Kościół jest uniwersalny. Rozmowa bp Lechowiczem, Delegatem KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej

 

 

Tekst i zdjęcie główne: Marta Tomczyk-Maryon

 

Uniwersalność Kościoła jest wyzwaniem tak dla Kościoła przyjmującego imigrantów, jak i dla nich samych. Rozumiem ją w ten sposób, że Polacy tworzący wspólnotę kościelną na terenie Norwegii integrują się, współpracują i włączają się w życie lokalnego Kościoła, a Kościół w Norwegii szanuje prawa i oczekiwania katolików znad Wisły do oddawania czci Bogu w języku ojczystym i z uwzględnieniem specyfiki polskiej religijności - mówi biskup Wiesław Lechowicz, Delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej.

 

– Czy jest to pierwsza wizyta ks. biskupa w Norwegii? Jak wygląda jej program? 

– Nie jestem po raz pierwszy w Norwegii, ponieważ co roku księża pracujący w Norwegii z Polonią zapraszają mnie do wzięcia udziału w uroczystościach związanych z udzieleniem sakramentu bierzmowania. Dlatego miałem okazję odwiedzić różne miejsca. Pamiętam wizytę w Trondheim, która była moim pierwszym zetknięciem z Norwegią.  Byłem również wiele razy w Oslo, a także w Drammen, w Stavanger, w Haugesund, w Bergen i w Hamar. Natomiast w tym roku przyjechałem bierzmować polską młodzież w Stavanger i Haugesund oraz spotkać się z biskupem Berntem Eidsvigiem. To są dwa najważniejsze punkty mojego pobytu w Norwegii.  Później w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego udaję się od razu do Holandii i tam będę bierzmował naszych rodaków w pobliżu Amsterdamu, w sanktuarium maryjnym w Heiloo.

 

– Wczoraj rozmawiał ks. biskup z biskupem Eidsvigiem*. Czy spotkanie to miało charakter prywatny czy też dotyczyło zagadnień oficjalnych związanych ze współpracą między polskim a norweskim Kościołem katolickim?

– Większość spotkań z biskupami czy to w Norwegii, czy poza nią ma równocześnie charakter osobisty i oficjalny. Muszę jednak powiedzieć, że wystosowane zaproszenie ze strony ks. biskupa Eidsviga pod moim adresem nie wiązało się z żadnym problemem czy potrzebą rozwiązania jakiś spraw. Z radością przyjąłem zaproszenie i gościnę w domu biskupim w Oslo. To była dla mnie okazja, by podziękować biskupowi Berntowi za zrozumienie duchowych potrzeb Polaków i otwartość wobec polskich duszpasterzy. W ciągu ostatnich lat współpraca między Kościołem polskim a norweskim ułożyła się w miarę dobrze. Wiem, że ks. biskup czasami przybywa do Polski i ma dobre relacje z polskimi biskupami. Ostatnio przebywał na terenie archidiecezji katowickiej. Te kontakty owocują tym, że z Polski do Norwegii przybywają księża, którzy pracują z Polakami. W trakcie rozmowy biskup z akceptacją wyrażał się o pracy duszpasterskiej księży rodem z Polski. Dzieliliśmy się też takimi doświadczeniami, które płyną z troski o to, aby praca duszpasterska wśród Polaków była bardziej dynamiczna, ale równocześnie, żeby następowała współpraca zarówno z Kościołem lokalnym, jak i z różnymi grupami etnicznymi. Tę troskę biskupa podzielam osobiście. Często o tym mówię do polskich księży, że w interesie młodych ludzi i dzieci wywodzących się z polskich rodzin jest to, abyśmy przynajmniej od czasu do czasu włączali się w życie Kościoła lokalnego, nawiązywali kontakty ze sobą. Wszystko po to, żeby uniknąć ryzyka, że młodzi ludzie po osiągnieciu wieku dojrzałego będą mieli przekonanie, że Kościół rzymsko-katolicki to jest Kościół polski. Wówczas wraz z biegiem czasu i z osłabieniem więzi z ojczyzną rodziców i dziadków, ich więź z Kościołem także ulegać będzie osłabieniu i w końcu zerwaniu. Ważne jest, by pokazać młodemu pokoleniu, że wbrew pozorom nie brakuje na miejscu ich przebywania dojrzałych w wierze katolików innych nacji. Z tego, co się orientuję, do katedry św. Olafa w Oslo przybywają wierni aż 150 narodowości, a więc siłą rzeczy ta multinarodowość wymusza współpracę. Nie da się być w tym Kościele nie współpracując z innymi nacjami.

 

– Czy podczas spotkania z biskupem Eidsvigiem pojawił się temat Mszy i udzielania sakramentów w języku polskim?

– Nie rozmawialiśmy o tym z biskupem Berntem. Uważam, że prawo do uczestnictwa w nabożeństwie w języku ojczystym wpisuje się w prawo związane z wolnością religijną. Wśród różnych praw człowieka jest prawo do wolności religijnej, które należy rozumieć nie tylko jako możliwość wyboru religii i wyznania, ale również - w ramach Kościoła katolickiego -  jako prawo wyboru języka modlitwy i kultu. Znam wiele osób z różnych krajów, często czwartego czy piątego pokolenia polskich emigrantów, którzy nie potrafią już mówić po polsku, ale modlą się po polsku, znają polskie pieśni, a nawet śpiewają Gorzkie Żale w języku ich przodków.

 

– W tegorocznym przesłaniu do Polonii z okazji Święta Niepodległości ks. biskup zachęcał Polaków mieszkających poza granicami Polski do przekazywania następnym pokoleniom miłości do Polski i Boga. Jest tam apel o krzewienie znajomości języka polskiego i historii, dbanie o polskie szkoły, zachowywanie polskiej tradycji i zwyczajów, a także otwartość i życzliwość wobec innych nacji, która chroni przed nacjonalizmem. To bardzo ważne słowa, ale są to również duże wymagania, którym muszą sprostać polskie rodziny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość z nich mieszka w krajach zlaicyzowanych i dość obojętnie patrzących na mniejszości narodowe. Moje pytanie brzmi: w jakim stopniu i jak Kościół powinien wspierać w tych dążeniach Polaków na obczyźnie?

 

– Myślę, że pytanie jest dobre, ale byłoby ono lepsze, gdyby brzmiało: jak Kościół wspiera dążenia Polaków na obczyźnie? Sądzę, że wystarczy przypatrzeć się temu, co robią duszpasterze i jak wygląda życie polskich ośrodków duszpasterskich, żeby odpowiedzieć na pytanie, które pani postawiła. Tak więc, jeśli chodzi o życie parafii to pierwszym naszym zadaniem jest duszpasterstwo w sensie ścisłym, czyli głoszenie Słowa Bożego, posługa sakramentalna i towarzyszenie ludziom w różnych życiowych sytuacjach, towarzyszenie im w drodze do Boga. I to dokonuje się we wszystkich  polskich ośrodkach duszpasterskich. Ale równolegle z tym charakterem religijnym idzie również troska o ducha patriotycznego, o zachowanie tożsamości narodowej.

 

 

Podczas pobytu w Norwegii ks. bp  Lechowicz bierzmował polską młodzież w Stavanger

 

Pamiętam, że gdy uczestniczyłem w manifestacji patriotycznej w Chicago, to zauważyłem, że zdecydowana większość szkół polskich związana jest z parafiami. Podobna sytuacja ma miejsce w Europie Zachodniej. Warto też wspomnieć, że wiele polskich parafii organizuje różnego rodzaju uroczystości i akademie, świętując rocznice patriotyczne - 3 Maja, 11 Listopada. Organizuje się też różnego rodzaju konferencje, wystawy, spektakle służące poznaniu historii Polski i jej kultury.  Od czasu do czasu polscy duszpasterze organizują pielgrzymki i wyjazdy do kraju ojczystego. Pojawiają się różne inicjatywy wspierające rodziców w zgodnym z wartościami chrześcijańskimi wychowaniu dzieci.

Z tego, co się orientuję, także w Norwegii są polskie szkoły przyparafialne, w których się uczy nie tylko katechezy, ale również geografii, historii, języka polskiego. Ale nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej.  Pojawiają się nowe wyzwania przed którymi stoimy, zmienia się mentalność, przychodzą nowe pokolenia. Poza tym trzeba dopingować zarówno duchownych, jak i świeckich do większej odpowiedzialności za młode pokolenie. Z tego powodu osobiście podjąłem kilka lat temu inicjatywę organizowania co dwa lata w Polsce Kongresu Młodzieży Polonijnej. Następny odbędzie się w Krakowie od 1 do 9 sierpnia. Zapraszam młodych!

Czasami się uspokajamy, mówiąc że „już coś się dzieje”, „mamy pełne kościoły”. Ale to jest bardzo złudne, bo w różnych częściach świata nie więcej jak 10 procent Polaków chodzi regularnie do kościoła, ma kontakt z duszpasterstwem i z Kościołem. To wyzwanie jak docierać do tych Polaków. Tych, którzy mają doświadczenie emigracyjne nie trzeba przekonywać, że wśród Polaków mieszkających za granicą są zarówno tacy, którzy są przywiązani do polskiej tradycji, jak i tacy, którym wystarczy kilka miesięcy pobytu za granicą, żeby udawać, że nie mają nic wspólnego z Polską. Istnieje też taka prawidłowość, że im dalej Polacy żyją od kraju, tym bardziej są przywiązani do Polski. Oczywiście, każda reguła ma swoje wyjątki.

 

– Czy Kościół w takich krajach jak Norwegia powinien wspierać również polską kulturę oraz działania społeczne zmierzające do integracji Polaków?

– Religia jest częścią kultury i nawet w samym tym pojęciu zawiera się słowo „kult”. Kultura jest przedsionkiem do wiary i do religii. Kultura to uprawianie, kultywowanie tego wszystkiego, co jest związane z rozwojem ducha ludzkiego, z większą dojrzałością osobowościową. Częścią duchowości człowieka jest również religia. Im bardziej człowiek będzie wrażliwy na dobro, prawdę, piękno, a więc na te składniki, które są ściśle związane z kulturą, tym jest większa szansa, że otworzy się na Boga, który jest najwyższym uosobieniem dobra, prawdy i piękna. Tak więc nie mam wątpliwości, że i Kościół katolicki w Norwegii na tyle, na ile to jest możliwe powinien wspierać działalność kulturalną różnych grup etnicznych, w tym i Polaków. Kultura to dobra płaszczyzna do współpracy, wzajemnego poznania i integracji w ramach Kościoła, który jest katolicki, czyli powszechny.

 

– Jak ks. biskup rozumie tę uniwersalność Kościoła w kontekście norweskim?

– Uniwersalność Kościoła jest wyzwaniem tak dla Kościoła przyjmującego imigrantów, jak i dla nich samych. Rozumiem ją w ten sposób, że Polacy tworzący wspólnotę kościelną na terenie Norwegii integrują się, współpracują i włączają się w życie lokalnego Kościoła, a  Kościół w Norwegii szanuje prawa i oczekiwania katolików znad Wisły do oddawania czci Bogu w języku ojczystym i z uwzględnieniem specyfiki polskiej religijności. Jest to proces dwustronny: Polacy włączają się w życie religijne, w inicjatywy kulturalne Kościoła w Norwegii, a Kościół w Norwegii sprzyja polskim inicjatywom duszpasterskim i kulturalnym.

 

– Jak powinna wyglądać według ks. biskupa idealna współpraca między Kościołem polskim a norweskim?

– W takich krajach Europy jak  Francja, Niemcy, Anglia istnieją Polskie Misje Katolickie. W każdym z tych krajów żyje ponad 1 milion Polaków i pracuje z Polonią ponad 100 księży. Sytuacja w Norwegii jest inna. Każdy polski ksiądz pracuje w parafii norweskiej i często w ramach swoich obowiązków pracuje nie tylko z Polakami, ale również - w języku angielskim lub norweskim - z innymi grupami etnicznymi. Uważam, że ten system jest sprawdzony, klarowny i mniej narażony na różnego rodzaju napięcia czy oskarżenia o izolację. W systemie norweskim nie ma w zasadzie szans na taką izolację. Praca w parafii jest wielonarodowościowa i zakłada współpracę.

Cieszę się, że polscy księża się nie izolują i uczestniczą w spotkaniach kapłańskich i duszpasterskich organizowanych przez władze diecezjalne w Norwegii.

W ramach parafii bardzo ważna jest troska o grupy i wspólnoty kościelne. W nich bowiem dokonuje się wzrost w wierze i wymiana doświadczeń związanych z życiem wiarą. Mam nadzieję, że coraz więcej takich grup będzie się pojawiać we wspólnotach polonijnych.  I tutaj bym widział kolejną płaszczyznę współpracy - między wspólnotami a ruchami, które są zarówno w środowiskach polonijnych, jak i środowiskach innych nacji. Z tego co słyszę w niektórych parafiach w Norwegii ma to miejsce; są takie okresowe spotkania różnych grup narodowościowych i Polacy powinni w tych spotkaniach również uczestniczyć.

Nie ma idealnych rozwiązań, ale wydaje się, że zasady współpracy w Norwegii są dobrze określone. Jeżeli pojawiają się jakieś problemy to mogą one wynikać z kwestii osobowościowych, z jakichś uprzedzeń czy stereotypów z jednej lub drugiej strony. Pragnę zaznaczyć, że księża pracujący w Norwegii w rozmowie ze mną wyrażają zadowolenie z ich usytuowania i możliwości pracy duszpasterskiej. W niektórych miejscach być może przydałoby się wsparcie personalne. Żeby jednak ono nastąpiło konieczna jest decyzja biskupa miejsca oraz biskupa diecezjalnego czy przełożonego wyższego danego zgromadzenia zakonnego w Polsce, no i rzecz jasna wola przyjazdu do Norwegii ze strony określonego kapłana.

 

– Czyli nie ma w tej chwili planów, aby stworzyć w Norwegii Polską Misję Katolicką?

– Nie było i nie ma! Nie widzę żadnej takiej potrzeby. Polacy stanowią jak nie większość, to ok. 50% katolików w Norwegii. Polscy księża też stanowią niemałą grupę. Polska Misja nie służyłaby więc jedności Kościoła w Norwegii.

 

Pamiątkowe zdjęcie po uroczystości bierzmowania z młodzieżą w Haugesund

 

– Obecnie poza granicami Polski sprawuje posługę ok. 2 tysiące księży. Ta liczba wydaje się duża, jednak patrząc np. na Norwegię wiemy, że potrzeby są większe. Niektórzy z kapłanów, szczególnie na północy Norwegii, aby odprawić Mszę św. pokonują odległości ponad 100 km, a są też takie miejsca, gdzie księża nie dojeżdżają i gdzie nie ma nabożeństw w języku polskim.  Czy jest możliwe, aby do Norwegii przyjechało w najbliższym czasie więcej polskich kapłanów? Czy jest to realne w czasie, kiedy widoczny jest kryzys powołań?

– To prawda, że w ostatnich latach zmniejszyła się ilość kapłanów i powołań kapłańskich w Polsce. Ale poza granicami Polski jest jeszcze gorzej. W rozmowach z biskupami często podkreślam, że wysłanie księdza do pracy z Polonią, to wysłanie naszego księdza do pracy z naszymi diecezjanami. Bo kim są Polacy mieszkający za granicą? To są nasi parafianie, nasi diecezjanie, a więc to jest praca poza Polską, ale wśród naszych diecezjan. Niektórzy biskupi to dobrze rozumieją i wysyłają kapłanów do pracy z Polonią. Temu towarzyszy świadomość, że większość polskich księży pomagać też będzie Kościołom lokalnym. Musimy być realistami, nie jesteśmy w stanie zapewnić Polakom za granicą dostępności do polskich księży, tak, aby nie musieli pokonywać odległości większej niż 100 km. To jest po prostu niemożliwe. Ale trzeba się starać. Myślę, że i do przyjazdu do Norwegii znajdą się chętni księża, którzy spotkają się ze zgodą swych przełożonych i z otwartością ze strony Kościoła w Norwegii.

 

– Jakie największe wyzwania według ks. biskupa stoją obecnie przed pracą duszpasterską na emigracji? Co jest największym problemem? A co jest największą szansą?

– Myślę, że najważniejsza jest praca z młodzieżą, z rodzinami, a także troska o ludzi nie radzących sobie, żyjących na marginesie społecznym. Ważne jest również zaangażowanie ewangelizacyjne, czyli wyjście do tych, którzy np. po dwóch godzinach lotu z Polski do Oslo zapomnieli, że są katolikami. Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że sami księża nie są w stanie podołać tym wyzwaniom. Konieczne jest zaangażowanie świeckich. Na to jednak trzeba czasu, bo gdy  wyjeżdża osoba lub rodzina za granicę, to ich pierwsze lata koncentrują się na tym, aby się dorobić, ustabilizować, zintegrować z nowym środowiskiem, nauczyć się języka, poczuć się  pewniej, bezpieczniej. Mam nadzieję, że z biegiem czasu to zaangażowanie w Norwegii będzie coraz większe. Rzecz jasna, że to zaangażowanie jest przede wszystkim pochodną wiary. Stąd zawsze pierwsze miejsce w duszpasterstwie  winna zajmować posługa słowa Bożego i sakramentalna.  Póki co serdecznie chcę podziękować i polskim księżom, i świeckim za ich dotychczasowe zaangażowanie. I osobom duchownym i świeckim tworzącym Kościół w Norwegii, na czele z biskupem Berntem, za życzliwość i zrozumienie dla polskich katolików.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

*Rozmowa z ks. bp Lechowiczem została przeprowadzona 7 czerwca 2019