Nad Bożym Słowem. XXXI Niedziela okresu zwykłego (2019)

 

 

Ten tłum przed Tronem i Barankiem nie jest anonimowy. Jezus wypowiedział imię każdego z tych ludzi. On ich zna, a oni znają Jego. Jest tam też miejsce dla każdego z nas. Zatem, czy chcesz być święty?

 

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

 

W wielu parafiach w Norwegii dzisiejsza niedziela związana jest z obchodem Uroczystości Wszystkich Świętych. Można powiedzieć, że jest to bardzo niezwykły dzień, bowiem w tym jednym dniu Kościół wzywa orędownictwa tych wszystkich, którzy dziś już wpatrują się w oblicze Ojca. Bardzo wymownie opisuje tę scenę czytany dzisiaj w kościołach fragment Apokalipsy św. Jana: potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: «Zbawienie w Bogu naszym, Zasiadającym na tronie, i w Baranku.

Obraz wielkiego tłumu może się nam kojarzyć z anonimowością, z czymś masowym. Tutaj jednak ten tłum, to obraz całej ludzkości, która swój ostateczny cel odnajduje w Bogu jako Ojcu i do Niego przychodzi. Wiem, że brzmi to teologicznie. Wielu z nas me zapytać: „Ale jakie to ma znaczenie dla mnie? Ja żyję tu i teraz. Mam swoje sprawy, radości, zmartwienia. To stanie przed obliczem Ojca jest nie dla mnie, bo nie jestem święty”. Zastanówmy się więc co to znaczy być świętym?

Kiedy słyszymy takie pytanie, to często szybko w naszej głowie pojawiają się obrazy świętych z naszych kościołów, na których są oni przedstawieni często ze wzrokiem utkwionym w niebo, posępną miną itd. Taka świętość wydaje się być dla nas nieosiągalna lub… nudna. Papież Franciszek w Adhortacji Gaudete et exsultate, która jest poświęcona tematowi świętości daje nam taką odpowiedź na postawione powyżej pytanie: Aby być świętymi nie trzeba być biskupami, kapłanami, zakonnikami ani zakonnicami. Często mamy pokusę, aby sądzić, że świętość jest zarezerwowana tylko dla tych, którzy mają możliwość oddalenia się od zwykłych zajęć, aby poświęcać wiele czasu modlitwie. Ale tak nie jest. Wszyscy jesteśmy powołani, by być świętymi, żyjąc z miłością i dając swe świadectwo w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje. Jesteś osobą konsekrowaną? Bądź świętym, żyjąc radośnie swoim darem. Jesteś żonaty albo jesteś mężatką? Bądź świętym, kochając i troszcząc się o męża lub żonę, jak Chrystus o Kościół. Jesteś pracownikiem? Bądź świętym wypełniając uczciwie i kompetentnie twoją pracę w służbie braciom. Jesteś rodzicem, babcią lub dziadkiem? Bądź świętym, cierpliwie ucząc dzieci naśladowania Jezusa. Sprawujesz władzę? Bądź świętym, walcząc o dobro wspólne i wyrzekając się swoich interesów osobistych. A zatem można powiedzieć, że świętość to zwykła codzienność, ale przeżywana w świadomości obecności Boga i tego, że ku Niemu ostatecznie zmierzamy.

Chciałbym jeszcze temat świętości zestawić z tym, co przynosi Ewangelia tej niedzieli. Otrzymujemy w niej obraz Zacheusza, który bardzo pragnie zobaczyć Jezusa, przechodzącego przez miasto. Jest na tyle zdeterminowany, że wspina się na drzewo. Szczegół, który mnie ujął mnie w tej scenie, to chwila, kiedy Jezus woła Zacheusza po imieniu. Myślę, że jest to piękne odniesienie do tego co napisałem wcześniej. W chwili naszego chrztu Bóg wypowiedział nasze imię ustami Kościoła, zaprosił nas do tego, żebyśmy poszli Jego drogą, która prowadzi ku świętości. Może i patrząc na nas, ktoś będzie się oburzał jak tłum, który szemrał: do grzesznika poszedł w gościnę. Bóg przychodzi do każdego z nas w gościnę, ciągle zaprasza. Tylko czy my przyjmujemy to zaproszenie z radością?

 

Święci, nie byli idealni. Ich życie wyglądało bardzo różnie. Rozpoznali jednak Chrystusa, przyjęli go rozradowani i pozostali już z Nim na zawsze. Ten tłum przed Tronem i Barankiem nie jest anonimowy. Jezus wypowiedział imię każdego z tych ludzi. On ich zna, a oni znają Jego. Jest tam też miejsce dla każdego z nas. Zatem, czy chcesz być święty?