Zanurzyć się w Słowie Bożym. 24. Niedziela zwykła (2021)

climbing-260o9319_960_720.jpg

Słowa z Ewangelii św. Marka są mocnym przesłaniem całej Nauki Chrystusa. Jeszcze zanim wnikniemy w ich sens, czujemy, że bycie chrześcijaninem jest wymagające i wiąże się z wielkim wysiłkiem.

 

 

Tekst: s. Engelberta

 

Ewangelia (Mk 8, 27-35)

 

«Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je».

Te słowa są mocnym przesłaniem fragmentu Ewangelii św. Marka i całej Nauki Chrystusa. Jeszcze zanim wnikniemy w ich sens, czujemy, że bycie chrześcijaninem jest wymagające i wiąże się z wielkim wysiłkiem.

Jednak, aby pójść wyznaczoną przez Zbawiciela drogą, trzeba właściwie odpowiedzieć  na dwa pytania. «Za kogo uważają Mnie ludzie?» - zwraca się Jezus do swoich uczniów. To pierwsze pytanie, które można by nazwać wprowadzającym. Uczniowie odpowiadają zgodnie z tym, co mówiło się w tamtych czasach w Jerozolimie. Jezusa nazywa się Janem Chrzcicielem, Eliaszem lub prorokiem.

Jak my odpowiedzielibyśmy na to pytanie? Za kogo ludzie uważają Chrystusa w naszych czasach?

Gdy wyobrażam sobie witrynę współczesnej księgarni z półką podpisaną „Jezus Chrystus”, to widzę okładki z różnymi tytułami: „Jezus - największy człowiek w dziejach świata”, „Jezus - pierwszy zwolennik feminizmu”, „Kto wymyślił Jezusa?”, „Jezus - Bóg i człowiek”. Możliwe, że na tej półce jest całkiem niewiele wydawnictw, na dodatek są to wyłącznie stare woluminy, w niezbyt atrakcyjnej szacie graficznej…

Najważniejsze pytanie pojawia się jako drugie: «A wy za kogo Mnie uważacie?» - zwraca się Jezus do apostołów. Energiczny św. Piotr mówi  bez zastanowienia: «Ty jesteś Mesjasz».

A jak ty jak byś odpowiedział? Bo ta kwestia jest skierowana również do ciebie i do mnie. Za kogo uważasz Jezusa? Od tej odpowiedzi zależy wszystko. Bo jeśli nie uznasz w Chrystusie Mesjasza, Boga, to twój wysiłek dążenia jego drogą traci sens.  Można bowiem naśladować innego człowieka, choćby i bardzo wybitnego, ale kiedy przyjdzie poświęcać swe życie, aby iść za „pierwszym feministą”, „wielkim rewolucjonistą”, pojawią się wątpliwości czy warto. Ponieważ z powodu i dla innego człowieka bardzo trudno jest „zaprzeć się samego siebie” i „stracić swe życie”.  Wszystko się zmienia, kiedy robisz to dla Boga.

Co więcej, jeśli Chrystus jest dla ciebie Bogiem, to musisz uznać to, czego nie mógł początkowo przyjąć św. Piotr - Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Nie tylko św. Piotr ma z tym problem. Wielu chrześcijan wolałoby inną wersję historii zbawienia, taką, w której nie ma Golgoty i cierpienia. Chrześcijaństwo „radosne”, w którym mówi się tylko o miłości i szczęściu, a krzyż pomija dyskretnym milczeniem,  to chrześcijaństwo zafałszowane i upodobnione do wielu obecnie obowiązujących trendów, dyktowanych przez mistrzów samorozwoju i współczesnych „guru”.

«Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku» - zwraca się Jezus do św. Piotra, który nie zgadza się  na Boską wersją wydarzeń. Gwałtowne i ostre słowa, wypowiedziane z żalem lub złością.  Zdecydowany sprzeciw wobec ludzkich wyobrażeń.

 

Myślmy po Bożemu, nie po ludzku, bo tylko wtedy zyskamy nowe życie. Nie jest to łatwe, ale jak zostało wspomniane na początku - chrześcijaństwo wymaga wielkiego wysiłku.