Nad Bożym Słowem. XXXIV Niedziela okresu zwykłego (2019)

"Mówimy dzisiaj o Jezusie Królu, a patrzymy na krzyż, na Jego mękę, cierpienie, poniżenie i wyśmianie".

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

 

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Szczególny dzień w całym kalendarzu liturgicznym. Stanowi on bowiem przejście do nowego roku liturgicznego. Możemy powiedzieć, że dzisiejsza uroczystość to źródło, z którego wszystko bierze początek i szczyt, ku któremu wszystko zmierza. Trafnie opisują to słowa św. Pawła w drugim czytaniu: On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.

Kończący się rok liturgiczny, ale też i powoli rok kalendarzowy, to dobra okazja, żeby zadać sobie pytanie: jaki był dla mnie ten czas? Jak go przeżyłem? Czy właśnie z tą świadomością, że to nie ja jestem panem, ale że jest nim Chrystus?

Żyjemy w czasach, kiedy bardzo wiele osób jest opisywanych jako gwiazdy, celebryci. Czasem mówi się o nich „wielcy tego świata”. Czy przypadkiem nie tym ludziom, w tym mijającym okresie, poświęciliśmy więcej uwagi niż samemu Jezusowi Królowi Wszechświata?

Stawiam te pytania w kontekście fragmentu Ewangelii, który jest czytany dzisiaj podczas liturgii. Wielu z nas raczej oczekiwałoby fragmentu, który pokazuje Jezusa w chwale, lub takiego, gdzie ludzie przychodzą i oddają Mu pokłon, albo wprost mówią do Jezusa: „jesteś Królem”. Tymczasem dzisiaj Kościół daje nam do rozważania zupełnie inną scenę.

To dobrze znany nam fragment opisujący wyszydzenie Jezusa na krzyżu. Mówimy dzisiaj o Jezusie Królu, a patrzymy na krzyż, na Jego mękę, cierpienie, poniżenie i wyśmianie. Może czasem zastanawia nas, co było w sercach tych ludzi, że po tym całym okrucieństwie męki, nawet na krzyżu nie dali Mu spokoju. Myślę, że tam, w ich postawie był po trochu każdy i każda z nas.

Może, pomyśleliśmy sobie teraz: „ale przecież jestem człowiekiem wierzącym. Ja nie kpię z Jezusa, nie wyszydzam go”. To może postawmy sobie inne pytanie, które wypływa z pierwszych dwóch przykazań. Czy Bóg i to, co Boże i święte było dla mnie zawsze największą wartością? Czy imię Boga zawsze wypowiadam z szacunkiem? Czy znak krzyża na swojej piersi czynię zawsze z godnością? Czy potrafię zgiąć kolana przed tym, co święte? Zobaczmy, że nawet jeden z tych, którzy zostali ukrzyżowani razem z Jezusem nadal chciał być kimś, coś znaczyć. Swoimi słowami wpisał się w narrację tych wszystkich, którzy szydzili z Jezusa. To nam uzmysławia, że można nawet w obliczu śmierci, nadal walczyć o swoją wielkość. Jego postawa pokazuje, jak bardzo możemy być zapatrzeni w siebie i w nasze mniemanie o własnej wielkości.

Z drugiej strony mamy dzisiaj pokazaną postać równie tragiczną - człowieka, który pogubił się w swoim życiu. Teraz w tym wymiarze ludzkim, doczesnym przyszło mu za to zapłacić. My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. Człowiek ten ma świadomość sprawiedliwości, ale nie utracił nadziei. Wie, że w oczach ludzi jest przegrany, ale nie w oczach Bożych. Dlatego nie próbuje się jakoś ustawić, wytłumaczyć, usprawiedliwić. Stając w obliczu śmierci jedynie prosi: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Może słyszał o Jezusie, o Jego cudach, może nawet słyszał, jak przemawia. Tego oczywiście nie wiemy, ale jego postawa wskazuje jednoznacznie, że składa całe swoje życie, z tym wszystkim co w nim było w dłonie samego Boga.

Postawiłem dzisiaj wiele pytań. Ważne abyśmy szczerze chcieli sobie na nie odpowiedzieć, bo to może stać się dla nas okazją do przyjęcia Chrystusa jako Pana i Króla całego naszego życia. Każdy z nas może dziś prosić, tak jak modli się Kościół w dzisiejszą uroczystość w słowach prefacji. Wołajmy zatem do Chrystusa, aby przyszło do nas Jego królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.