Szansa dla współczesnych ludzi i Kościoła. Rozmowa z Marią Rochowicz i Alicją Kulik z Fundacji Opcja Benedykta

 IMG_0941.JPG

W pięknym miejscu na Mazurach powstaje ośrodek i wspólnota, która była marzeniem o. Zatorskiego. Gdy projekt zostanie zrealizowany, również Polacy z Norwegii będą mogli odwiedzić Faryny i spróbować życia zgodnego z regułą św. Benedykta.

 

 

To zdumiewające jak benedyktyński rytm i ład – ordo et pax wnosi pokój w nasze życie. Każdego dnia znajdujemy czas na modlitwę, pracę i na odpoczynek. Gdy zaczyna się to praktykować, to widzi się dobre owoce takiej duchowości. I właśnie tym chcielibyśmy się podzielić z osobami, które będą do nas przyjeżdżać. To nie jest żadna rewolucja, ale powrót do źródeł i harmonii życia.

 

Tekst: Marta Tomczyk-Maryon Zdjęcia: Tomasz Waszczuk i Fundacja Opcja Benedykta

 

– Kiedy powstała wasza fundacja i jaka idea przyświeca waszym działaniom?

Maria Rochowicz _stczeń 2022.jpgMaria Rochowicz (na zdj. obok): – Fundacja Opcja Benedykta zrodziła się z wieloletniej pracy o. Zatorskiego z ludźmi świeckimi. Przez 17 lat był on opiekunem oblatów świeckich w Klasztorze Benedyktynów Tyńcu -Krakowie, gdzie prowadził również rekolekcje. Dla wielu ludzi był mistrzem i kierownikiem duchowym, również dla nas, osób, które stworzyły fundację. Kiedy zaczął się okres kryzysu w Kościele polskim i trudnego czasu dla Kościoła instytucjonalnego, dużo naszych rozmów krążyło wokół tych problemów i potrzeby powrotu do źródeł pierwotnego Kościoła. W takich okolicznościach pojawiła się myśl stworzenia fundacji, która z jednej strony skupiałaby ludzi świeckich, a z drugiej angażowałaby osobę duchowną - mnicha. Gdy o. Zatorski zaczął pod koniec roku 2018 promować tę ideę, pojawiła się grupa osób - nie tylko oblatów - która była tym zainteresowana.

Zaczęliśmy pracować nad konkretyzacją tej wizji. Szukaliśmy również siedziby - miejsca, w którym mieściłaby się fundacja i ośrodek, gdzie będziemy prowadzić naszą działalność.  Oglądaliśmy siedem lub osiem takich miejsc, ale ostatecznie zauroczyła nas mała wieś Faryny na Mazurach. Stała tam nieczynna od 10 lat, poniemiecka stuletnia szkoła z cegły. Władze gminy pięciokrotnie  bezskutecznie próbowały ją sprzedać w przetargu, aż w końcu to my kupiliśmy tę szkołę. Pieniądze na zakup otrzymaliśmy z darowizn od osób, wspierających ideę fundacji.

Wybudowaliśmy tam  pustelnię, mamy gotowe plany i projekty remontu, pozyskujemy środki. Ale niestety nie ma z nami już o. Zatorskiego. Jego śmierć była bardzo trudnym momentem, musieliśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak mamy iść dalej za jego ideą, bez jego fizycznej obecności. Wiemy jednak, że jego praca duchowa zapadła w nas i ciągle przynosi owoce.

– Dlaczego wybraliście wieś Faryny? Czy w tym miejscu jest coś szczególnego?

TWAM5073_1.JPGAlicja Kulik (na zdj. obok): – Najpierw trzeba powiedzieć, dlaczego zdecydowaliśmy się na ten region Polski. Otóż od 20 lat działa w Olsztynie grupa Benedictus, która była ważna dla o. Zatorskiego. Powstała ona z inicjatywy pani Barbary Marszałek i w pewnym sensie o. Włodzimierza, który przy okazji swoich wydawniczych przyjazdów do Olsztyna chciał spotykać się z ludźmi świeckimi, zainteresowanymi duchowością benedyktyńską. W efekcie tych spotkań narodziła się nasza siostrzana, starsza od nas wspólnota. Poza tym na Warmii nie ma benedyktynów, dlatego pragnieniem pani Basi było, żeby powstał tu klasztor benedyktyński. Kto wie, może Faryny będą jego zaczątkiem?

A dlaczego właśnie ta miejscowość? Faryny leżą na skraju Puszczy Piskiej, największego kompleksu leśnego na Mazurach. Tu zaczyna się szlak wielkich jezior, niedaleko jest leśniczówka Pranie. Jest tu przepiękna przyroda, żyją ludzie pogranicza. To idealne miejsce na odpoczynek i wyciszenie. Trudno się dziwić, że to miejsce urzekło o. Włodzimierza. 

Co to jest Włodzimierzówka?

AK: – O. Włodzimierz bardzo chciał osiedlić się w Farynach. Pragnął mieć tu swoje miejsce, do którego przyjeżdżaliby ludzie na rozmowy, bo o. Włodzimierz był kierownikiem duchowym dla wielu ludzi z całej Polski... Potrafił najpierw słuchać, a potem wchodził w dialog. Gdy kończyła się rozmowa, wielu z ludzi wiedziało już co wybrać, jakie rozwiązanie, którą drogę. Niestety w grudniu ubiegłego roku o. Zatorski zmarł. My jednak dokończyliśmy budowę pustelni i nazwaliśmy ją jego imieniem. Teraz Włodzimierzówka będzie służyła benedyktynom lub benedyktynkom, którzy zechcieliby przyjechać na dłuższą lub krótszą chwilę do Faryn.

 

20211221_133603.jpg

 Włodzimierzówka.

 

– O. Włodzimierz Zatorski, którego miałam szczęście poznać, był niezwykłą osobą, która wpłynęła na życie wielu ludzi. Które jego idee i koncepcje ukształtowały waszą fundację?

AK: – O. Włodzimierz był autentyczny; gdy mówił, mówił jasno, wprost, jego słowa były spójne z czynami. Był człowiekiem głęboko duchowym, żyjącym modlitwą, Ewangelią. Dobrym, wrażliwym,  człowiekiem, otwartym na drugiego. Często kosztem zdrowia, czasu.

Ważne były dla niego przemyślenia, które w roku 1969 zawarł w jednym z wywiadów, będący wtedy jeszcze zwykłym księdzem Joseph Ratzinger. Późniejszy papież Benedykt XVI już wtedy wyczuwał, że Kościół zderzy się z ogromnym kryzysem wartości, że wiele straci, że będzie się musiał oprzeć w większym stopniu na ludziach świeckich, którzy będą tworzyć wspólnoty. O. Włodzimierz myślał podobnie, w swoich działaniach i słowach wyrażał jasno, że nie można budować Kościoła, pomijając zaangażowanie ludzi świeckich, w przeciwnym razie odejdą zrażeni klerykalizmem.

Często ludzie świeccy byli traktowani nie jako siostry i bracia, żywa wspólnota Kościoła, ale jako... widownia w kościele. I często, może z przyzwyczajenia, my, świeccy wchodziliśmy i wchodzimy w tę rolę, dość bierną. Natomiast o. Włodzimierz przyciągał świeckich, którzy chcieli budować chrześcijańską wspólnotę. To było odważne i reformatorskie, i chyba nadal takie jest, skoro do tej pory nie wszyscy duchowni i świeccy to rozumieją.

To podejście oraz reguła św. Benedykta są fundamentem, na którym budujemy naszą fundację i wspólnotę. O. Włodzimierz od początku kładł nacisk na to, że fundacja ma być narzędziem formacyjnym. W fundacji jest nas dwanaścioro, ale cała grupa - wspólnota - liczy kilkadziesiąt osób. Ci ludzie już regularnie przyjeżdżają do Faryn, gdzie mieszkają w jeszcze niewyremontowanej szkole i starają się żyć zgodnie z regułą św. Benedykta, czyli biorą udział w liturgii, modlą się, pracują, wspólnie przygotowują posiłki.

– Wygląda na to, że Fundacja Opcja Benedykta ma ambitne duchowe cele.

AK: – Pamiętam, że o. Zatorski powiedział, że stworzenie fundacji i zdobycie funduszy wymaga czasu i wysiłku, jednak jest to do zrobienia. Natomiast zbudowanie wspólnoty w Farynach będzie prawdziwym wyzwaniem. Czujemy tę odpowiedzialność i dlatego tak ważna jest dla nas obecność osoby duchownej – opiekuna duchowego fundacji. Obecnie rolę tę pełni o. Konrad Małys – przeor opactwa w Tyńcu. Drugą osobą, która stała się dla nas duchowym wsparciem, jest benedyktynka s. Hanna Szmigielska, która dołączyła do nas w ubiegłym roku. 

– W 2018 r. zrobiłam reportaż „Opactwo w Tyńcu - miejsce, do którego się wraca”. Tekst ukazał się również w języku norweskim oraz szwedzkim i wzbudził zainteresowanie czytelników. Dlaczego duchowość benedyktyńska przyciąga współczesnych ludzi? I dlaczego stała się ona, jak powiedziałyście, fundamentem, na którym budujecie waszą wspólnotę?

MR: – Przeciętny katolik nie zna monastycyzmu, wiemy, że gdzieś tam żyją mnisi, ale całe bogactwo tej duchowości serca jest nam nieznane.  Moje spotkanie z tą duchowością miało miejsce w r. 2007, kiedy poznałam o. Włodzimierza. Przeżywałam w tym czasie kryzys związany z postrzeganiem Kościoła. Spotkanie z o. Zatorskim i tradycją monastyczną, było dla mnie głębokim doświadczeniem żywego źródła Ducha w Kościele. To mnie przebudowało i było prawdziwym przewrotem kopernikańskim w moim życiu. Zobaczyłam, że Kościół nie jest martwy, ale ciągle żywy. Zrozumiałam, że my nie dotykamy tych źródeł Życia, a nasz sposób praktykowania religii jest bardzo ubogi i często ogranicza się tylko do uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. To o wiele za mało. I dlatego czujemy się nienasyceni. Rozumiem, że ludzie nie odnajdują się w Kościele, skoro nie dotykają tych źródeł. Duchowość benedyktyńska jest niezwykle atrakcyjna nie tylko dla mnichów, ale również dla ludzi świeckich.

– Reguła św. Benedykta została spisana w r. 529, a więc naprawdę dawno temu. Według niej nadal żyją mnisi w zakonach benedyktyńskich, ale czy współcześni świeccy mogą u św. Benedykta znaleźć coś dla siebie?

M.R: – Tak, na przykład codzienne obcowanie ze słowem - lectio divina, a także inne elementy, które uczą nas harmonijnego układania sobie codzienności. To zdumiewające jak benedyktyński rytm i ład – ordo et pax wnosi pokój w nasze życie. Każdego dnia znajdujemy czas na modlitwę, pracę i na odpoczynek. Gdy zaczyna się to praktykować, to widzi się dobre owoce takiej duchowości. I właśnie tym chcielibyśmy się podzielić z osobami, które będą do nas przyjeżdżać. To nie jest żadna rewolucja, ale powrót do źródeł i harmonii życia.

– Zabawię się jednak w adwokata diabła i zapytam - jak znaleźć czas na medytację i brewiarz w codziennym zabieganym życiu?  Jak praktykować lectio divina, gdy cały dzień pochłania nam praca, opieka nad dziećmi i inne obowiązki?

MR: – O. Włodzimierz mówił, że świeccy nie mają aplikować w swoim życiu reguły w sposób dosłowny. Jest oczywiste, że pięć razy w ciągu dnia nie damy rady jak mnisi, mieć przestrzeń na modlitwę. Chodzi raczej o to, aby zbudować ramy do swojej codzienności. Odwołując się ponownie do św. Benedykta  – chodzi o to, żeby „Bóg był we wszystkim uwielbiony”. Naszą tragedią jest to, że oddzieliliśmy sferę sacrum od sfery świeckiej. Świętość jest dla nas wtedy, gdy idziemy do kościoła, natomiast praca to już „inna” rzeczywistość, w której nie musimy być tacy święci, więc możemy kombinować i iść na kompromisy. W duchowości benedyktyńskiej urzekła mnie sakralizacja pracy. Dla mnichów praca jest nieodłącznym elementem codziennego życia, jest ona uświęcona i inaczej postrzegana.

– Czego może nas nauczyć duchowość benedyktyńska? Czego was nauczyła?

MR: – Dystansu, umiaru, innego spojrzenia, milczenia, słuchania i przejęcia się Bogiem. Z perspektywy duchowości benedyktyńskiej zupełnie inaczej patrzy się też na cierpienie. Zmieniają się również priorytety. Praca tak, ale nie pracoholizm, odpoczynek tak, ale nie głupawa rozrywka, która człowieka degraduje, niszczy i odbiera mu wolność. Modlitwa tak, ale nie dewocja, która wpędza człowieka w ślepe zaułki i lękową wiarę. O szóstej rano można wstać i pić kawę, ale można również odprawić jutrznię, która inaczej osadzi nasz dzień.  Podobnie wieczorem, można zasnąć przy telewizorze, albo zakończyć dzień kompletą. To jest kwestia tego, co sami wybieramy i co wpuszczamy do naszego wnętrza.

AK: – Maria mówiła, że jak ktoś przejmie się Bogiem, to nie może już inaczej żyć. Dla mnie człowiek, który praktykuje życie zgodne z Ewangelią i regułą jest człowiekiem spójnym. Właśnie ta spójność, którą zobaczyłam u o. Włodzimierza, przyciągnęła mnie do reguły i wspólnoty. Dzięki spotkaniu z o. Włodzimierzem jestem tu, gdzie jestem. Spójność i pokora stały się dla mnie ważnymi słowami, które nadają kierunek mojemu życiu. Jednak to nie takie proste – simple but not easy. Każdego dnia człowiek zaczyna od nowa.

– Czy reguła benedyktyńska może być remedium na lęki i problemy współczesnego człowieka?

AK: – Współczesność jest wyzwaniem, ale tak było zawsze. Jednak teraz świat jest na progu czegoś nowego, procesu, który się zaczął, którego rozwoju i końca nie sposób przewidzieć. Przekroczyliśmy już sporo mniejszych progów. Pokazują to choćby ostatnie badania CBOS-u, z których wynika, że największy spadek religijności jest w grupie wiekowej 18-24 lata. Szybkość życia, wpływ Internetu, technologii sprawiają, że nie mamy czasu na relacje i na refleksję. I jeśli nie stworzymy w sobie przestrzeni ciszy, to niestety będziemy się coraz bardziej zapędzać w tym biegu i oddalać się od siebie i od Boga.

MR: – Jako matka dwojga dorosłych dzieci dobrze to rozumiem. Młodzi ludzie odchodzą od Kościoła bo porywa ich oferta świata, a Kościół nie umie do nich mówić. Duchowość benedyktyńska uczy nas znajdować czas na milczenie. W Farynach zbudowaliśmy pustelnię po to, aby znajdować taki czas na wyciszenie, odcięcie, na danie sobie przestrzeni bycia samemu ze sobą. Myślę, że współczesny człowiek po pierwsze, nie umie sobie tej przestrzeni dać, a po drugie się tego boi; przeraża nas to, co możemy w sobie zobaczyć, zostanie sam na sam ze swoimi myślami i lękami.

– A co się dzieje, kiedy człowiek zdecyduje się wejść w tę przestrzeń ciszy?

MR: – W milczeniu mamy szansę spotkać samego siebie, usłyszeć własne sumienie. W ciszy człowiek zaczyna słyszeć swoje bóle, zranienia, oczekiwania, lęki.  Myślę, że te lęki wynikają z tego, że człowiek współczesny jest bardzo przejęty sobą, cały czas myśli o samorealizacji, o tym czy mu  dobrze;  ten egoizm, w którym żyjemy jest czymś naprawdę niszczącym, diabelskim. Człowiek krąży wokół siebie samego, jednak ostatecznie wcale nie znajduje szczęścia. Natomiast, gdy zaczyna iść drogą duchową i  przestaje się kręcić wokół swojego ego, to zaczyna mieć coraz większy spokój i dystans, żyje bardziej świadomie, potrafi wybierać. W duchowości benedyktyńskiej podoba mi się  filozofia umiaru, powściągliwości, to że nie wszystko muszę mieć, nie wszystko muszę wiedzieć. Człowiek może  przyznać „nie wszystko zrozumiem, jest też tajemnica, przed którą trzeba uklęknąć i ją adorować”. Taka postawa wymaga naprawdę dużej pokory.

Dla mnie Bóg nie jest teoretycznym doświadczeniem, On naprawdę przychodzi i daje łaskę pokoju. Ale o tym się bardzo trudno mówi, bo człowiek może sprawiać wrażenie dewota.

AK: – Jednak trzeba powiedzieć, że takie doświadczenia i pragnienie życia w ten sposób przychodzi w pewnym wieku. O. Włodzimierz mówił, że fundacja jest adresowana do wszystkich, ale nie ma złudzeń, że przede wszystkim do osób w średnim wieku. To właśnie na półmetku życia stawiamy najważniejsze i zarazem najtrudniejsze pytania: o co tak naprawdę chodzi w życiu? Kim jesteśmy? Kim się stajemy?

 

2020-05-07 Faryny fot Tomasz Waszczuk 09.JPG

- Pandemia bardzo dużo namieszała, ale chcielibyśmy, aby za trzy lata dom gości był już otwarty. Idziemy małymi krokami, ale do przodu.  Lubię powtarzać słowa o. Maksymiliana Nawary, że najważniejsze jest, aby mieć światło na ten kolejny krok, ten, który jest przed nami - mówi Alicja Kulik.

 

– Czemu i komu ma służyć siedziba fundacji, którą tworzycie na Mazurach? Czy będą mogli tu przyjeżdżać tylko katolicy? Czy zaprosicie również osoby z innych krajów?

AK: – To miejsce ma być przeznaczone dla wszystkich: dla ludzi z różnych krajów i w różnym wieku, dla wierzących, poszukujących, dla tych, którzy są na obrzeżach Kościoła, dla niewierzących, ale otwartych. Mam wśród swoich bliskich i znajomych ludzi niewierzących, także Żydów, którzy z zaciekawieniem słuchają o Farynach i mówią, że chętnie tu przyjadą. Ważne jest to, aby ci, którzy się tam zjawią nie przyjechali do jakiegoś „teatru”, ale żeby byli uczestnikami życia w Farynach. Aby zobaczyli w nas, ludziach tam żyjących wspólnotę, w której relacje są prawdziwe i spójne, oparte na miłości.

– Jaką działalność będziecie prowadzić w Farynach?

MR: – Zamierzamy prowadzić różnorodną działalność: rekolekcje, warsztaty, wystawy, wykłady. Na poddaszu będzie pomieszczenie do medytacji. Mamy nadzieję, że osoby, które przyjadą z powodu jakiegoś wydarzenia, doświadczą klimatu troszkę jakby z „innego” świata, takiego, gdzie relacje, jak powiedziała Alicja, będą oparte na szczerości. Chcemy, aby to miejsce wyrażało, tak ważną dla benedyktynów, gościnność i akceptację drugiego człowieka. Wydaje się to szczególnie ważne teraz, gdy w Polsce doświadczamy tak głębokich podziałów i agresji.

Chcemy stworzyć miejsce, w którym będzie klimat otwartości. Czuję w sobie duży głód relacji, przekraczających enklawy zamknięcia, zapieczenia się w poglądach, religiach, we wszystkim, co nas od siebie oddala. Zawsze fascynował mnie św. Benedykt, który w głębokim średniowieczu, w niespokojnych czasach budował swoje klasztory; nie nawracał, ale ze spokojem budował i był OBECNY. Niezwykły był też jego szacunek dla kultury, także niechrześcijańskiej, to przecież mnisi w skryptoriach przepisywali Horacego, dzięki mnichom benedyktyńskim ocalały niechrześcijańskie dzieła. Czy dla nas dzisiaj byłoby możliwe pielęgnowanie dziedzictwa żydowskiego lub muzułmańskiego, a więc takiego, które jest nam obce? Czy potrafilibyśmy się na to zdobyć?

– Czy uważacie, że wasza idea pokazuje kierunek, w jakim będzie zmierzać Kościół przyszłości?

AK: – Mogę powiedzieć, o tym, co ja czuję. Nie ma innej drogi, niż spojrzenie na świeckich, jak na siostry i braci, uczestników Kościoła, nie obserwatorów. Nasza wiara jest często powierzchowna, nie czujemy się odpowiedzialni za Kościół, nie traktujemy duchownych, jako współbraci.  Szacunek jest potrzebny, ale sztuczny dystans, na końcu którego jest klerykalizm - już nie.  Potrzebna jest współpraca. Poza tym – pozwolę sobie powtórzyć za Benedyktem XVI - Kościół musi zubożeć i przestać bratać się z władzą, z lewicą i prawicą.

– Jakie marzenia mają fundatorki i przewodniczące rady fundacji? 

AK: – Najważniejszym celem i marzeniem jest to, aby w Farynach było Życie, aby powstała duchowa wspólnota ludzi otwartych na siebie i innych. A w nieodległej perspektywie – mówię to jako członek zarządu, który zajmuje się prozaicznymi sprawami, czyli zdobywaniem funduszy na remont - chcielibyśmy pozyskać dofinansowanie na drugi etap modernizacji – odnowienie skrzydła na parterze. Złożyliśmy już wniosek do ministerstwa kultury na dalsze prace, a potem kolejne wnioski, kolejne etapy...

MR: – Prowadzimy naszą działalność dopiero drugi  rok. I od początku staramy się aby Fundacja miała dwa skrzydła – pracy duchowej z ludźmi, a także pracy fizycznej – budowy, remontów, abyśmy mogli być u siebie. Naszym marzeniem jest, aby te skrzydła nam po prostu rosły.

– Kiedy planujecie uruchomienie ośrodka?

AK: – Pandemia bardzo dużo namieszała, ale chcielibyśmy, aby za trzy lata dom gości był już otwarty. Idziemy małymi krokami, ale do przodu.  Lubię powtarzać słowa o. Maksymiliana Nawary, opata  prezesa Benedyktyńskiej Kongregacji Zwiastowania, że najważniejsze jest, aby mieć światło na ten kolejny krok, ten, który jest przed nami.

 

Zatorski .JPG

O. Włodzimierz Zatorski OSB (1953-2020) - benedyktyn z Opactwa Benedyktynów w Tyńcu i absolwent fizyki na UJ w Krakowie. Uroczystą profesję złożył w 1984 r., później został wyświęcony na kapłana. Założyciel i wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów. W klasztorze pełnił wiele funkcji. Był przeorem, mistrzem nowicjatu, dyrektorem jednostki gospodarczej opactwa, a także jego ekonomem. Ponadto sprawował też opiekę duchową nad świeckimi oblatami w Tyńcu.Autor wielu książek, publikacji i warsztatów nt. duchowości.

Zmarł w 28 grudniu 2020 r. na COVID-19 w czasie pandemii tej choroby.

 

Zdjęcie: Opactwo Benedyktynów w Tyńcu

 

Maria Rochowicz - fundator i przewodnicząca rady fundacji. Zafascynowana od lat monastycyzmem i duchowością benedyktyńską. Autorka książki – wywiadu z o. Włodzimierzem Zatorskim OSB  „Po obu stronach rzeki” wydanej przez Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec (2013), a także autorka kilku tomików wierszy, m.in. „Misterium Tyńca” (2018). Absolwentka polonistyki i studiów podyplomowych z zakresu zarządzania. Oblatka benedyktyńska. Szczęśliwa matka dwójki dorosłych dzieci … oraz pani czarnego labradora Koli.

 

Alicja Kulik - fundator i członek zarządu fundacji.  Absolwentka filologii angielskiej UAM w Poznaniu. Od 2000 r. dziennikarka Polskiego Radia Olsztyn, wyróżniona prestiżową nagrodą Grand Press. Zajmuje się reportażem i publicystyką społeczną. Jej praca, to przede wszystkim słuchanie ludzi, którzy chcą dzielić się z nią swoimi historiami. Uważa to za przywilej, bogactwo i szczęście. W 2013 r. po raz pierwszy przyjechała do Tyńca. Dziś jest oblatką tyniecką, co jest dla niej kolejnym powodem do wdzięczności. Udział w tworzeniu Fundacji Opcja Benedykta - to powód trzeci.

 IMG_0711.JPG

Remont starej poniemieckiej szkoły w Farynach rozpoczął się. 

 

IMG_0748.JPG

Stuletni budynek wymaga generalnego remontu.

 

20190723_142956.jpg

 

Wesprzyj Fundację Opcja Benedykta.

Tu zobacz  jak możesz pomóc. 

 

 

Przeczytaj więcej:

Opactwo w Tyńcu - miejsce, do którego się wraca

Wywiad o. Zatorskiego z 15 marca 2020 na temat fundacji i duchowości benedyktyńskiej 

TU posłuchasz reportażu Alicji Kulik o Fundacji Opcja Benedykta

Tekst wywiadu z Josephem Ratzingerem z r. 1969 

Więcej informacji o Fundacji Opcja Benedykta znajdziesz na stronie Fundacji TU

Film o Fundacji