Nad Bożym Słowem. XXI Niedziela okresu zwykłego (2019)

Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi…

 
 
Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

 

Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi… Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste ślady czyńcie nogami, aby kto chromy, nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.  Przytoczone zdania są zaczerpnięte z Bożego Słowa, które dziś rozważamy. Zastanówmy się nad nim i poszukajmy w nich własnego życia.

Pewnie każdy z nas choć raz zadał sobie pytanie: jak to będzie z tym zbawieniem, albo jak to będzie niebie? Czy rzeczywiście spotkamy tam naszych bliskich? Kto będzie zbawiony? Czy wszyscy, czy rzeczywiście tylko nieliczni? Oczywiście teologowie od lat poświęcają temu zagadnieniu dużo miejsca w swoich dociekaniach i mają wiele różnych teorii na ten temat. Nie mniej jednak wydaje się, że najlepszą odpowiedź na rzeczywistość zbawienia dają słowa samego Jezusa: Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują. Także Ewangelia, którą dziś rozważamy jest dla nas wskazówką. Jezus zaczyna swoją wypowiedź od stwierdzenia: usiłujcie wejść przez ciasne drzwi
W tym miejscu od razu na myśl przychodzi mi obraz Drzwi Świętych z rzymskich bazylik. Kto miał okazję być w Rzymie, to może trochę ze zdziwieniem, ale szybko zauważał, że owe wspomniane Święte Drzwi, nie są umieszczone jako centralne, ale są najmniejsze ze wszystkich, poprzez które wierni wchodzą do świątyni. To jest właśnie nawiązanie do przywołanych słów Jezusa. Ciasność tych drzwi nie oznacza, że Bóg chce coś ograniczyć. By wejść przez te drzwi trzeba okazać pokorę, uznać swoją małość, czasem grzeszność i słabość. Przypomnijmy sobie jeszcze inną scenę, która koresponduje z dzisiejszą Ewangelią: postacie bogatego i grzesznika, którzy przyszli do świątyni, aby stanąć przed Bogiem. Bogaty stał wyprostowany i można powiedzieć wręcz przechwalał się przed Bogiem swoją pobożnością, natomiast grzesznik klęknął pokornie, i jak zaznaczył ewangelista, nawet wzroku nie śmiał podnieść. Jedyne co robił to prosił Boga o miłosierdzie. Dlaczego przywołuję te słowa? Dzisiaj w Ewangelii słyszymy: Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. 

Te słowa to ostrzeżenie. Ktoś może powiedzieć, że się modlił, że chodził do kościoła itd., a Pan domu zamknął drzwi. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Drzwi są zamknięte, bo stawaliśmy przed Bogiem, jak ów wspomniany bogacz, bo może chcieliśmy, żeby wszyscy widzieli naszą wiarę i zaangażowanie w życie religijne. Jezus mógłby powiedzieć o nas: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji. Dzisiaj w Ewangelii słyszymy: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości! Teoretycznie chrześcijanie, a praktycznie?  Dlatego czasem przychodzi nam się zmierzyć z tym, co przywołałem na początku, a zostało zaczerpnięte z drugiego czytania: Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste ślady czyńcie nogami, aby kto chromy, nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.  

Czasem wydaje nam się, że to, co nas spotyka jest niesłuszne. Że Bóg nas nie kocha, tylko ciągle czeka, aby nas ukarać. Jeśli jednak w tym, co przychodzi zaczniemy szukać właśnie Boga, zaczniemy pytać: co chcesz mi przez to powiedzieć, czego mnie nauczyć? Zaczniemy inaczej odczytywać to, co się w naszym życiu dzieje. Słyszymy dzisiaj słowa: Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?  Bóg stawia wymagania nie po to, aby upokorzyć, ale by ukształtować.

Jutro wielu naszych rodaków stanie przed tronem Jasnogórskiej Pani, w dniu Jej święta. Stanie w miejscu, o którym Jan Paweł II, z okazji sześćsetlecia istnienia powiedział: Ta jasnogórska ewangelizacja do życia w wolności godnej synów Bożych ma swą długą, sześciowiekową historię. Maryja w Kanie Galilejskiej współpracuje ze swoim Synem. To samo dzieje się na Jasnej Górze. Iluż w ciągu tych sześciu wieków przeszło przez jasnogórskie sanktuarium pielgrzymów? Iluż tutaj się nawróciło, przechodząc od złego do dobrego użycia swojej wolności? Iluż odzyskało prawdziwą godność przybranych synów Bożych? Jak wiele o tym mogłaby powiedzieć kaplica jasnogórskiego Obrazu? Jak wiele mogłyby powiedzieć konfesjonały całej bazyliki? Ile mogłaby powiedzieć Droga Krzyżowa na wałach? Olbrzymi rozdział historii ludzkich dusz! To jest też chyba najbardziej podstawowy wymiar jasnogórskiego sześćsetlecia. Pozostał on i nadal pozostaje w żywych ludziach, synach i córkach tej ziemi, gdy do ich serc Bóg zsyła Ducha Syna swego tak, że w całej wewnętrznej prawdzie mogą wołać: „Abba! Ojcze!”. 

Czyż nie jest to miejsce, w którym realizują się słyszane dzisiaj słowa: wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste ślady czyńcie nogami, aby kto chromy, nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.  Jasnogórskie sanktuarium jest chyba najlepszym przykładem wypełnienia tych słów.

Możemy więc już dziś wołać: Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, a Jej święty obraz jasnogórski wsławiłeś niezwykłą czcią wiernych, spraw łaskawie, abyśmy na ziemi z zapałem walczyli w obronie wiary, a w niebie wysławiali Twoje zwycięstwo.