Robin Hood papieża

Kard. Krajewski sprawuje posługę jałmużnika papieskiego od roku 2013. Zdjęcie: Ruters

 

 

Jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski osobiście zdjął nałożone na licznik pieczęcie i przywrócił prąd w rzymskim budynku zajmowanym przez ubogich. Dziennik „La Repubblica” na pierwszej stronie poniedziałkowego wydania nazwał kardynała z Polski „Robin Hoodem papieża”.

 

 

 

W sobotę 11 maja kard. Krajewski osobiście zerwał pieczęcie z licznika i włączył dopływ energii elektrycznej w rzymskim  ośrodku dla ubogich przy ulicy  Santa Croce in Gerusalemme.  Od 6 maja około 500 osób, w tym około 100 dzieci, pozostawało tam bez prądu. Został on odcięty 6 maja z powodu zwłoki w zapłacie za usługę dostawy energii. Zadłużenie wynosi ponad 300 tysięcy euro. Kardynał wziął pełną odpowiedzialność za swój czyn. W wywiadzie dla „Corriere della Sera” podkreślił, że włączył ponownie prąd przede wszystkim w trosce o setkę dzieci, które mieszkają w tej kamienicy.

Kardynał wyjaśnił, że wcześniej  próbował interweniować w kompetentnych urzędach miasta w weekend, jednak:

- W Rzymie w weekend nic nie działa z wyjątkiem barów i restauracji - dodał. Wyraził opinię, że należało coś zrobić, ponieważ sytuacja była „rozpaczliwa”. - Biorę na siebie pełną odpowiedzialność. I nie muszę przedstawiać wyjaśnień, bo niewiele jest do powiedzenia - oświadczył. Jak zastrzegł, „jeśli otrzyma karę, to też ją zapłaci”.

W tym samym wywiadzie dla włoskiego dziennika, kard. Krajewski przypomniał, że kiedy kilkanaście lat temu miał miejsce w Rzymie kilkugodzinny blackout uznano to za „dramat”.

- Proszę sobie teraz wyobrazić, co może oznaczać być bez światła przez sześć dni - powiedział kardynał. Przyznał, że znał wcześniej sytuację w kamienicy i już wysyłał tam pomoc medyczną oraz środki do życia. Nie jest pewne, że to jedyny przypadek. Eksmisje, rodziny, które nie mają dokąd iść, ludzie, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. Rzym to także to. Wystarczy przejść się po naszych stacjach powiedział papieski jałmużnik.