Nad Bożym Słowem. XVI Niedziela okresu zwykłego (2019)

 

Czy nie wolimy dużo mówić, dyskutować roztrząsać, zamiast słuchać?

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

Kolejna niedziela w roku liturgicznym. Po całym tygodniu pracy, przeżywania różnych spraw, a może wakacyjnego odpoczynku przychodzimy na Eucharystię. To nasze spotkanie z Chrystusem i Jego słowem jest wypełnieniem zaproszenia jakie On sam do nas kieruje: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię.

Dlaczego odwołuję się właśnie do tych słów? Ponieważ Słowo Boże, które jest nam dzisiaj dane w pewien sposób odsyła właśnie do nich.

W pierwszym czytaniu zaczerpniętym z Księgi Rodzaju mamy przypomnianą dobrze nam znaną postać Abrahama. Spotykamy go w sytuacji, kiedy Bóg przychodzi do niego w gościnę. Zauważmy, że tutaj mamy coś odwrotnego niż słowa, które przywołałem powyżej. To Bóg przychodzi do człowieka, a nie odwrotnie. Zauważmy, że podobnie wyglądało to, kiedy Bóg przyszedł do ogrodu na początku i wołał: Adamie, gdzie jesteś…? Tam człowiek przestraszył się i chciał ukryć się przed Bogiem. Chciał ukryć nie tylko siebie, ale także swoje nieposłuszeństwo wobec Boga. Tutaj mamy sytuację odwrotną. Abraham - człowiek zawierzenia, chyba w jakiś sposób wyczuwa, że owi wędrowcy, to nie są zwykli ludzie przemierzający ziemię, ale, że jest to sam Bóg, który przyjmując postać człowieka przychodzi do człowieka. Abraham, spojrzawszy, dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich, podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: «O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalej, skoro przechodzicie koło sługi waszego». A oni mu rzekli: «Uczyń tak, jak powiedziałeś».

Widzimy, że Abraham stara się wypełnić to wszystko, co nakazywało prawo gościnności, ale jednocześnie zwraca się do owych wędrowców słowem: Panie. Nie nazywa siebie panem. Zamiast tego mówi: „jestem sługą waszym”. Myślę, że te słowa to wskazówka, że Abraham w owych trzech wędrowcach rozpoznawał samego Boga. Warto zwrócić uwagę ba jeszcze jedną kwestię. Kiedy Abraham już podaje posiłek owym wędrowcom, wówczas słyszy słowa, że za rok będzie miał syna. Jak wielkie musiało być jego zaskoczenie. Przecież doskonale zdawał sobie sprawę, z wieku swojego i swojej żony Sary. Mimo, że to co słyszy wydaje się przeczyć rozumowi,  nie podejmuje polemiki, tylko przyjmuje wszystko z pokorą.

Dlaczego to jest dla nas takie ważne? Każdy z nas bez względu na wiek może znaleźć się w różnym położeniu. Może przez długie lata nawet będziemy o czymś myśleć i tego pragnąć. Może będzie nam się wydawało, że to już nie realne i nie możliwe, aby się spełniło. Wówczas może i w naszym życiu wydarzyć się takie spotkanie jak pod dębami Mamre, gdzie przyjdzie Pan i zapowie wypełnienie obietnicy. Co wówczas pozostaje? Przyjąć postawę Abrahama, czyli postawę wiary i zawierzenia. To może być trudne, bo rozum będzie podpowiadał zgoła coś innego. Jednak wtedy przypomnijmy sobie słowa: dla Boga bowiem, nie ma nic niemożliwego.

Dzisiejsze czytanie z Ewangelii przynosi natomiast dobrze nam znany obraz dwóch sióstr Marty i Marii w chwili kiedy Jezus przychodzi do ich domu. Nie wiemy czy przyszedł sam, czy może byli z nim również jacyś uczniowie. Wiemy natomiast jedno, że Marta zajęta, jak mówi Ewangelia, różnymi posługami, zaczyna irytować się na Marię, że została w tej posłudze sama. Jezus jednak wyraźnie wskazuje, że posługa Marty jest ważna, ale nie najważniejsza. Potrzeba jeszcze postawy Marii, czyli słuchania.

Ta ewangeliczna scena nie jest wcale daleka realiom naszego życia. Często bowiem tak bywa, że niespodziewani goście w domu, to źródło lekkiego „zamieszania”; chcemy przecież ich dobrze przyjąć. Może jednak warto też czasem pomyśleć o tym, żeby to spotkanie nie ograniczyło się tylko do tego, co na stole, ale żeby zostało wypełnione wzajemnym dzieleniem się sobą i swoim życiem. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwe, ale po takim spotkaniu będziemy zapewne bardziej czuli się napełnieni sobą.

Czy te postaci, o których dzisiaj słyszymy mogą nas czegoś nauczyć? Wydaje się, że najważniejszą postawą, która się tutaj objawia jest postawa słuchania. Już w na kartach Starego Testamentu mamy obraz kapłana Helego, który uczy małego chłopca Samuela: I znów Pan powtórzył po raz trzeci swe wołanie: «Samuelu!» Wstał więc i poszedł do Helego, mówiąc: «Oto jestem: przecież mię wołałeś». Heli spostrzegł się, że to Pan woła chłopca. Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha». Odszedł Samuel, położył się spać na swoim miejscu. Przybył Pan i stanąwszy zawołał jak poprzednim razem: «Samuelu, Samuelu!» Samuel odpowiedział: «Mów, bo sługa Twój słucha. Również modlitwa każdego Izraelity rozpoczyna się od słowa: słuchaj.

Ktoś kiedyś powiedział, że dlatego właśnie mamy dwoje uszu i jedne usta, by więcej słuchać niż mówić. Czy jednak dzisiaj nie jest trochę odwrotnie? Czy nie wolimy dużo mówić, dyskutować roztrząsać, zamiast słuchać?

Jan Paweł II do tłumu, który skandował: Kochamy Ciebie! powiedział kiedyś: Wy mnie kochacie, ale mnie nie słuchacie!

Okres wakacji to okazja do tego, aby znaleźć czas właśnie na słuchanie. Słuchanie Boga i słuchanie drugiego człowieka. Nie utraćmy żadnej z okazji, aby jak Abraham, Marta czy Maria przeżyć radość spotkania, ale też doświadczyć daru słuchania.