Nad Bożym Słowem. V Niedziela zwykła (2020)

salt-3285024_960_720.jpg

Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi...

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (parafia św. Pawła, Bergen)

 

 

Jeśli się dobrze przyjrzymy, to zauważymy, że w liturgii nieustannie powracają do nas pewne znaki i symbole. Nie inaczej jest i dzisiaj, kiedy gromadzimy się na Eucharystii. Kościół daje nam po raz kolejny dwa znaki: światło i sól. Ktoś może pomyśleć sobie, że skoro te znaki ciągle wracają, to nie ma żadnego postępu, tylko kręcimy się w miejscu. Jednak tak nie jest. Nawet jeśli dany tekst, który słyszymy znamy niemal na pamięć, to jednak zupełnie inne, za każdym razem, są okoliczności, w których te słowa do nas docierają. Z drugiej strony jako uczniowie Chrystusa, podążamy przecież za Tym, który powiedział: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Żeby jednak nie popaść tutaj w jakieś samouwielbienie warto przypomnieć sobie słowa zapisane w Ewangelii: światło przyszło na świat, ale ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światło.

W tym kontekście warto pochylić się dzisiaj nad dwoma bardzo konkretnymi wskazaniami, o których mówi nam Pan Jezus: Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu.

Pochylając się nad tym Słowem zaintrygowało mnie stwierdzenie: sól utraci swój smak i zadałem sobie pytanie: czy sól może się popsuć? W wielu różnych opracowaniach jest jasno wskazane, że sól, jeśli jest przechowywana w odpowiednich warunkach, może tak leżeć długie lata i nie traci swoich właściwości. Czy zatem Jezus się myli? Otóż nie. Zwróćmy uwagę, że aby sól zachowała swoje właściwości trzeba spełnić cały szereg warunków. Podobnie jest z naszym życiem wiary. Jeśli chcemy je w sobie zachować, to musimy wypełnić pewne warunki, takie jak modlitwa, praca nad sobą, życie sakramentalne itd. Jeśli sól przechowujemy w niewłaściwych warunkach, szybko pochłonie ona wilgoć, skamienieje, wchłonie też zapach tego, co się obok niej znajduje. Podobnie jest w naszym życiu. Jeśli nie zadbamy o właściwe warunki naszego rozwoju wiary, to szybko wchłoniemy to wszystko, co nam przyniesie otoczenie. Będziemy wtedy jak owa wyrzucona sól, która zostaje zdeptana przez ludzi.

Drugie wskazanie, to przywołany na początku symbol światła. Światło, które zostało w nas zapalone w chwili naszego chrztu, czego symbolem jest świeca chrzcielna. Jak nieść to światło przypomniał nam Kościół w ubiegłą niedzielę ukazując Maryję jak Matkę Bożą Gromniczną, a dzisiaj Chrystus mówi nam, co znaczy być światłem. Tego nie da się ukryć, schować, udawać, że tego nie ma. Światło ma wskazywać drogę. Jak to czynić? Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem.

Chrześcijanin to nie ten, który tylko mówi, co, kto i jak ma robić. Chrześcijanin, to człowiek, który wyciąga ręce, by innych do dobra poprowadzić. Czy to możliwe do wykonania? Tak jednak, pod jednym warunkiem, że dar wiary, który otrzymaliśmy będzie przez nas właściwie przechowywany, że będziemy dbać, by nie stracić smaku, a wówczas będziemy jak owa lampa w oknie, czy miasto na górze, które będzie inspirowało innych do dobrego życia.