Nad Bożym Słowem. Uroczystość Wszystkich Świętych (2020)

road-238458_960_720.jpg

To czego najbardziej pragniemy dla naszych dzieci to świętość. A skoro „Eucharystia to autostrada do Nieba” - jak mawiał Carlo - to ruszamy w tę drogę!  

 

 

Tekst: ks. Marcin Zych (parafia św. Pawła w Bergen)

 

Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Zdanie zaczerpnięte z pierwszego czytania trafnie opisuje istotę dzisiejszej uroczystości. W tym jednym dniu, Kościół oddaje cześć wszystkim tym, którzy już radują się oglądaniem Bożego oblicza. To dobry moment, aby słuchając Słowa Bożego zadać sobie pytanie: czym dla mnie jest świętość? Jak rozumiem bycie świętym? Oczywiście gdyby przeprowadzić jakieś badania, to odpowiedzi na tak postawione pytania byłyby bardzo różne. Sądzę, że wielu świętość łączyłoby z życiem bez grzechu. Ale czy to już świętość? Ktoś kiedyś powiedział, że można fizycznie nie popełnić żadnego grzechu, ale jednocześnie być tak zapatrzonym w swoją doskonałość, że to już jest grzechem. Dobrze wiemy, że nasza pycha może być największą zgubą. Wróćmy zatem do pytania o świętość.

Kiedyś podczas katechezy w szkole, zapytałem uczniów jak sobie wyobrażają świętość. Mieli to zadanie wykonać w grupach, a swoje przemyślenia narysować. Większość namalowała tradycyjne rozumienie świętości: postacie ze złożonymi rękoma, z aureolą nad głową, czasem pomagające innym. Zaciekawiła mnie natomiast praca jednej grupy, która narysowała duży dom z wieloma oknami, w których były twarze uśmiechniętych ludzi, o różnym kolorze skóry. W ten sposób  podkreślili, że świętym może być każdy człowiek. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie uzasadnienie takiego przedstawienia świętości. Uczniowie uzasadniali swoją pracę mówiąc, że świętość to przede wszystkim bycie razem, tworzenie jednej wielkiej wspólnoty, a to kojarzyli z domem. Kiedy później w dniu Wszystkich Świętych usłyszałem słowa z drugiego czytania: popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy, zrozumiałem, że obraz domu jest rzeczywiście pięknym ukazaniem świętości. Zobaczmy, że w ten obraz domu pięknie wpisuje się także to, co słyszymy w dzisiejsze Ewangelii, czyli błogosławieństwa. Jeśli to wszystko, co na nas przychodzi, trudy, doświadczenia, czasami smutek i łzy są przeżywane we wspólnocie, w zjednoczeniu, wtedy staje się błogosławieństwem, bo może sprawić, że jeszcze bardziej zbliżymy się do Boga i do siebie nawzajem. Jeśli natomiast te same doświadczenia przeżywamy w samotności, to będzie im towarzyszyło poczucie goryczy i porażki.

Na przestrzeni całej historii, Kościół nieustannie dawał i daje nam przykłady ludzi, prowadzących zwyczajne życie, ale którzy jednocześnie w tym życiu dali piękne świadectwo wiary i miłości do Boga oraz ludzi. Byli też tacy, którzy przeszli długą drogę przemiany, i którzy pod wpływem różnych sytuacji zmieniali swoje życie i wchodzili na drogę ku świętości. Świętość nie jest czymś, co można kupić, czy sobie załatwić. Nie jest zarezerwowana dla jakiejś jednej grupy społecznej, czy jednego narodu. Nie ma też ram czasowych. Świętość jest jak zaproszenie, aby w jedności z Ojcem budować Jego Królestwo, już teraz, tutaj.

Kilka tygodniu temu Kościół dał nam kolejny przykład pięknego życia, które z jednej strony było właśnie zwyczajne, a z drugiej naznaczone wielką miłością i troską, aby budować Królestwo Boże. Myślę oczywiście o Carlu Acutisie, który jako nastolatek odkrył swoją drogę do świętości. Nie szedł tą drogą sam. Trzymał się Jezusa i zapraszał na tę drogę innych.

Chciałbym na koniec zacytować zdanie jednej mamy, której dziecko przygotowuje się do Pierwszej Komunii Świętej: To czego najbardziej pragniemy dla naszych dzieci to świętość. A skoro „Eucharystia to autostrada do Nieba” - jak mawiał Carlo - to ruszamy w tę drogę!