Potrzebujemy autorytetu Prymasa Tysiąclecia

 

Pomnik papieża Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego na Placu Farnym w Prudniku

 

 

Maciej Szepietowski rozmawia z o. Witem Bołdem - gwardianem, kustoszem sanktuarium św. Józefa w Prudniku-Lesie

 

– Czy z perspektywy prudnickiego klasztoru można powiedzieć, że potrzebujemy autorytetu Stefana kard. Wyszyńskiego?

 – Ja mam bardzo mocne poczucie, że jest taka potrzeba. Ludzie tu przyjeżdżają, rocznie sto autokarów, chcą się dowiadywać. Prudnik Las to przecież miejsce, w którym był więziony Prymas Tysiąclecia (od 6 X 1954 r. do 27 X 1955 r.) Był niezwykłą postacią. To człowiek, dzięki któremu Kościół w Polsce się nie rozpadł. Gdyby do tego doszło, Kościół w Polsce byłby niszczony tak jak w Czechach. Dzięki człowiekowi, który był więziony przez trzy lata, bez możliwości kontaktu ze światem, tak się nie stało. Wydawało się, że władze komunistyczne zrobiły z nim i z Kościołem w Polsce, co chciały. Ale cały czas był prymas. Nie wiadomo, gdzie był, ale był. Był filarem, skałą dla Kościoła w Polsce. Postawa władz komunistycznych potwierdza, jak bardzo to było ważne. Na początku składano mu propozycję rezygnacji ze stanowisk kościelnych. Wtedy pozwolą mu zamieszkać w klasztorze na uboczu i dadzą spokój. A prymas odpowiadał konsekwentnie, że ze stanowisk może go zwolnić tylko Ojciec Święty. Przypomnę tu słowa Jana Pawła II: „Nie byłoby papieża - Polaka na Stolicy Piotrowej, gdyby nie było twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem. Tej heroicznej nadziei zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”. Prymas jest ważny dla Kościoła w Polsce i na świecie. Także dzisiaj daje nam pewne wskazówki.

 

– Jakie?

–  Prymas był zawsze zdecydowany, by Kościół w Polsce był wierny Chrystusowi i nie ulegał wygodnictwu współpracy z władzą ze szkodą dla Kościoła. To był powód jego uwięzienia. W memorandum Kościoła znalazło się zdanie: wolimy, aby stanowiska kościelne były nie obsadzone niż miały przypaść w udziale ludziom niegodnym. A przecież władze komunistyczne chciały całkowicie decydować o powoływaniu i odwoływaniu na stolice biskupie. Dziś mamy zupełnie inną sytuację polityczną i społeczną, ale ta myśl powraca. Może się obniżyć poprzeczka w kwestii przyjmowania młodych ludzi do seminariów. Tymczasem lepiej, by było za mało kapłanów niż kapłanami mieli zostać ludzie z różnych powodów niegodni, nie do końca gotowi na taką posługę. Myśl prymasa: lepiej, by stanowiska kościelne były nie obsadzone, nabiera nowego znaczenia w dzisiejszym świecie.

Władze państwowe pokazywały prymasa jako despotę. Tymczasem przy swojej nieugiętej postawie szukał porozumienia z władzą. Gdy ta próbowała deptać Kościół, zerwała konkordat, prymas dążył do porozumienia, co było nie po myśli nawet Stolicy Apostolskiej. Musiał się tłumaczyć z porozumień, których władza zresztą nie przestrzegała. Wyrzucono przecież religię ze szkół. Nie będę tego rozwijał, zainteresowanych odsyłam do „Zapisków więziennych”. 12 marca 1956 r. umarł Bolesław Bierut, który był głównym krzywdzicielem prymasa. Prze piękna jest myśl z nim związana - „A ja za niego odprawię jutro Mszę św. Może wszyscy się od niego odwrócą, tak jak odwrócili się od Stalina. Ale ja o nim nie zapomnę”. To przepiękna postawa pojednania, szacunku do drugiego człowieka, nawet do przeciwnika. Prymas zapisał to również w swoim testamencie. „Rodakom sprawującym rządy wybaczam wszystkie oszczerstwa, jakimi mnie zaszczycili”. Tak samo traktował wewnętrznych przeciwników. Księży, którzy mieli kontakty ze Służbą Bezpieczeństwa, dopuszczali się wystąpień przeciwko władzy kościelnej i mieli nałożone kary kościelne, traktował po ojcowsku.

Znalazłem w archiwach IPN list do jednego z takich księży. Zaczynał się od zwrotu „Mój synu”. „Jakkolwiek twoja niewiedza nie usprawiedliwia twojego postępowania, i nie uwalnia od winy, to powodowany współczuciem proszę, abyś skierował prośbę do Ojca Świętego o uwolnienie z nałożonych kar”. Tymi ojcowskimi napomnieniami budował więź - wbrew wszystkiemu. Gdy słyszymy dysputy polityczne prowadzone nie tylko bez szacunku, ale z pogardą, porównajmy. Prymas w najgorszych, stalinowskich czasach z życzliwością myślał o tych, który go skrzywdzili. To dziś jest aktualne. Potrzebujemy takiej postawy.

 

– Czy zechciałby ojciec opowiedzieć o swojej współpracy ze Stowarzyszeniem?

– Współpracujemy od 30 lat głównie przy Ogólnopolskich Spotkaniach Modlitewno-Formacyjnych poświęconych myśli i nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, których stowarzyszenie jest organizatorem. Odbywają się raz do roku w naszym sanktuarium, w tym roku będzie gościł abp Marek Jędraszewski. To zawsze duże wydarzenie w naszym sanktuarium. Zaowocowało to Złotą Honorową Odznaką Stowarzyszenia, którą mnie wręczono. Owocem współpracy jest też Akademia Nauczania Prymasowskiego. My, franciszkanie – stróżowie miejsca, w którym prymas był więziony, promujemy jego myśl. Kard. Stefan Wyszyński jest patronem Stowarzyszenia. Jesteśmy więc bardzo radzi z tej współpracy.

 

Artykuł ukazał się w „Civitas Christiana”, nr 6-7 (73- 74), czerwiec-lipiec 2019, s. 11.

Tu znajdziesz  więcej informacji o życiu  kard. Stefana Wyszyńskiego