Nad Bożym Słowem. XXVI Niedziela okresu zwykłego (2019)

 Ty, o człowiecze Boży, podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością

 
 
 
Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

Nad Bożym Słowem. XXVI Niedziela okresu zwykłego (2019)

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. To zestawienie sytuacji życia dwojga ludzi - bogatego i biednego, zaczerpnięte z dzisiejszej Ewangelii nie jest nam obce. To jest obraz, który znamy z naszej rzeczywistości. Co ciekawe obie te rzeczywistości spotykają się w jednym miejscu, a mianowicie przy bramie pałacu. Dla bogatego, którego nawet nie znamy z imienia, brama stanowiła symbol bezpieczeństwa, ochrony dóbr, które zgromadził. Brama oddzielała też jego życie od świata, nad którym być może nawet się wynosił, który pewnie bardziej widział w kategorii źródła dochodu. Być może żebrak Łazarz, który leżał opodal tej bramy był dla niego czymś odrażającym. Dla Łazarza, brama też miała swoje znaczenie. Ona stanowiła dla niego oddzielenie, od normalnego, godnego życia. On przecież nie szukał jakichś wielkich rzeczy. Ewangelista podaje, że pragnął tylko nasycić swój żołądek, i to nie czymś wyszukanym. Jemu wystarczyłyby odpadki. W tym fragmencie mamy pokazaną jeszcze jedną smutną prawdę. Ów żebrak Łazarz, więcej troski otrzymał od psów, które lizały jego wrzody, niż od ludzi, którzy mogli mu pomóc.

Chciałbym abyśmy zatrzymali się przed tym Słowem, jak przed lustrem i spróbowali się trochę przyjrzeć samym sobie. Zwyczajne lustro jest takim niezwykłym przedmiotem ponieważ kiedy przed nim staniemy, to pokazuje ono całą prawdę o nas. Nie da się tutaj czegoś zatuszować czy zakryć. Lustro pozwala nam też zobaczyć, co w danym momencie dzieje się za nami. Mówię o tym, ponieważ dzisiaj dużo się mówi właśnie o tym patrzeniu przed siebie, o przebojowości, kreatywności, zdobywaniu świata. Niestety często podążamy za wartościami i rzeczami, które w żaden sposób nie są nam konieczne do życia, ale często je nabywamy, żeby zachować się trochę jak ów bogacz. Jak echo przychodzą mi teraz słowa zapisane w innym miejscu Ewangelii: głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od Ciebie. Komu przypadnie to, coś przygotował?

Posiadanie dóbr nie jest niczym złym, jeśli nie jest to cel sam w sobie. Jeden z nowo mianowanych kardynałów broniąc godności i prawa najsłabszych i najbiedniejszych powiedział kiedyś: co dobrego jest w złocie, jeśli nie możesz napić się wody? No właśnie co dobrego w posiadanym majątku, jeśli stracimy z oczu człowieka? Ile takich właśnie życiowych historii jest nam dobrze znanych. Czy ten bogaty człowiek z dzisiejszej Ewangelii nie miał imienia? Myślę, że je posiadał, ale jego życie, może nawet sposób zdobywania owego bogactwa, sprawiły, że w oczach ludzi stał się bezimienny. Łazarz, chociaż pewnie posiadał tylko to, co miał na sobie, zachował swoją godność. Zachował swoje imię. Zauważmy, że ostatnie akapity tego fragmentu, to wyraźne wskazanie potrzeby nawrócenia: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą”. Dlaczego to właśnie Abraham odpowiada, a nie sam Bóg. Abraham, to ojciec wiary, ten, który pierwszy posłuchał Głosu, który zaufał wbrew ludzkiej logice. Łazarz, pewnie tak samo zaufał, wbrew logice, wbrew wszystkiemu i to stało się jego nagrodą. Ewangelia pokazuje nam jedno, że jeśli nie posłuchamy Mojżesza, czyli prawa i proroków, to chociażby działy się na naszych oczach największe cuda, to i tak byśmy nie uwierzyli. Czy nie jest tak? Ilu ludzi kontestuje dzisiaj cuda Eucharystyczne, objawienia Matki Bożej, świętość życia tylu świętych. Niemal każdego dnia możemy usłyszeć o zacofaniu, tych którzy wierzą, o ciemnogrodzie itd. Jednak z drugiej strony na własne oczy możemy zobaczyć jak Boże Słowo jest żywe, jak realizuje się na naszych oczach.

Święty Paweł w drugim czytaniu daje nam dzisiaj piękne wskazanie: Ty, o człowiecze Boży, podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością. Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków. Jest czymś niezwykłym i pięknym, kiedy spotykamy takich właśnie ludzi. Oni przynoszą radość w serce, ale też umacniają naszą wiarę.

Przed nami za kilka dni miesiąc październik. Czas szczególnej modlitwy różańcowej. Z woli Ojca Świętego także miesiąc misyjny. Chciałbym w tym kontekście, dzisiejszego Słowa i tego co przed nami, podzielić się pewnym  wierszem.

 

W małej izdebce, tuż obok łóżka,

z różańcem w ręku klęczy staruszka.

Czemuż to babciu mówisz pacierze?

Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.

 

 Wierzę, że te małe paciorki z dębiny

moc mają ogromną, odpuszczają winy.

Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy

 ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy.

 

Pierwsza dziesiątka jest za papieża,

niech nami kieruje, Bogu powierza.

Druga w intencji całego Kościoła,

modlitwą silny wszystkiemu podoła.

 

Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie,

a może w czyśćcu lub większej potrzebie.

Czwartą odmawiam w intencji syna...

Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna.

 

 Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu

 odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu.

Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości

dał wolną wolę dla całej ludzkości.

 

 Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny

 zamienił na chciwości, wyzysk i wojny.

 I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga

 nie wini siebie, lecz zawsze Boga.

 

 Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,

 gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,

 zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu,

lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.

 

Awantury, alkohol, płacz i siniaki.

Czemu swym dzieciom los zgotował taki?

Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,

spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.

 

Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,

Bogu polecam swych wnucząt udręki.

Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,

z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

 

„Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie,

bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.

Na nic te posty i twoje modły,

bo los już taki musi być podły”.

 

Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.

Wie, że jest chora, niedługo skona.

Co będzie z synem, z jego rodziną?

Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

 

I zmarła nieboga. Wezwano syna

ten twardo powiedział - nie moja to wina.

Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,

poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.

 

 Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,

 w miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.

 Nie ma paciorków - patrzy i nie wierzy,

 palcami starte od milionów pacierzy.

 

Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,

przypomniał swe kpiące o niej słowa.

Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,

Wybacz mi - krzyknął - Boże mój kochany!

 

Ożyło w końcu syna sumienie,

przysięgam ci matko, że ja się zmienię.

Całował zimne swej matki dłonie,

twarz łzami zoraną i siwe skronie.

 

Rzucił nałogi, oddał się Bogu,

Szczęście gościło w ich domu progu.

I codziennie wieczorem, całą rodziną,

Różaniec mówili za matki przyczyną”.