni wtedy nowoczesnymi środkami nagłaśniającymi. Nie umieszczano informacji o tym na plakatach czy w internecie,  a niemal całe miasto przyszło. Skąd ten tłum? Czyżby głosiciele byli tak znani? Wydaje się, że raczej wynika to, z tego o czym mówi sam św. Paweł: aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.

Ale też słyszmy o innym spojrzeniu na te wydarzenia: ale Żydzi podburzyli pobożne a wpływowe niewiasty i znaczniejszych obywateli, wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic. Są tacy, którym ten fakt, że ludzie chcą słuchać Słowa Bożego się nie spodobał. Można się tylko domyślać, jaka musiała być zazdrość w nich, że już nie próbowali zakazać nauczania, ale wręcz posunęli się do wyrzucenia głosicieli.

Świadomie zestawiam te dwa fakty z Dziejów Apostolskich, ponieważ one jasno pokazują nam, nie tylko tamten czas i wydarzenia, ale przede wszystkim możemy je bardzo jasno odczytać także dzisiaj.

Z jednej strony mamy ludzi, którzy naprawdę pragną słuchać Słowa Bożego. Wielu przecież mówi, że czyta codziennie Pismo Święte, często spotykam ludzi, którzy mówią, że słuchają różnych konferencji, rekolekcji itd. Pewnie dla wielu robi wrażenie, pełen kościół ludzi. Przypomina mi się tutaj, jak ktoś pokazał mi niedawno wycięte z gazety zdjęcie, na którym byli ludzie klęczący przed drzwiami kościoła w czasie Mszy Świętej. To wszystko pokazuje, że człowiek, że ja potrzebuję Słowa. Nie tylko tego, które pada w potoku zdań, ale potrzebuję Słowa, które daje życie wieczne. Innymi słowy potrzebuję po prostu Chrystusa.

Z drugiej strony obraz owych niezadowolonych. Tych, którzy posłużą się nawet innymi, byle osiągnąć swój cel. Czy dzisiaj jest inaczej? Czy dziś nie wystawia się tzw. celebrytów, żeby tylko wyśmiali naukę Chrystusa, żeby powiedzieli, że Kościół to przeżytek. Czy nie brakuje tego?

Trzeba to sobie powiedzieć jasno. Ewangelia i głoszone Boże Słowo, zawsze były, są i będą znakiem sprzeciwu. Będzie się działo to tak długo, jak długo człowiek nie przyjmie prawdy o Bogu i Kościele. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi może dość ostro, ale taka jest prawda. Popatrzmy na Pawła i Barnabę, nie próbują się dogadać, nie zmieniają nauki, żeby tylko pozostać. Wolą zostać wyrzuceni, ale w ten sposób dają świadectwo Prawdzie czyli jezusowi Chrystusowi.

Niestety trochę nam dzisiaj brakuje chyba tej odwagi, a może wiary w moc Bożego Słowa. Niestety czasem za cenę tzw. świętego spokoju jesteśmy w stanie sprzedać Boże Słowo. Ktoś powie: to nieprawda, tak nie jest. Popatrzmy na nasze życie, na nasze decyzje i wybory. Odpowiedź przyjdzie sama.

Dlatego warto zatrzymać się choć na chwilę nad opisanym w drugim czytaniu apokaliptycznym tłumem: to ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo pasł ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu.

Przytaczam cały ten piękny fragment, bo on jest o nas. O mnie i o Tobie. To nasze szaty zostały wybielone we krwi Baranka. To nasz czas Paschy. Można powiedzieć wprost już nic nam nie grozi, bo Baranek rozciąga nad nami namiot. Co jest owym namiotem? Kościół. Tak to miejsce gdzie mogę się schronić, gdzie otrzymam w sakramencie pokuty balsam na moje rany, a w eucharystii pokarm na drogę, żebym nie szedł głodny. To nie jest pokarm wymyślony przez człowieka. Słyszeliśmy: pasł ich będzie Baranek. To sam Chrystus dał nam siebie za pokarm. Czyż może być coś wspanialszego? Czy może być lepszy pokarm?

Kiedy nam będą mówić, że mamy zamilknąć, że mamy nie głosić. Popatrzymy na Pawła i Barnabę i ich odwagę głoszenia, kiedy przyjdzie zwątpienie pomyślmy o tym tłumie przed tronem i przed Barankiem, a nade wszystko nie zapomnijmy słów, które sam Jezus mówi dzisiaj do każdego z nas: Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.