Łza w morzu

Cykl: Przyszli i zostali

 

 

 

Sri Lanka to wyspa w kształcie łzy na Oceanie Indyjskim na wschód od Indii. Wcześniej nosiła nazwę Cejlon i była kolonią Portugalczyków, Holendrów i Anglików. W 1948 uzyskała niepodległość, jednak od tego czasu kraj nawiedzała wojna domowa. Chandra i jej syn uciekli od tych okrucieństw i przybyli do Norwegii w 1997 roku.

 

Tekst: Elisabeth Solberg Zdjęcia: Kristin Svorte Tłumaczenie: Marta Tomczyk-Maryon

 

 

Pada deszcz, nad dzielnicą Groruddalen w Oslo wiszą ciężkie chmury i mgła. W parafii św. Jana na Bredtvet dużo się dzieje: w kościele jest chrzest, w sali parafialnej adoracja Najświętszego Sakramentu. Potem otwierają się drzwi frontowe i do przedsionka wpada mała, elegancko ubrana kobieta. Chandra wita się skinieniem głowy, z tymi których mija, potem siada w wolnym pokoju i wyciąga gęsto zapisane kartki, jakie przygotowała na wywiad. Oto typowa nauczycielka.

– Pochodzę z małego miasteczka na północy Sri Lanki - zaczyna. - Podróż stamtąd łodzią do kontynentalnej części Indii nie zajmuje zbyt wiele czasu. W małym miasteczku mieszkają tylko Tamilowie. Większość ludzi w tym rejonie to chrześcijanie.

 

Ślady kolonizatorów

– Chrześcijaństwo przyszło wraz z kolonizacją Portugalii w XVI wieku. Misjonarze z Europy przywieźli wiarę chrześcijańską.

Och, teraz mi się coś przypomina: słyszałam o tym wcześniej. Franciszek Ksawery odwiedził Indie i Cejlon i nawrócił wielu Hindusów!

– W tym czasie Sri Lanka była jako kolorowy dywan złożony z wielu królestw - kontynuuje Chandra. Król Cankili z Jaffny nie chciał, aby wielu jego poddanych było ochrzczonych i wyprawił swego syna, aby zabił chrześcijan. Kiedy syn odmówił zabijania swojego ludu, sam król stanął na czele armii. W 1544 roku zginęło ponad 600 chrześcijan, a dziś ich grób w Thottaveli jest ważnym punktem pielgrzymkowym dla chrześcijan na Sri Lance. Mam kuzyna, który jest tam księdzem. Ludzie przychodzą tam i proszą męczenników o wstawiennictwo, znane są również historie o chorych, którzy zostali uleczeni. Byłam tam, to było niesamowite!

Oczy Chandry błyszczą, gdy dodaje: - A potem papież odwiedził to miejsce!

– W końcu Holendrzy przejęli władzę w kolonii. Zabili wielu katolików i zniszczyli Domy Boże. W moim rodzinnym mieście był stary kościół. Teraz jest tam tylko cmentarzysko. Dzwon kościelny uratował mieszkańców. Legenda głosi, że chcieli go przenieść w inne miejsce i przewieźć morzem. Ale był tak ciężki, że wypadł za burtę i opadł na dno. Do dziś wielu rybaków na północno-wschodnim wybrzeżu Sri Lanki opowiada, że słyszy uderzenia dzwonu, gdy zbliżają się do miejsca, w którymon się znajduje.

 

Szczęśliwe dzieciństwo

Chandra była numerem pięć wśród ośmiorga rodzeństwa - sześciu chłopców i dwóch dziewczynek. Jej ojciec pracował jako poczmistrz, podczas gdy matka zajmowała się domem.

– Mój dom był pełen miłości,  wiara odgrywała ważną rolę. Stałe rytuały kształtowały nasze codzienne życie. Modliliśmy się i czytali Biblię. Kiedy odwiedzali nas goście, często uczestniczyli we wspólnej modlitwie. W moim rodzinnym mieście kościół był centrum duchowym i kulturalnym. Odkąd mieszkaliśmy tuż przy kościele, od czasu do czasu chodziliśmy na Mszę w tygodniu i zawsze w niedziele. Wieczorami w kościele było dużo aktywności, w tym śpiewy, zajęcia rekreacyjne i Różaniec. Ksiądz odgrywał znaczącą rolę w lokalnej społeczności. Jeśli miałeś problemy, mogłeś się do niego zwrócić, Kościół pomagał i spełniał ważną funkcję społeczną.

Chandra staje się melancholijna, gdy myśli o swoich rodzicach.

– Mama i tata byli tacy mili. Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam tuż obok mojej szkoły i dobrze pamiętam, że czasami na dużej przerwie szłam do domu, do mojej mamy, która robiła sok z limonki i gotowane jajka, a potem siedziałyśmy razem tylko we dwie, jadłyśmy i piły, rozmawiałyśmy i miałyśmy chwilę tylko dla siebie.

Mały, prosty epizod w morzu dobrych wspomnień, który zapewnił bezpieczeństwo, radość i wyposażył ją na trudny czas, który przyszedł potem.

– Mama była tak pełna śmiechu i zabawnych historii. Tata nauczył mnie śpiewać. Lubił też brać udział w przedstawieniach teatralnych podczas dużych obchodów - wspomnień świętych, takich jak obchody św. Wawrzyńca; organizował przedstawienia, podczas których mieszkańcy przedstawiali życie świętego. Jako młoda dziewczyna zaczęłam edukację   w szkole klasztornej w Jaffnie. Przez chwilę myślałam, że pójdę do klasztoru, ale nic z tego nie wyszło.

 

 

Ciemne chmury

Po ukończeniu szkoły średniej Chandra studiowała na Uniwersytecie w Jaffnie. Potem wybuchła wojna. Chandra przywołuje wspomnienie ze studiów:

– Mieszkałam w wynajętym domu z czterema przyjaciółkami. W czerwcową noc, na początku lat osiemdziesiątych, kiedy przygotowywaliśmy się do egzaminu, usłyszałyśmy ogłuszający hałas. Prąd zniknął i wszystko pogrążyło się w ciemności. Przerażone otworzyłyśmy drzwi i ruszyłyśmy w kierunku najbliższego lasu. Tam schowałyśmy się pod szerokimi liśćmi bananowca. Siedziałyśmy tam drżąc i słyszałyśmy przechodzących żołnierzy. Na szczęście nie odkryto nas. Później dowiedziałyśmy się, że Tygrysy zabiły tej nocy trzynastu wojskowych z rządowej armii syngaleskiej. Następnego dnia Syngalezi zemścili się. Zabrano przypadkowych cywilów. Widziałam żołnierzy, którzy z drugiego piętra sklepu strzelali do samochodów, które ich mijały. Po tych wydarzeniach pojechaliśmy do domu na miesiąc, ale potem musiałyśmy wrócić na studia. W drodze powrotnej do Jaffny musiałyśmy przejść przez las, ponieważ podróżowanie po drogach, gdzie mogłyśmy zostać zastrzelone lub porwane było niebezpieczne.

Kiedy skończyła studia, Chandra wróciła do rodzinnego miasta, gdzie zaczęła pracować jako nauczycielka. Miejscowa szkoła jej potrzebowała.

 

Poszkodowana ludność cywilna

– Żołnierze rządu syngaleskiego nieustannie szturmowali nasze miasto i brali przypadkowych cywilów. Często przychodzili w nocy. Przeszukali dom i szukali ludzi, których nazwiska mieli podane. Wielu ludzi, zarówno kobiet, mężczyzn, jak i dzieci, zostało porwanych i uprowadzonych, i nikt nie wie, gdzie trafili i jaki los ich spotkał. Zostali zabrani tylko dlatego, że byli Tamilami. Bałam się, że podzielę ten sam los. Nasz dom był przy drodze i przez cały czas żołnierze przejeżdżali w jeepie. Strach paraliżował szczególnie nocą.

 

Nowa epoka życia

Chandra poślubiła dalekiego krewnego z tego samego miasta, Charlsa. Mieszkali u jej rodziny. Charles był najstarszy wśród licznego rodzeństwa i od czasu śmierci ojca, opiekował się rodziną. W następnym roku, w 1989 urodził się syn.

– Mój mąż był biznesmenem i właścicielem dużej ciężarówki - opowiada Chandra, rzucając szybkie spojrzenie za okno. - Nawiasem mówiąc, przychodzi dziś na Mszę o 18.00 - zerka na zegar. - Mam nadzieję, że pamiętał o parasolu!

Jednak przestało padać; krople na oknie zgromadziły się w małych jeziorach na parapecie. Chandra wróciła na Sri Lankę.

– Nasze miasto było szczególnie narażone podczas wojny. W pobliżu była baza wojskowa. Ciągle słyszeliśmy strzały wokół nas. W porcie był okręt wojenny. Tygrysy strzelały i pudłowały, wysyłały bombowce sił rządowych i mściły się na ludności cywilnej. Raz uciekliśmy z ciężarówki. Żołnierze dzięki narzędziom nawigacyjnym nas odkryli. Charles zaparkował obok dużego drzewa. Żołnierze strzelali do nas artylerią, ale ponieważ odległość była duża, trafili w drzewo; został postrzelony pień. Bóg usłyszał nasze modlitwy także i tym razem. Wielu ludzi, których znałam, było chorych ze strachu o życie swoje i swoich bliskich.

W mieście byli ludzie, którzy byli członkami Tygrysów.

Pewnego dnia zaatakowali mojego męża i wycelowali broń w jego skroń.  W ten sposób zmusili go do porzucenia ciężarówki. Żołnierze rządowi wierzyli jednak, że dobrowolnie oddał je Tygrysom i że z nimi współpracował. Wydawało się że wkrótce spotka się ze swoim ojcem. Przyszli do nas żołnierze rządowi, którzy pytali o Charlesa. Na szczęście udało mu się uciec do lasu. Zrozumieliśmy, że musimy się stamtąd wynieść. W nocy zeszliśmy do portu i przywołaliśmy łódź, która przewoziła uchodźców do Indii. Rząd miał rozmieszczone okręty wojenne wzdłuż wybrzeża, więc aby nie zostać odkrytymi musieliśmy płynąć bez silnika. Ale udało nam się i zostaliśmy umieszczeni w obozie dla uchodźców w Indiach. Życie w obozie dla uchodźców jest śmiertelnie nudne. Życie zamienia się w czekanie. Przygotowujesz jedzenie, w przeciwnym razie nie ma nic do zrobienia.

 

Znowu w domu

– Po dwóch latach sytuacja na Sri Lance uspokoiła się i wróciliśmy. Zaczęłam znowu pracować i przez pewien czas żyliśmy we względnej normalności. Ale potem wojna domowa uderzyła w nas z nową siłą i warunki stały się jeszcze gorsze niż wcześniej. Poruszanie się na zewnątrz było niebezpieczne, dzieci nie mogły chodzić do szkoły. Wielu straciło krewnych, inni wdepnęli na miny lądowe, które rozerwały im nogi i ręce. Ludzie zostali uprowadzeni i nigdy nie odnalezieni. Chociaż nie straciłam żadnego z moich krewnych, zastrzelono kilku dalszych członków rodziny.

Codzienne wydarzało się coś przerażającego.

– Jedna rzecz zapadła mi w pamięć: kiedyś wielu żołnierzy rządowych przybyło do mojej wioski. Z krzykiem wywołali ludzi z domów, ponieważ zamierzali przeszukać domy. Wszystkich zaprowadzono do kościoła. Najpierw żołnierze weszli do naszych domów, a potem przyszli do kościoła z kimś, kogo złapali. Nas, pozostałych ustawiono w szeregu z zawiązanymi oczami. W samochodzie siedział żołnierz, a ci z nas, których wskazał mieli być zastrzeleni. Na ślepo musieliśmy przemaszerować obok samochodu, podczas gdy mężczyzna skinął głową w kierunku tych, których wybrał - strachu, który odczuwasz, nie da się opisać!

Gdzie trafiali wszyscy Tamilowie, którzy zostali uprowadzeni przez żołnierzy rządowych? Nigdy nie było wiadomo.

– Raz wzniesiono nowy budynek w pobliżu mojego domu. Podczas wykopalisk znaleziono masowy grób. Próbki ciał zostały wysłane, aby je zidentyfikować, ale rząd zablokował dalsze informacje.

Chandra opuściła ręce, by zilustrować, jak bardzo są bezsilni.

 

 

 

„Tygrysy” są ludźmi

 Chandra dziękuje Bogu za przetrwanie wojny. Zastanawia się nad wojną, na którą narażony był jej kraj.

– Wszyscy jesteśmy ludźmi na dobre i na złe. Popełniane błędów jest ludzkie. Jednak nie rozumiem, dlaczego ludzie muszą uciekać się do przemocy i zabijać się nawzajem. Muszą istnieć lepsze sposoby rozwiązywania problemów. Musimy traktować drugiego jak bliźniego: Tygrysy to ludzie, syngalescy żołnierze także. Wszyscy jesteśmy tak samo wartościowi.

Pośród morza zła istnienie takich wartości jest niemal cudem. Czy miłość nie może łatwo rozpaść się w obliczu wrogości i nienawiści, które towarzyszą nam na co dzień? Czy pytanie - gdzie Bóg w tej całej przemocy? -  nie jest naturalne?

– Nigdy nie przyszło mi do głowy, że Bóg może zniknąć. Nasze życie jest w jego rękach.

 

Rozdzielona rodzina

– W latach dziewięćdziesiątych warunki na północy Sri Lanki stały się tak trudne do zniesienia, że rozmawialiśmy o ponownej ucieczce. Mój mąż ubiegał się o status uchodźcy w 1991 i przypadkowo otrzymał azyl w Norwegii. Tam miał siostrę, która studiowała, więc wiedział, gdzie jest ten kraj. Ja musiałam zostać na Sri Lance z moim synem i kontynuować pracę jako nauczycielka. Trudno było utrzymać kontakt z Charlesem. W wiosce nie mieliśmy elektryczności podczas wojny, więc musiałam jechać 18 mil autobusem, aby dostać się do sklepu z telefonem. Próbowaliśmy zorganizować czas dzwonienia, ale ponieważ ani Charles nie miał własnego telefonu, to zdarzało się, że dzwoniłam bezskutecznie   przez trzy godziny próbując go złapać. Nie widzieliśmy się przez sześć lat. W końcu w 1997 roku mój syn i ja dostaliśmy pozwolenie na przeniesienie się do Norwegii ze względu  na łączenie rodzin. Po krótkim pobycie na północy Norwegii przeprowadziliśmy się do Oslo. W 1998 roku urodziłam drugiego syna.

W jaki sposób Chandra mogła wrócić do normalności po tak długo trwających traumatycznych przeżyciach? Prawdopodobnie miłość, wiara i bezpieczeństwo, które otrzymała w dzieciństwie dały jej mocne podstawy. Proste, szczęśliwe zdarzenia z lat sześćdziesiątych zbiegają się z dobrymi wspomnieniami tworząc trwałą ochronę w trudnych czasach. Chandra i rodzina osiedlili się w Groruddalen w Oslo. Tam mają swój kościół i tam poznali ludzi z lokalnej społeczności. Kiedy przyjechała do Norwegii, najpierw uczęszczała na kurs norweskiego. Po pewnym czasie dostała pracę jako nauczycielka języka obcego - tamilskiego, ale od czasu, gdy tamilscy uchodźcy nie przyjeżdżają już do Norwegii, zaczęła uczyć w szkole podstawowej. Charles pracuje w szpitalu.

– Przez pierwsze kilka lat trudno było żyć w Norwegii - mówi. - Klimat był surowy i nie znałam nikogo; ale czujemy się mocno przywiązani do naszego kościoła. Tam mamy środowisko i możemy praktykować naszą wiarę. W domu niełatwo jest zachować wszystkie rytuały, które mieliśmy, ponieważ dzieci dorastały w społeczeństwie norweskim i były pod jego wpływem. Więc nie praktykujemy już wspólnej modlitwy. Ale możemy czcić Boga w kościele. Nasz najstarszy syn nie chodzi na Mszę w każdą niedzielę, ale młodszy dołącza do nas. Jak będzie z wnukami ... zobaczymy.

Chandra nie wygląda na zmartwioną. Zawsze ufała swojemu Panu. Więc on też pomaga.

 

 

Odwiedziny w ojczyźnie

Na pytanie czy po tym jak skończyły się niepokoje odwiedziła ojczyznę, odpowiada:

– W ostatnich latach byliśmy na Sri Lance kilka razy. Nasz najstarszy syn ożenił się tam. Moja mama bardzo tego pragnęła, bo on dorastał z moją rodziną. A potem pojechałam do domu na pogrzeb mojej matki.

Na twarz Chandry pada cień. Ma jeszcze jedną historię do opowiedzenia.

– Była środa w Wielkim Tygodniu, cztery lata temu, przygotowywałam wielkanocną liturgię w kościele z moim chórem. Nagle dostałem telefon z domu z wiadomością, że zdarzył się wypadek. Mama i szwagierka wsiadły z moim bratem w autorikszę, taki zmotoryzowany trójkołowiec. Było późno w nocy i z jakiegoś powodu mój brat zjechał z drogi i zderzył się z drzewem. Te dwie pasażerki zginęły. Byłam w szoku. I pomyśl, że inny brat, który mieszkał w Indiach, dostał wylewu, gdy usłyszał tę wiadomość. Zmarł po kilku dniach. Wtedy możesz myśleć, że ciężko jest żyć tak daleko od domu! Pośpiesznie udaliśmy się na Sri Lankę na pogrzeby.

Chandra siedzi i wspomina matkę, którą tak bardzo kochała.

– Rozmawiam z nią codziennie. Myślę, że jest ze mną.

Wskazówka zegara zbliża się do szóstej, wkrótce Msza. Chandra pakuje się i szuka Charlesa. Na zewnątrz wiosna, krople wiszą na drzewach, gdy uderzają w nie promienie słoneczne migają. Pomyśl jako to radość mieszkać w tak spokojnym kraju jak Norwegia! Co za absurd, że ludzie muszą cierpieć z powodu wojen wywołanych przez nienawiść i zło! Niech to nie będzie łza, którą znajdziemy w morzu na wschód od subkontynentu indyjskiego ... Bóg płacze!

 

W 1972 powstała Demokratyczno- Socjalistyczna Republika Sri Lanki. W kraju mieszkają dwie główne grupy: syngaleska (74%) i tamilska (18%). Po wyzwoleniu Syngalezi przejęli władzę i przyznali sobie przywileje kosztem Tamilów. W latach 70. XX w. powstała bojowa separatystyczna organizacja Tamilskie Tygrysy. Ich celem było ustanowienie na północy i północnym wschodzie wyspy państwa tamilskiego. W roku 1983 rozpoczęła się wojna domowa między obiema grupami narodowościowymi. W latach 2000-tych na Sri Lance stale wybuchały działania wojenne. Prowadzono negocjacje pokojowe, w których Norwegia była mocno zaangażowana, ale dopiero w 2009 r., kiedy Tygrysy zostały pokonane, sytuacja się uspokoiła.

W kraju jest około 7,5% chrześcijan, większość ludności stanowią buddyści. Atak terrorystyczny na chrześcijan w Kolombo na Wielkanoc 2019 r. nie był związany ze starym konfliktem na Sri Lance; wydaje się, że jest to międzynarodowa zemsta islamistów.

 

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru pisma St. Olav. W wersji elektronicznej, po norwesku znajdziesz go tutaj 

Aby otrzymać pismo pocztą, bez żadnych opłat należy tylko  wypełnić abonament, klikając tutaj

Przeczytajcie również historię Wietnamczyka, który w latach 80. rozpoczął nowe życie w Norwegii