Nad Bożym Słowem. VII Niedziela Wielkanocna (2019)

 

Paolo Uccello, Kamieniowanie św. Szczepana

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

 

Szczepan, pełen Ducha Świętego, patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: «Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga». A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.

Przytoczyłem ten dosyć długi fragment pierwszego czytania siódmej niedzieli Wielkanocy, bowiem jest on bardzo wymowny. Spotykamy się z historią Szczepana, na którego słowa, ci którzy go słuchali, zatkali sobie uszy i podnieśli wielki krzyk. Czy mówił im coś złego? Nie. Mówił o swoim widzeniu Boga, o Chrystusie, który stoi po prawicy Boga. I chociaż wydawało się, że zwraca się  do ludzi wierzących, to jednak te słowa nie spodobały im się.

Czyż dzisiaj nie jest podobnie? Czy głoszenie Dobrej Nowiny nie jest znakiem sprzeciwu? Może dzisiaj wielu, słysząc takie słowa jak przytoczone powyżej, nie pobiegłoby kamienować (chociaż kto wie?) ale zapewne podjęłoby wiele działań, aby owego człowieka zdeprecjować i uciszyć.  Takie sytuacje są obecne zarówno w życiu społecznym, jak i rodzinnym, kiedy to pragnienie bycia w jedności z Bogiem, staje się solą w oku dla pozostałych domowników, którzy dają temu wyraz czasem słowem, a czasem lekceważeniem. Oto współczesne zatkane uszy, współczesny krzyk i kamienie rzucane w tych, którzy patrzą w niebo. Którzy w swoim życiu pragną iść drogą Bożej Prawdy.

Słowo dane nam dzisiaj w pierwszym czytaniu jest dla nas zaproszeniem, żebyśmy nasz wzrok wznieśli właśnie razem ze Szczepanem i spojrzeli na Boga, o którym nam mówi.

Zauważmy, że nawet w ostatnich chwilach swojego życia Szczepan nie wyzywa swoich oprawców. On modli się za nich: Panie, nie licz im tego grzechu! To jak echo słów samego Jezusa: Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią. A potem ten sam młodzieniec Szaweł, u którego stóp złożono szaty męczennika, kiedy już sam doświadczy Chrystusa i Jego mocy napisze: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienia, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Tak oto, jak mówi stara chrześcijańska sentencja: Sanguis Martyrum, Semen Christianorum - Krew męczenników, zasiewem chrześcijan. Można powiedzieć, że świadectwo wiary Szczepana wyrażone w śmierci, narodziło wiarę w sercu Szawła, który ostatecznie również poniesie męczeństwo ze względu na Chrystusa.

W Ewangelii tej niedzieli, usłyszymy opis modlitwy samego Jezusa z Ostatniej Wieczerzy. Co ciekawe Jezus nie prosi dla nas o szczęście, o dostatnie życie, wolność od problemów. On modli się: aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś. Znakiem rozpoznawczym chrześcijan jest bycie w jedności z Bogiem, która prowadzi do jedności we wspólnocie. Tak naprawdę słyszymy to już kolejną niedzielę. Zatem tym bardziej to wskazanie powinniśmy wziąć sobie do serca.  Ale w Ewangelii mamy też dość smutne stwierdzenie: Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś. Upłynęły dwa tysiące lat od czasu, kiedy te słowa zostały wypowiedziane, a ciągle wydaje się, że są one opisem tego, co obserwujemy. Czasem, kiedy rozmawiam z kimś na temat wiary, na temat Słowa Bożego, w trakcie takiej rozmowy często padają słowa: jak to jest, że człowiek ma już swoje lata i jakoś do tej pory tego nie odkrył, nie zrozumiał? Możemy odbyć setki rekolekcji, pielgrzymek, słuchać mnóstwa kazań, katechez, ale w tym wszystkim ważne jest czy nasze serce będzie otwarte na poznanie Boga. Świat ciągle będzie nam podsyłał różnych bogów, którzy na dłuższą czy krótszą chwilę mają uczynić nas szczęśliwymi, ale dopiero kiedy naprawdę poznamy wielkość Miłości Boga objawioną w Chrystusie, wtedy poczujemy prawdziwy pokój i szczęście. Wówczas sami doświadczymy tego, czego zapewne doświadczył i zapisał w swoich wyznaniach św. Augustyn: Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.

W tym kontekście spójrzmy na czytany w dzisiejszej liturgii fragment Apokalipsy. Jest on zapowiedzią czasu ostatecznego: Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze Mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca. My znamy te słowa jako jedno z naszych powiedzeń. Wiemy co znaczy uczciwa praca, wiemy też dobrze co to jest uczciwa zapłata, ale czy myślimy tak w odniesieniu do naszego życia duchowego? Często stawiam sobie, ale czasem w rozmowie także innym, takie pytanie: co powiesz kiedy już staniesz przed Bogiem? Od dnia narodzin jesteśmy pielgrzymami do Domu Ojca, a skoro tak to przyjdzie i ten moment, kiedy staniemy przed Panem.

Czytany dzisiaj fragment mówi również: A Duch i Oblubienica mówią: «Przyjdź!» A kto słyszy, niech powie: «Przyjdź!» I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie, kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie. Bóg przez swoje Słowo, Kościół przez nauczanie nieustannie mówią przyjdź i zaczerpnij ze źródła wody życia. To źródło płynie dla nas w sakramentach. Żeby z niego zaczerpnąć nie potrzeba koneksji, układów. Wystarczy zrobić jedno: przyjść i zaczerpnąć. Wówczas będziemy ze spokojem mówić: Amen. Przyjdź Panie Jezu!