Nad Bożym Słowem. XIV Niedziela okresu zwykłego (2019)

 

 

"Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii..."

 

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (St. Paul kirke, Bergen)

 

W kolejną niedzielę gromadzimy się jako wspólnota wokół stołu Słowa i Chleba. Przychodzimy do świątyni, aby zaczerpnąć pokarmu nie tylko na doczesność, czyli na to, co „tu i teraz”, ale przede wszystkim, by zaczerpnąć pokarmu na życie wieczne. Pięknym jest, że ten pokarm jest niezwykle różnorodny i bogaty w treść, co sprawia, że jeśli tylko będziemy chcieli wówczas każdego z nas nakarmi.

Ewangelia dzisiejsza opowiada o wybraniu grupy uczniów i posłaniu po dwóch do miejscowości, do których Jezus sam zamierzał przyjść. To wydarzenie jest ważne, ponieważ pokazuje, że misja głoszenia to już nie tylko apostołowie, ale to duża grupa ludzi, która ma nieść Dobrą Nowinę. Zostają wysłani po dwóch, aby się wzajemnie wspierać, aby być bardziej wiarygodnym a przede wszystkim, aby ukazywać, że głoszona prawda stanowi również wyznacznik życia głoszących.

Ten ewangeliczny obraz jest również bardzo wymowny dla nas, ponieważ w tej liczbie posłanych również my możemy się odnaleźć i zobaczyć. Możemy również odczytać konkretne wskazania dla naszego życia. Chrześcijanin to człowiek posłany, to człowiek drogi, to człowiek, który staje się zapowiedzią Boga wszędzie tam, dokąd przychodzi. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ często dzisiaj boimy się podejmować temat wiary. Czasem mówimy to moja prywatna sprawa, ale prawda jest inna - nasza wiara jest darem dla innych.

Czasem pewnie odnosimy wrażenie, że Pan Bóg stawia nam zbyt duże wymagania. Nawet w dzisiejszej Ewangelii może nas zaskakiwać zdanie: Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Czy zatem jesteśmy skazani na zagryzienie przez wilki? Czy mamy chodzić biedni i głodni? Czy naprawdę mamy się do nikogo nie odzywać? Stawiam te pytania, ponieważ zdają się one prowokować nasze myślenie.

Owca i wilk niejako od zawsze są stawiane wobec siebie w opozycji. Jednak na kartach biblii znajdujemy słowa zapisane przez proroka Izajasza, które mówią: Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze. Zestawianie tych dwóch obrazów pokazuje nam, że w obecności Pana, z Jego mocą i działaniem wszystko może się dokonać. Nawet odwieczni wrogowie mogą stanąć razem w pokoju.

Co jednak zrobić z owym wezwaniem do pójścia bez niczego? Każdy z nas lubi się otaczać różnymi rzeczami, które w mniejszym lub większym stopniu są nam potrzebne. Znamiennym przykładem może być nasz wyjazd na wakacje. Czy nie jest często tak, że pakujemy wiele różnych rzeczy, bo „przecież będą potrzebne”, a ostatecznie okazuje się, że były one tylko zbytecznym balastem? O takim zbytecznym balaście mówi Jezus wskazując, żeby jego posłańcy nic więcej nie brali na drogę. W Ewangelii według świętego Mateusza czytamy: A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 

Pozostaje jeszcze kwestia owego braku pozdrawiania. Czy głoszący Chrystusa mają być samolubni i zapatrzeni w siebie? Żeby zrozumieć ten nakaz Chrystusa, trzeba nam sięgnąć do judaistycznej tradycji pozdrawiania, która poza tradycyjnym życzeniem pokoju nakazywała rozmowę z daną osobą. Te rozmowy często trwały bardzo długo i dotyczyły wielu spraw, aby zatem nie „rozmyć” Dobrej Nowiny, a co najgorsze nie wciągnąć jej w jakieś dywagacje, Jezus nakazuje uczniom właśnie złamanie owej tradycji i zajęcie się wyłącznie głoszeniem.

W tym kontekście warto przywołać ostatni akapit dzisiejszej ewangelii: Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże.

Chrystus będzie nas nieustannie posyłał do różnych miejsc, osób. Każde to posłanie będzie inne, ale jedno jest pewne nie pójdziemy tam sami. On sam będzie nas prowadził, umacniał i zaradzał, by nie zabrakło nam tego co potrzeba.

Oby nam nie zabrakło odwagi do podążania tam, gdzie On nas pośle.