Czy ja, chrześcijanin, mam przynajmniej jednego ubogiego za przyjaciela?

„Czy pomagam komuś, od kogo nie będę mógł otrzymać? Czy ja, chrześcijanin, mam przynajmniej jednego ubogiego za przyjaciela?” - pytał Ojciec Święty podczas obchodów Światowego Dnia Ubogich. Zdjęcie: REUTERS/Guglielmo Mangiapane

 

 

W niedzielę 17 listopada obchodziliśmy Światowy Dzień Ubogich. W Watykanie papież Franciszek odprawił specjalną Mszę św., a następnie zjadł obiad z ubogimi. W tym samym dniu oddano również do użytku watykański dom dla bezdomnych.

 

 

 

Troska o ubogich zajmuje ważne miejsce w nauczaniu i działaniach papieża Franciszka. Trudno wskazać innego wcześniejszego papieża, który z równym zaangażowaniem mówiłby o biednych i wykluczonych.

Światowy Dzień Ubogich został ustanowiony trzy lata temu przez Franciszka. Podczas tego święta na całym świecie są odprawiane specjalne Msze św., a także - co równie ważne - podejmuje się  konkretne działania - pomoc dla potrzebujących.

Od trzech lat papież Franciszek ogłasza również specjalne orędzie na ten dzień.

Tegoroczne orędzie przeczytasz tutaj 

 

 

„Dawać tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć”

Centralnym wydarzeniem tegorocznych  obchodów Światowego Dnia Ubogich w Watykanie była Msza św., którą sprawował Ojciec Święty. W czasie uroczystej liturgii papież Franciszek wygłosił homilię, w której odniósł się niedzielnej ewangelii.  Mówił o trosce o rzeczy ostateczne, które nie przemijają. Podkreślił, że tym, co nigdy nie przeminie jest „żywy Bóg, nieskończenie wspanialszy od wszelkiej świątyni, jaką mu wybudujemy, i człowiek, nasz bliźni, który jest wart więcej niż wszystkie informacje świata”. Papież wskazał, że aby uchwycić to, co jest ważne w życiu musimy wystrzegać się tych, którzy podsycają lęk przed innymi i przed przyszłością i chcą nas zwieść pokusą poznania wszystkiego i natychmiast.

„Jeśli gonimy za natychmiast, to zapominamy o tym, co trwa na zawsze: to uganiamy się za obłokami, które przemijają i tracimy z oczu niebo. Pociągnięci najnowszą wrzawą nie znajdujemy już czasu dla Boga i brata, który mieszka w pobliżu. Jakże to dzisiaj prawdziwe! W manii zabiegania, zdobycia wszystkiego i to natychmiast irytuje ten, kto zostaje z tyłu.  I jest osądzany jako odrzucony: ileż osób starszych, nienarodzonych, niepełnosprawnych, ubogich jest uważanych za bezużyteczne. Spieszymy się, nie martwiąc się, że dystanse się pogłębiają, że chciwość nielicznych powiększa ubóstwo wielu”.

Franciszek podkreślił, że Jezus jako antidotum na pośpiech proponuje wytrwałość, która jest „podążaniem naprzód każdego dnia, wpatrując się w to, co nie przemija: w Pana i bliźniego”. Papież przestrzegł przed podążaniem za fałszywymi prorokami, którzy przyjdą pod imieniem Jezusa i zachęcał, by uczyć się rozpoznawać prawdziwy głos Pana.

„Nie wystarcza etykieta «chrześcijanin» lub «katolik», aby być z Jezusa. Trzeba mówić tym samym językiem, co Jezus, językiem miłości, językiem ty. Językiem Jezusa mówi nie ten, kto rozwodzi się nad ja, ale kto porzuca swoje ja. A jednak, ileż razy, nawet czyniąc dobro, panuje obłuda ego: czynię dobro, aby uważano mnie za dobrego; daję, ale aby z kolei otrzymywać; pomagam, ale by przyciągnąć ku sobie przyjaźń tej ważnej osoby. Tak mówi język ego. Z drugiej strony Słowo Boże pobudza do «miłości bez obłudy!», aby dawać tym, którzy nie mogą się odwdzięczyć, aby służyć nie szukając zapłaty i wzajemności. Możemy zatem zadać sobie pytanie: „Czy pomagam komuś, od kogo nie będę mógł otrzymać? Czy ja, chrześcijanin, mam przynajmniej jednego ubogiego za przyjaciela?”.

Franciszek podkreślił, że ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem ego: nie utrzymują się samodzielnie, własnymi siłami, potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. „Przypominają nam, że w ten sposób żyje się Ewangelią, jak żebracy zwracający się do Boga. Obecność ubogich przywraca nas do atmosfery Ewangelii, gdzie błogosławionymi są ubodzy w duchu”.

„Zatem zamiast odczuwać poirytowanie, gdy słyszymy, jak pukają do naszych drzwi, możemy przyjąć ich wołanie o pomoc, jako wezwanie do porzucenia naszego ego, aby przyjąć ich z takim samym spojrzeniem miłości, jakie ma dla nich Bóg. Jakże byłoby wspaniale, gdyby ubodzy zajmowali w naszym sercu miejsce, jakie mają w sercu Boga! Przebywając z ubogimi, służąc ubogim, uczymy się gustów Jezusa, rozumiemy, co zostaje, a co przemija”.

Na zakończenie homilii Franciszek przypomniał, że rzeczą, która pozostanie na zawsze jest miłość, ponieważ Bóg jest miłością, a człowiek ubogi proszący o moją miłość prowadzi mnie prosto do Niego.

„Ubodzy ułatwiają nam dostęp do Nieba: to dlatego wiara ludu Bożego postrzegała ich jako odźwiernych Nieba. Już teraz są naszym skarbem, skarbem Kościoła. Istotnie odsłaniają nam bogactwo, które się nigdy nie starzeje, to, które łączy ziemię z Niebem i dla którego naprawdę warto żyć: miłość”.

 

Obiad na półtora tysięcy gości

Po Mszy św. i odmówieniu modlitwy na Anioł Pański papież udał się do Auli Pawła VI, gdzie czekali na niego potrzebujący i towarzyszący im wolontariusze. Było to około półtora tysiąca osób. Franciszek nazwał to wydarzenie „obiadem w gronie przyjaciół”, a dziękując im za przybycie modlił się o błogosławieństwo dla swych gości oraz ich rodzin.

Obecny na obiedzie jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego mówił o ewangelicznym znaczeniu tej inicjatyw: „Jezus mówi do Zacheusza: zejdź z drzewa, idę do twojego domu m.in. po to, by spożyć z tobą posiłek. Jezus jadał z ubogimi i my robimy to samo, naśladujemy Jezusa. A oprócz tego Eucharystia, czyli największy skarb, jaki mamy, powstała podczas posiłku” - przypomniał kardynał Krajewski. Zwrócił on uwagę, że „podczas posiłku dzieją się cuda, bo patrzymy sobie w oczy, dzielimy się sobą, rozmawiamy”. Dodał, że jeśli „w rodzinie jesteśmy skłóceni, to pierwsza rzecz, jaką robimy, to nie chcemy wspólnie zasiąść do stołu, bo stół jednoczy. W dzisiejszą niedzielę papież chce właśnie tego wielkiego zjednoczenia - tych, którym się nie udało, którzy cierpią i tych, którym się udało, bo mogą ofiarować innym posiłek”.

Papieski jałmużnik podjreślił, że Światowy Dzień Ubogich to wezwanie dla każdego do dostrzeżenia ubogich i potrzebujących, których Bóg stawia na naszej drodze. „To też sposobna okazja, by przypomnieć sobie, że wszystko, co mam, zawdzięczam łaskawości Boga”.

Przywołał przykład Łazarza, który spał pod domem bogatego. „I ten Łazarz był tylko dla tego bogatego, a on się nie spostrzegł. Ubodzy są dla nas, dla każdego z nas. Ci, którzy śpią pod bazyliką św. Piotra, są dla mnie, ci, którzy śpią w Warszawie na Dworcu Centralnym, są dla tych, którzy przechodzą” - powiedział kard. Krajewski. Zauważył, że jest to więc „dzień także mój, żebym się zastanowił, dla kogo żyję, komu posługuję, bo przecież wszystko co mam, to dlatego, że Bóg jest łaskawy i otrzymałem po to, żeby się dzielić. Jeśli się nie dzielę tym, co mam, to wszystko, co mam jest przeciw mnie”.

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej podało, że na obiad składały się specjalność kuchni śródziemnomorskiej - lasagne oraz udka z kurczaka w sosie pieczarkowym z ziemniakami, deser, owoce i kawa. Uczestnicy tego niezwykłego spotkania z papieżem, odbywającego się już zresztą po raz trzeci, reprezentowali wszystkie diecezje włoskie i organizacje charytatywne.

 


Obiad „w gronie przyjaciół”… na półtora tysiąca gości. Zdjęcie: REUTERS/Guglielmo Mangiapane

 

Meble z Hiltona, czyli watykańska noclegownia dla bezdomnych

Ważnym wydarzeniem, które zbiegło się ze Światowym Dniem Ubogich było otwarcie watykańskiej noclegowni dla bezdomnych. Mieści się ona obok Placu św. Piotra w historycznym pałacu, który rzymska rodzina Migliori w 1930 r. podarowała Stolicy Apostolskiej. W 4-piętrowym budynku m.in. mieszkały siostry, był nowicjat i bursa dla dziewcząt. Z czasem został opuszczony i popadał w ruinę.

W rozmowie z Radiem Watykańskim kard. Konrad Krajewski wyznaje, że gdy odnalazł ten pustostan Papież Franciszek od razu postanowił przekazać go na pomoc bezdomnym.

 

„Ojciec Święty natychmiast zdecydował, że przeznaczamy budynek na noclegownię, która chcemy, by zaszokowała pięknem. Zaszokowała pięknem, tak jak syn marnotrawny został zaszokowany tym, że ojciec na niego czekał i dał mu wszystko co najlepsze. I myślę, że my tutaj musimy właśnie tak działać. Nie mówić bezdomnym o Bogu tylko tak żyć, tak się nimi opiekować, żeby oni nas zapytali, dlaczego. Najpierw była zebrana grupa bezdomnych: murarzy, stolarzy, tynkarzy, hydraulików. I oni odnawiali ten dom. Jest dokładnie ich. Dom już jest otwarty bowiem od wczoraj mieszkają nasi pierwsi goście. Jeden z nich od sześciu lat mieszkał na ulicy. Chcemy, żeby zapytali: «kim ja jestem, żebym był przyjmowany w tak pięknych pomieszczeniach». Ci, którzy tutaj wchodzili wczoraj mówili: «to nie dla nas, chyba ksiądz pomylił budynek». No właśnie nie. Taki jest Jezus. Dom już jest poświęcony przez obecność bezdomnych, bo oni reprezentują Jezusa. Nie musimy wcale tego kropić wodą święconą, żeby jeszcze potem zostały ślady na świeżo pomalowanych ścianach”. 

„Wiele mebli dostaliśmy z 5-gwiazdkowego hotelu Hilton. Dlatego wyposażenie jest na takim poziomie. I to wszystko przeznaczamy dla biednych, czyli dla Jezusa. Jest sala komputerowa, żeby mogli np. przez Skypa porozmawiać z bliskimi, żeby mogli napisać podanie o dokumenty, o wyrobienie paszportu. I oczywiście wszędzie tutaj będą wspierani przez wolontariuszy ze Wspólnoty św. Idziego, którym powierzona jest ta noclegownia – mówi Radiu Watykańskiemu jałmużnik papieski.

„Drugie piętro to przede wszystkim refektarze, ogromna jadalnia, gdzie możemy przyjąć ok. 80 osób. Olbrzymia kuchnia, w której gotują także stali diakoni zupy i posiłki na ulice. Rozdajemy je bowiem we wtorki, czwartki i niedziele na stacjach kolejowych, za każdym razem dla ok. 300 osób. Te wielkie garnki, które mieszczą po 100 litrów są właśnie z takim przeznaczeniem. Trzecie piętro to są pokoje: jedno, dwu, trzy, pięcioosobowe. W sumie możemy pomieścić 50 osób w bardzo intymnych, kameralnych warunkach, ale wszystko jest przystosowane w ten sposób, że gdyby przyszła konieczność np. mrozy, śnieg czy deszcze wszystkie łóżka mogą być piętrowe. I tym sposobem zamiast 50 możemy gościć 100 osób. W każdym pokoju jest obraz, świetna pościel, przy każdym łóżku stoliczek z lamką, żeby było naprawdę domowo i przyjaźnie”. 

Papieski jałmużnik planuje, że noclegownia będzie zarabiała na swoje utrzymanie. Wykorzystany do tego zostanie taras budynku, z którego roztacza się przepiękny widok na bazylikę watykańską. Kard. Krajewski wyjaśnił: „Taras chcemy przeznaczyć dla dziennikarzy. Kiedy będą chcieli robić różne nagrania z Watykanu, to mogą robić wywiady z naszego tarasu, gdzie prawie dotyka się kopuły św. Piotra, a to co zapłaciliby na mieście zostawią w noclegowni, by ją utrzymywać”.

 

(na podst. ekai.pl i Vatican News)